Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia japońska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia japońska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Soba ze smazonym tofu i kalafiorem czyli obiady półtoraroczniaka

Z przyjemnością patrzymy na nasze dziecko z radością odkrywa nowe smaki, kształty i konsystencję. Lubi bawić się surowymi warzywami, rozmazywać po stoliku pasty, nabijać na palce maliny. Jak dotąd kategorycznie odrzuciło tylko mleko modyfikowane i dość sceptycznie podeszło do brukselki, choć za każdym razem dzielnie próbowało A nuż ta będzie dobra. Pozostałe rzeczy bywają przez kilka dni przysmakiem, by potem ustąpić na chwilę miejsca innym produktom. I tak choć uwielbia seka, gdy ma do wyboru serek i hummus, wybierze humuś. Jednego dnia zajada się malinami, by innego dnia nawet na nie nie spojrzeć, bo jest gruszka i mięsek. Na jedno tylko zawsze ma ochotę: tofu.
Oto szybki obiad zbyt fusion jak powiedział On, w którym wykorzystałam resztki pałętające się po lodówce, na którego widok dziecko zawołało: O tofu, kalafali! I paskudne zdjęcie. Miłego poniedziałku. A na deser ciastka, które były wczoraj.

Soba ze smażonym tofu i kalafiorem*
 2-3 osoby

- półtorej wiązki makaronu soba na osobę
 
- kostka tofu
-1/3 kalafiora, pokrojonego na drobne różyczki
-garść zielonych szparagówek lub zielonego groszku
-ząbek czosnku
-1/2 małej papryczki chili
-imbiru tyle co opuszka kciuka
-3 łyżki sosu teriyaki
-1 łyżka jasnego sosu sojowego
-2 łyżeczki miodu
-1 łyżka ojeju sezamowego
-1 łyżka oliwy
-sól

Makaron ugotowałam według instrukcji na opakowaniu, tuż przed podaniem
Kalafiora i fasolkę ugotowałam al dente w osolonej wodzie.
Tofu pokroiłam w kostki i usmażyłam na złoto na oliwie.
Czosnek, chili i imbir pokroiłam w drobniuteńką kostkę, wrzuciłam do miski, dodałam pozostałe składniki sosu bez soli. wymieszałam i wylałam na patelnię. Gotowałam 3 minuty. Wrzuciłam tofu i warzywa i smażyłam 5 minut. Podałam na makaronie.

*inspiracja od Moniki

środa, 12 października 2011

Okara to nie kara i mam na nią ulubione sposoby: batony i obiad.

Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że tofu jemy częściej niż mięso. To produkt tak powszedni w naszej kuchni jak mąka czy masło. I oczywiście zwykle robimy go sami. Pisałam już o tym tutaj i tutaj, choć od tego czasu repertuar naszych dań z sojowego sera wzrósł niepomiernie. Wegetarian nie trzeba do tofu przekonywać, ale mięsożerców szczerze namawiam na to urozmaicenie. Produktem ubocznym wytwarzania tofu jest okara czyli rodzaj wytłoczyn sojowych: jasno beżowej, wilgotnej papki podobnej do drobnych wiórków kokosowych. Okara zawiera mało tłuszczu, jest bogata w błonnik. Zawiera też około 3,5g białka na 100g czyli tyle samo co ciemny ryż czy pełne mleko. Mimo to długo nie mogłam się przekonać do okary. Nie pomogło mi nawet to, że w Japonii o- dodaje się przed słowem by nadać mu cześć . Pomysły w stylu dodaj okary do płatków powodowały niebezpieczne pęcznienie policzków. A wrzuć do chleba, wołanie o pomstę do nieba. Do chleba mam stosunek nabożny i na wszelkie fusion patrzę spode łba. A produkcja tofu trwała, w kompoście wyrastały kolejne pokolenia mało pożytecznych za to łasych na białko glizd. No bo przecież nie wyrzucę do śmieci komunalnych bądź co bądź jedzenia. I pewnego dnia mnie oświeciło. Dodałam podprażoną okarę do batonów musli i to był strzał w dziesiątkę. To chyba najlepsze batony musli jakie jadłam. Okara nadaje im ciekawej konsystencji i to białko! Jak chce by było wegańsko dodaję skondensowane mleko sojowe, też własnej roboty. Innym razem idę na łatwiznę i sklejam syropem miodowo-cukrowym. Poniżej wersja ze słodkim mlekiem skondensowanym (litr mleka szklanka cukru i gotujemy całość aż zacznie przypominać mleko z puszki, dłużej gdy chcemy dulche de leche).


Batony musli z okary

Na jedną dużą blachę z piekarnika. Trudno mi podać proporcje, ale chodzi o to by ziaren, orzechów i suszonych owoców było 3/4 tego co okary i płatków

-2 szklanki okary (po produkcji tofu z 1 szklanki soi)
-1 szklanka płatków owsianych
- 1/2 szklanki rodzynek
-1/2 szklanki siekanych do wyboru: daktyli, fig, żurawiny, suszonych moreli, śliwek suszonych
-ew. garść wiórków kokosowych
-1/2 szklanki siekanych dowolnych orzechów
-3 łyżki sezamu ( czarnego sezamu, maku)
-3 łyżki słonecznika( pestek dyni)
- 200ml słodkiego mleka skondensowanego
-2 łyżki masła lub oleju z pestek winogron

Okarę rozrzucamy warstewką na blasze i suszymy w temp. 100 st C, aż wyparuje cała wilgoć.
Suchą mieszamy w misce ze wszystkimi składnikami. Proporcje i kombinacje są dowolne. Masło i mleko podgrzewamy i zalewamy suche składniki. Mieszamy. Powinniśmy otrzymać, gęstą, lepką masę. Niezbyt suchą, ale też nie płynącą. Całość wyrzucamy na blachę wyłożona pergaminem. Przykrywamy drugim i równo rozpłaszczamy: wałkiem lub deską. Zdejmujemy papier z wierzchu. Pieczemy 60-90 minut w temp. 130 st.C. Kroimy na prostokąty. Przechowujemy nawet ponad tydzień w puszce lub pudełku.

Drugie danie może stanowić samodzielny posiłek. To nasz sposób na szybką kolację lub lunch do pudełka. Smakuje jak ot kasza z warzywami. Przepis pochodzi z książki Kansha Elisabeth Ardon, która wspaniale opisuje japońskie tradycje wegetariańskie i wegańskie. Dzięki niej polubiłam daikon na ciepło. Książka jest pięknie wydana, niestety prawie każdy przepis zawiera jakiś dziwny składnik, nie zawsze dostępny w Polsce. Dlatego albo stosujemy zamienniki albo robimy długie listy do Ameryki. Na szczęście okarę możemy zrobić sami.

Prażona okara z warzywami
U No Hana

-1 szklanka okary ( mocno upakowana)
-1/2 pora pokrojonego wzdłuż na cienkie piórka
-1/2 szklanki pokrojonych w kostkę marchwi, pietruszki i/lub korzenia lotosu ( my dajemy też selera, skorzonere, rzepki)
-1/3 szklanki pokrojonych pieczarek lub innych łagodnych grzybów: shitake, boczniaki, enokitake
-1 łyżka sake
- 1 szklanka bulionu* z
-1 łyżka mirinu ( słodkiego wina ryżowego)
-2 łyżki jasnego sosu sojowego
-2 łyżki młodego groszku cukrowego lub groszku śnieżnego, świeżej soi lub małego bobu bez łupek.

*Bulionu można użyć warzywnego lub przygotować bulion japoński na suszonych grzybach shitake (8-10) lub suszonym daikonie (1/2 szklanki), do tego kawałek glona kombu i 4 szklanki wody. Najpierw namaczamy składniki w ciepłej wodzie przez 30 minut. Wszystkie składniki do kupienia w sklepach z żywnością azjatycką.

Okarę wykładamy na grubą mocno rozgrzaną patelnię, żeliwna jest niezastąpiona, prażymy około 4-5 minut, cały czas mieszając i rozbijając duże grudki. Następnie dodajemy pora i warzywa korzeniowe, dalej smażymy przez 1-2 minuty. Dodajemy grzyby. Wlewamy sake i bulion, zmniejszamy ogień, przykrywamy i gotujemy 5 minut. Dodajemy mirin i da;ej gotujemy bez przykrywki 5-6 minut. Dodajemy sos sojowy i czekamy kolejne 2 minuty. Dodajemy groszek. Zestawiamy z gazu . Doprawiamy ew. sosem sojowym i mirinem, pozwalamy daniu ostygnąć i letnie. nakładamy do miseczek lub pudełek.

poniedziałek, 1 marca 2010

Tydzień bez zakupów. Drewienko i gips czyli rzecz o tofu.

Wbrew spekulacjom Feli i Oczka nie doszło między nami do bitwy o jajka. Nie zostaliśmy też zmuszenia do żywienia się parkietem i gipsem. Za to drewienko i gips okazały się niezwykle przydatne do domowej produkcji tofu, które w Tygodniach bez zakupów było naszym podstawowym źródłem białka. Czy wiecie, że produkcja tofu jest stara jak świat. Nasz nowożytny. Mieszkańcy Dalekiego Wschodu wytwarzali podobną do sera sojową masę już ponad 2000 lat temu. Ślady tej produkcji znaleziono na starych chińskich malowidłach naściennych z I wieku naszej ery. A w wiekach średnich chiński poeta Su Ping napisał nawet Odę do tofu. Z Chin tofu trafiło do Japonii. W VIII wieku kapłani Kento studiowali w Chinach buddyzm. Wrócili do ojczyzny wraz z zapasem sojowego serka. Najpierw było ono popularne wśród pozostających na wegetariańskiej diecie kapłanów. Szybko rozpowszechniło się wśród wyższych sfer i samurajów. Pod strzechy trafiło w XVII wieku. A niebawem, bo w 1782 roku wydano pierwszą książkę Tofu Hyakuchin, która sprzedawała się jak świeże bułeczki. W Europie pierwsze wzmianki o tofu pochodzą z 1603 roku z hiszpańskiego Vocabulario da lingoa de Iapam.
Sposób produkcji tofu przybliżył Europejczykom Domingo Fernandez de Navarrete w swojej książce o podróżach wydanej w Anglii w 1704. Pierwsza europejska produkcja sojowego serka ruszyła w 1880 roku we Francji. A amerykańska w 1895 w San Francisco. Pierwszym producentem na szeroką skalę był T.A. Van Gundy, który stworzył w 1929 roku La Sierra Industries in California.
Jest kilka rodzajów tofu, nazywanego niekiedy w chińskich książkach dofu, a w anglojęzycznych bean curd. W zależności od miękkości i konsystencji.

Rodzaje tofu

Twarde tofu- najbogatsze w białko i wapń. Można je kroić w kostkę, a potem smażyć, wędzić, grillować, marynować i co tylko wam się zamarzy.

Miękkie tofu - w rękach rozpada się na kawałki. Doskonałe do koreańskich zup i dań jednogarnkowych, w których zakochaliśmy się będąc w Nowym Jorku. Mięciutkie tofu robione na miejscu w bulgoczącej, aromatycznej zupie z kapusta pekińską, grzybami, pastą sojową i niewiadomo czym a wszystko to podane w podgrzewanej misie w towarzystwie koreańskich przystawek. Jak będziecie w pobliżu koniecznie wstąpcie do Seul Garden*.


Jedwabiste tofu - w konsystencji przypomina gęsty, bałkański jogurt. Japończycy jedzą je zwykle w sosie. Nadaje się też do deserów, jak choćby tutaj.

Dlaczego tofu

Tofu jest lekkostrawne, niskokaloryczne, a przede wszystkim jest bogatym źródłem dobrze przyswajalnego białka. Mała, 100g porcja tofu to tylko 77 kcal i aż 8g białka! Rzecz jasna tofu nie zawiera cholesterolu. za to jest bogate w witaminy, głownie z grupy B. Jak, że do jego produkcji używa się soli wapnia, jest bogatym źródłem tego pierwiastka. Ponadto zawiera magnez, potas, mangan, selen, cynk, miedź oraz nienasycone kwasy tłuszczowe. I jak tu nie produkować własnego tofu?

Domowa produkcja tofu

Zrobienie tofu w domu jest bardzo proste. Wystarczy sucha soja i ... Tradycyjnie przygotowywano tofu dodając do mleka sojowego wody morskiej nigari, która była bogata w chlorek magnezu. Współcześnie używa się też soli wapnia: chlorku i siarczanu. Sole te dodane do mleka sojowego powodują koagulację białka i oddzielenie się sojowej serwatki. Takie skoagulowane sojowe białko umieszcza się w formie, najlepiej drewnianej (na zdjęciu pudełko, które zrobił mój domowy Adam Słodowy), ale może to być też karton po mleku czy inne pudełko, w którym można zrobić dziurki, przez które wypłynie nadmiar wody.
Suchą soję można kupić wszędzie. Sole mineralne? Ich znalezienie zajęło nam trochę czasu. Chlorek magnezu to główny składnik tabletek Slow Mag, które rozkruszone doskonale koagulują sojowe białko. Siarczan wapnia to nic innego jak gips, kreda, alabaster. Czysty, bez niejadalnych domieszek można kupić w sklepach dla plastyków. Najlepiej jednak zaopatrzyć się w stosowne odczynniki w sklepie dla chemików, wtedy mamy gwarancję, że nasza sól jest czysta. Ale po kolei.

How to make tofu

1. Najpierw namaczamy soję na 8-12 godzin nie dłużej. Na litr mleka sojowego potrzebujemy około 125 g suchej soi.

2. Odsączamy namoczone ziarno.

3.Teraz miksujemy, mielimy, rozdrabniamy soję wraz z litrem zimnej, filtrowanej wody. Powinna mieć konsystencję mrożonego koktajlu.

4. Całość przelewamy nad garnkiem do gazy i wyciskamy jak najwięcej płynu. Zwykle robimy to porcjami. To co zostanie nam na ściereczce nazywa się okara i też wykorzystywane jest w japońskiej kuchni. Okary można też dodać do chleba. Przyznam, że jeszcze tego nie próbowałam.

5. Płyn w garnku gotujemy przez 10 minut. Mieszamy i odszumowujemy.

6. W szklance wody rozpuszczamy 2 łyżeczki siarczanu wapnia lub chlorku magnezu. Albo mieszanki obu z chlorkiem wapnia. Wypróbujcie jakie tofu najbardziej wam zasmakuje. Im mniej koagulantu tym tofu bardziej miękkie i na odwrót.

7. Natychmiast po rozpuszczeniu wlewamy wodę z solami do mleka sojowego. Mieszamy i zostawiamy na 15-20 minut.

8. Kiedy zobaczymy, że formują się grudki sera i oddziela się sojowa serwatka wlewamy skoagulowane mleko do foremki wyłożonej gazą. Zawijamy i przyciskamy wieczkiem, ewentualnie dociskamy ciężarkiem. Nadmiar serwatki wypłynie przez dziurki w foremce.

Tofu jest gotowe po 20 minutach. Gotowe tofu przechowujemy do tygodnia w lodówce w pojemniczku wypełnionym czystą wodą. Wodę, w kŧórej zanurzone jest tofu wymieniamy co kilka dni. Można też zamrozić tofu i po rozmrożeniu otrzymać porowatą, gąbczastą substancję, która wspaniale chłonie orientalne sosy.

Już wkrótce nasze przepisy na tofu.

Korzystałam z tej strony, oraz książek: Fuchsii Dunlop , Japanese Cooking: a simple art oraz Book of tofu i rad mojego O.

*Seoul Garden
34 West 32nd St
Floor 2
(between 5th Ave & Broadway)
New York, NY 10001

niedziela, 28 lutego 2010

Tydzień bez zakupów - koniec końców


Tak, tak koniec. Nasz Tydzień bez zakupów, a właściwie trzy dobiegły końca. I... Nic. Nie będzie morałów, ani wielkich wynurzeń. Żadnych: zrozumieliśmy, uświadomiliśmy sobie. Niestety. Będzie jak dawniej, bo czemu miałoby być inaczej. No może do momentu, aż kolejny, kulinarnie szalony pomysł nie wpadnie nam do głowy. To była dobra zabawa i niech tak pozostanie. Dziś poszłam do sklepu i kupiłam: mleko, twaróg, masło, mąkę, rozmaryn. Po prostu. Dziękuję wszystkim za doping i miłe słowa. Mam nadzieję, że choć jedna osoba skorzysta z naszych bezzakupowych pomysłów. Oto przegląd naszych dań, dodatków z ostatniego tygodnia. Bez specjalnych ceregieli i opisów. Niektóre już były. Niektóre pojawią się może w innej oprawie. I został tylko jeden wpis. Nie mogło go zabraknąć ;-)
Tymczasem w tym tygodniu jedliśmy:

Po indyjsku

Orkiszowo-pszenne chapati, chutneye oraz pikle z mango.


Po włosku

Dla gości była pizza, a nawet dwie. Nasze ulubione. Cieniutkie, chrupiące, z małą ilością dodatków. Z braku mozzarelli tylko z parmezanem. I wiecie co? Nic przez to nie straciły. Przepis tutaj.


Po amerykańsku

Pyszne śniadanie znalazłam na tej stronie. American pancekes z jagodami. Nie miałam świeżych jagód rzecz jasna, ale przezornie zapasteryzowałam kilka słoiczków latem jak robiła siostra mojej babci ciotka Helka. Choć syrop klonowy ciągle stoi na półce, polaliśmy je naszym ostatnio ulubionym syropem z daktyli.


Z kolei na imprezę przyszłam z koszem babeczek. Nie mogłam pójść z pustymi rękami. Nieśmiertelny przepis P. Reinharta na chleb bananowy. Zmniejszam zawartość cukru lub jego rodzaj. Zamiast bananów dodaję różne owocowe przeciery. Pyszne z dynią, jabłkiem. Tym razem nie miałam wielkiego wyboru. Słoik portugalskiego dżemu z marchewki z jesiennego przetwarzania, imbir i dużo orzechów pecan. Fluorescencyjnie żółte, mięciutkie, cytrusowe. Czy wierzycie, że poprosili o przepis?


Po koreańsku, chińsku, japońsku

Koreański kleik ryżowy z czarnego, glutenowego ryżu to ciekawa odmiana dla naszej śniadaniowej owsianki. Jeśli przyzwyczaić się do koloru można go jeść łyżkami. Ciekawie smakował z orzeszkami pini i syropem daktylowym. Może kiedyś o nim więcej, na pewno wymaga osobnego wpisu.

Drugi koreański akcent tego tygodnia,a w zasadzie dalekowschodnie fusion to makaron domowy z sosem i "warzywami" . Przepisy dalekowschodnie zachwycają mnie czasem swoją prostotą. Wystarczy pomieszać sos sojowy, olei sezamowy, ocet ryżowy lub wino, kilka przypraw i jest sos. Pokrojone na cienkie paseczki warzywa, orzechy i proszę podano do stołu.


A to już druga porcja naszych kiełków. Z marynowanym, smażonym tofu. O nim niebawem. Powiem wam tylko, że tak przygotowane tofu jest moim zdaniem najlepsze.


Chleby


Każdego dnia towarzyszyły nam chleby. Ich nie mogło u nas zabraknąć. Lubię wieczory przy rozgrzanym pachnącym piekarniku i żaden bezzakupowy czas, nic tu nie zmieni. Mamy swoją chlebową tradycję: środy i niedziele należą do chleba. W tym tygodniu ponownie żytni 70% Hamelmana, który już na stałe wszedł do naszego repertuaru.


Oraz chleb z ciasta na pizze zwany u nas bułką resztkową.
A to z dwóch powodów: powstaje z pozostałości ciasta i pieczony jest na cieple resztkowym po pizzy.

U mamy

Tydzień bez zakupów powoduje, że człowiek zaczyna tęsknić za mamą i jej obiadami. Ryż zapiekany z jabłkami to była nieśmiertelna potrawa w czasach szalejącej alergii mojej siostry. Lubię go i już. Tym razem jabłka pochodziły ze słoika. Dla rozpusty dosypałam rodzynek, kardamonu i goździka. Ryż polałam odrobiną śmietanki, a po wierzchu wiórkami masła.

Innym razem to była zupa. Prosta jakich wiele. Gotowany do miękkości groch, z podsmażoną cebulą, sokiem z pomidorów (pozostałość po pizzy), selerem naciowym, marchewką, a właściwie ostatnią jej połową. Doprawiona oliwą, majerankiem i cząbrem. Pycha.

I to było na tyle. Idę pozmywać talerze. Dziękuję za waszą obecność.

sobota, 27 lutego 2010

Tydzień bez zakupów - fusion, fusion

Nie jestem wielbicielką fusion. To już mówiłam. Po co wydziwiać, skoro jest tyle pięknych, czystych smaków. Jak pierogi to ruskie, jak gnocchi to z ricottą. Tofu nie idzie mi w parze z chlebem, fusili nie wrzucam do miso. Z drugiej strony obce mi są wszelkie izmy. Skrajności wystrzegam się ognia. Nie przynoszą nic dobrego. Zachwycam się różnorodnością. Pozwalam sobie na odstępstwa. Fusion czemu nie.
Przepis na bułki jak sushi znalazłam w książce Crust R. Bertineta, której mam francuską wersję. Bertinet musi być niezwykle otwarty na różnorodność, skoro będąc Francuzem zamieszkał w Anglii. Bułki z dodatkiem sake i nori na zdjęciu prezentowały się pięknie, mimo to podeszłam do nich z dużą rezerwą. Niepotrzebnie. Okazały się pyszne. Efektowne? I bardzo szybkie w przygotowaniu. Autor poleca jeść je z wasabi i marynowanym imbirem. A gdyby tak pójść na całego? Ja swoje zjadłam z chrzanem i gotowaną, marynowaną krewetką przy dźwiękach muzyki Joe Hisaishi. I tym sposobem zużyłam całą mąkę.

Sushi bułki
R.Bertinet La lecon de boulangerie

Proporcje na 12 małych bułek na dwa kęsy.

-250g mąki pszennej chlebowej (użyłam mieszanki pszennej chlebowej i orkiszowej typ 700)
-5 g świeżych drożdży
-175g wody
-5g soli
-35g sake (miałam tylko wino ryżowe, trudno)
-2-3 arkusze wodorostów nori (jak do sushi)
-20g białego sezamu

Drożdże wymieszałam z mąką, następnie z solą. Wlałam powoli wodę i wymieszałam do połączenia składników. Następnie wyrabiałam przez 10 minut, aż ciasto miało dobrze rozwinięty gluten. Uformowałam kulę i zostawiłam w misce przykrytej wilgotną ściereczką na 1 godzinę. Przełożyłam na stolnicę, ponownie uformowałam w kulę i zostawiłam na 15 minut. Po tym czasie rozwałkowałam na prostokąt o grubości 5 mm, podsypując mąką kukurydzianą. Ciasto polałam połową alkoholu, ułożyłam nori tak by pokryły całe ciasto (można sobie pomóc przycinając w razie potrzeby nożyczkami) polałam resztą wina i posypałam sezamem. Zrolowałam wzdłuż dłuższego boku. Ostrym nożem pokroiłam na 12 około centymetrowych, które ułożyłam na blasze wyłożonej pergaminem. Przykryłam ponownie ściereczką i odstawiłam na 45 minut do wyrośnięcia.
Piekarnik nagrzałam do 250 st.C.
Wyrośnięte bułki posypałam sezamem i wsunęłam do naparowane piekarnika (ja wylewam zawsze pól szklanki wrzątku na blachę z żeliwną fajerką na spodzie piekarnika). Piekłam 15 minut i zostawiłam jeszcze na 5 minut w wyłączonym piekarniku. Szkoda, że nie widzieliście jak pięknie wyglądają po przekrojeniu.


niedziela, 21 lutego 2010

Tydzień bez zakupów - przegląd drugiego tygodnia cz.2. Obejdzie się bez wstępów.

Obejdzie się bez wstępów. Ten tydzień też wypadł smakowicie. Nawet nie było trudno. Tak, brakuje nam świeżych warzyw, ale i na to znaleźliśmy pewien sposób, o którym już wkrótce. Przyznam, że nawet nie wiedziałam ile dobra kryje się w mojej kuchni. I jak wiele można z tego wyczarować. Oto przegląd naszych obiadów z różnych stron świata.

Makaron udon w dashi
Japanese Cooking

Udon to japoński pszenny makaron, który łatwo można przygotować samemu. Zwłaszcza, gdy jesteśmy w posiadaniu wałków robionych na wymiar przez mężczyzn z rodziny. Lubię japoński sposób pojadania makaronów. To solidarne siorbanie przy barze nad miską zupy. Dowolność jedzenia jest tu duża. Można siorbać, chlipać, wciągać, mlaskać i chlupotać.

Udon domowy:
Teuchi Udon

Proporcje na 2 kg makaronu. Robiliśmy z jednej czwartej.
-1i3/4 szklanki wody
-3 i 1/3 łyżki soli
- 2 żółtka (opcjonalnie, robiliśmy bez z wiadomych względów)
-1kg mąki

Najpierw sól rozpuszczamy w wodzie. Mąkę wsypujemy do miski. Dolewamy powoli wodę i mieszamy. Chłonność mąki może się wahać. Całość mieszamy i szybko wyrabiamy gładkie, miękkie, ale dość zwarte ciasto. Powinno swoją miękkością przypominać w dotyku płatek ucha. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na 3 godziny lub w zimne na 8 godzin. Po tym czasie wałkujemy ciasto na omączonej stolnicy na prostokąt grubości 3-5 mm. Prostokąt powinien być długi i dość wąski. Posypujemy po wierzchu mąką. Składamy go na cztery wszerz jak plisy. Kroimy ostrym nożem na cieniutkie paseczki około 3 mm grubości. Przy pomocy pałeczek rozdzielamy i rozprostowujemy. Gotujemy 2 litry wody bez soli. Wrzucamy na gotującą makaron, tak by nie przerwać wrzenia. Ponownie doprowadzamy do wrzenia i dodajemy szklankę zimnej wody i ponownie doprowadzamy do wrzenia. Operację powtarzamy 3 razy. "Dzięki temu makaron się nie tarmosi w tej bulgoczącej wodzie" - twierdzi On. Odsączamy makaron i hartujemy zimną wodą.

Dashi drugorzędowe
Niban dashi

Pamiętacie jak w tym poście pisałam o dashi. To było tak zwane primary dashi, szlachetne, subtelne, wykorzystywane raczej do przyrządzania klarownych zup jak ta tutaj. Z pozostałości po nobliwym dashi, można przygotować mniej wykwintny bulion bazę do dań z makaronu. Ten bulion zwą secondary dashi i można go pzrechowywać w lodówce do dwóch dni.

-płatki bonito i wodorosty pozostałe z gotowania primary dashi
-1 i 1/2 litra zimnej wody
-10-15g płatków bonito( (pisałam o nim w tym poście)

Do garnka wlewamy wodę, wrzucamy pozostałości po primary dashi. Na średnim ogniu doprowadzamy do wrzenia. Zmniejszamy ogień i powoli gotujemy, aż płyn zredukuje się o 1/3 -1/2. Zajmuje to zwykle około 20 minut. Dodajemy świeże płatki bonito i zdejmuje z ognia. Pozwalamy płatkom opaść na dno. Zdejmujemy z wierzchu szumowiny. Przecedzamy. Tym razem wyrzucamy pozostałości.
Takie dashi oczywiście najlepiej przygotować podczas robienia primary dashi.

Podgrzaliśmy dashi, doprawiliśmy sosami sojowymi, wrzuciliśmy ugotowany, zahartowany makaron. Posypaliśmy obficie szczypiorkiem i doprawiliśmy japońską przyprawą 7 smaków (o której niebawem).


Gnocchi
Essentials of Classic Italian Cooking Marcella Hazan

Klasyczne włoskie kopytka. Ten przepis nie zawiera jajek, co w czasach kryzysu okazało się niezwykle korzystne. Pochodzi z mojej ulubionej książki o włoskiej kuchni. Podobnie jak słynne Mastering the Art of French Cooking pisanej dla Amerykanów, a więc niezwykle przystępnej. Książka ta nie zawiera zdjęć, ale jedynie nieco old fashioned rysunki. Gnocchi są mięciutkie i delikatne. Lubię je z sosem z gorgonzoli (rozpusta) lub po prostu z odrobiną boczku i smażonej cebuli.

-1/2 kg ziemniaków
-1 szklanka mąki

Ziemniaki w mundurkach wkładamy do garnka i gotujemy do miękkości. Staramy się nie nakłuwać ich zbyt często widelcem, aby nie nabrały wody. Odcedzamy. I gdy tylko to możliwe, obieramy i ubijamy na gładką masę. Jeszcze ciepłe. Dodajemy mąkę i wyrabiamy miękkie ciasto. Z ciasta formujemy cienki wałeczek. Nożem kroimy małe krążki, w każdym robimy wgłębienie palcem. Gotujemy wodę z solą. Na wrzątek wrzucamy gnocchi i gdy wypłyną gotujemy jeszcze 20-30 sekund.
Odcedzamy. Jemy!


Chana dahl
Indyjska zupa z łuskanej cieciorki

Przepis już kiedyś zamieściłam. Gęsta, aromatyczna zupa z fasoli. Tym razem z dodatkiem resztek fasoli urad. W sam raz do naszych środowych lunch boxów.

A to było coś zaskakującego. Według mnie koreańska kuchnia jest najdziwniejsza z mi znanych. Te kiszonki i fermentacje. Popsute krewetki jako przyprawy. Niespodziewana konsystencja. A co najciekawsze prawie zawsze pyszny produkt końcowy.
Koreańka zupa z kimchi z ryżowymi kulkami

-1 litr bulionu z kaczki, lekko anyżkowego(z zamrażarki)
-mały słoiczek domowego kimchi (kiszonej koreańskiej kapusty, must eat koreańskiej kuchni)
-kawałek imbiru
-mała dymka wraz ze szczypiorkiem
- 8 jujubes (chińskie czerwone daktyle)
-2 łyżki koreańskiej pasty sojowej Thoen Jang (Doenjang)

Kulki ryżowe do zup
Kyongdan

-1 szklanka mąki z kleistego (glutenowego) ryżu
-szczypta soli
-1/3 szklanki wrzątku

W misce mieszamy sól i mąkę. Dodajemy po łyżce wrzątku, dobrze mieszając. Gdy dodamy całą wodę, wyrabiamy ręką miękkie ciasto. dzielimy i toczymy kulki wielkości orzecha laskowego. W dużym garnku gotujemy wodę. Na wrzątek wrzucamy kulki i gotujemy około 6-7minut, aż staną się przezroczyste. Uwaga rosną! Odcedzamy i hartujemy zimną wodą.
Kulki te obtoczone w różnych specjałach mogą odegrać rolę koreańskiego deseru.

Bulion podgrzaliśmy z pokrojonym drobniutko imbirem. Dodaliśmy pokrojone drobno kimchi, jujubes, pastę sojową rozprowadzoną w bulionie. Podajemy z kulkami ryżowymi, posypane obficie posiekaną dymką.

Nie zawsze jedliśmy tak ciekawie. Był i zwykły makaron z szałwiowym masłem oraz powtórki z miso. A wieczorem goście!

wtorek, 16 lutego 2010

Tydzień bez zakupów. Drugi. Już mam dość.

Już nie lubię. Już mam dość. Najchętniej przekręciłabym się na drugi bok i zasnęła. Przespała szarzyznę i roztopy. Cieknące dachy, chlupot w butach. Poruszanie się gęsiego w śnieżnych tunelach. Sól co rani psie nogi i wżera się w buty. Owinięta szczelnie szalikiem, w wielkim berecie sunę przez szarą breję. W domu przyklejam dłonie do parzącego kubka. Planuję jadłospis na kolejny tydzień bez zakupów. Będą chleby, dużo, dużo ryżu to pewne. W sobotę przyjdą goście. A tu jeszcze nieplanowana, składkowa impreza...
Tymczasem w niedzielę zostałam z ostatnim kawałkiem owej polędwicy-prezentu. Nieopatrznie została zamrożona w jednym kawałku i w takimże kawałku została rozmrożona. Korzystałam z różnych narzędzi w domu i jak dotąd nie opracowałam sposobu na dzielenie zamrożonego mięsa. W ogóle przyznaje, że nie jestem fanką mięsa, a w zasadzie jego przygotowywania. Skojarzenia mam dość jednoznaczne. Kulki (wiem, znowu kulki, ale to po prostu kształt doskonały, jak mawia mój On) mnie urzekły. Tajskie. I wszystkie składniki miałam w domu;-) Miniaturowe, aromatyczne mielone wraz z ryżem i sosem wypełniły nasze poniedziałkowe lunch boxy.

Tajskie kulki mięsne
Wysokie Obcasy nr 13 lutego

-400g mielonej wołowiny
-pęczek natki kolendry posiekany
-1 spora dymka pokrojona w kosteczkę
-1 jajko
-2 łyżki sosu rybnego
-2 łyżki czerwonej, tajskiej pasty curry
-1 zmiażdżony ząbek czosnku
-trawa cytrynowa
-mąka ziemniaczana do obtoczenia
-olej do smażenia

Wszystkie składniki dokładnie wymieszałam. Uformowałam kulki, obtoczyłam w skrobi ziemniaczanej. Smażyłam na oleju aromatyzowanym liśćmi limonki kaffir na złoto. Zjedliśmy z ryżem jaśminowym i sosem.

sos:
-sok z cytryny
-2 łyżki sosu sojowego
-1 łyżka brązowego cukru
-2 łyżki sou rybnego
-kawałek tartego imbiru
-posiekane marynowane chili

Poniedziałkowy wieczór i noc spędzałam poza domem. W domu został On. Oddaję mu głos:
"Tym razem postanowiłem oszczędzić domowe frykasy zrobić coś prostego, z niewielkiej liczby składników. Gotowanie dla siebie samego to niewielka frajda, więc żal i było tych kilku krewetek i zielonej papryki co zostały.

Ryż smażony z jajkiem, czyli jajecznica ze szczypiorkiem
Egg fried rice
The key to chinese cooking Irene Kuo

Ilość wystarcza na lekki posiłek dla 4 (robiłem ok 1/3 porcji)

-4 duże jaja
-2 łyżeczki soli (dałem mniej i nie żałuję)
-6 łyżek oleju (był akurat ryżowy)
-3 i pół szklanki ugotowanego długoziarnistego ryżu (1 szk. suchego)
-2 duże całe dymki poszatkowane grubo (dałem jeden szczypior z dymki i niewielki kawałek cebuli (zostało nam raptem 1.5)

1. Ubij jajka z 1/2 łyżeczki soli. Przygotuj ryż i dymki
2. Rozgrzej wok lub ciężką patelnie na dużym ogniu. Daj 3 łyżki oleju zamieszaj, grzej 30 sekund, lecz nie pozwól, by olej zadymił (mój zadymił, ale zrzucam to na słaby palnik). Wlej jajka i gdy tylko podniosą się na brzegach popchnij masę łyżką na tył patelni przechylając ją jednocześnie do siebie; dzięki temu jajka spłyną na wolną i gorącą część patelni. Powtórz to kilka razy, aż całe jajko będzie ścięte, lecz wciąż miękkie i puchate. Idea jest taka, żeby szybko ściąć jajko na dużym ogniu, pozwolić mu się napuszyć na dużej powierzchni, a nie zrobić twardego kapcia. Wyłóż jajka na talerz.
3. Przetrzyj woka daj 3 łyżki oleju. Ogień cały czas duży! Wcześniej delikatnie rozdrobnij wilgotnymi rękami ryż, teraz wrzuć go na woka i smaż mieszając, przewracając tak, żeby pokryć olejem każde ziarnko osobno (jeśli Ci się skleiły to źle!). Dodaj soli (dałem mniej niż w oryginale, choć nie z braku) mieszaj 1 minutę. Dodaj jajka i połącz oba składniki, kawałki jajka powinny być jednak sensownej wielkości (załóżmy, że 30mm/30mm to przyzwoita wielkość). Dodaj szalotkę (dałem jeszcze trochę kolendry bo zaczyna ponuro więdnąć), ostatnie kilka obrotów i przekładasz ryż z jajkiem na gorące talerze. Voila!"

Wtorek zaskoczył nas śniegiem. A na obiad bez niespodzianek. Był ryż. I lekka japońska zupa.

Klarowna zupa z krewetkami
Ebi Suimono
Japanese cooking A simple art Shizuo Tsuji

-2 i 1/2 dashi (bulionu o którym pisałam tutaj)
-1/2 łyżeczki soli
-1 łyżka jasnego sosu sojowego

Do podania:
-4 średnie krewetki
mały kawałek wakame (wodorosty: undaria pierzastodzielna, undaria pierzasta)
-cytrynowa skórka

Obieramy krewetki z pancerzyków, zostawiając ogonek. Myjemy, osuszamy, lekko solimy i obtaczamy w skrobi kukurydzianej. Wrzucamy do wrzątku na 2 minuty.
Wodorosty wakame moczymy w zimnej wodzie przez 20 minut. Kroimy na kawałki 2 i pół centymetrowej długości.
W garnku podgrzewamy bulion dashi na wolnym ogniu, nie można doprowadzić do wrzenia! Powoli dodajemy sól, czekamy, aż się rozpuści. Dodajemy sos sojowy, kosztujemy.
Do miseczek wlewamy wrzątek i zostawiamy na 2 minuty. Wylewamy. W każdej misce układamy ładnie po dwie krewetki i wodorosty. Zalewamy gorącą zupą do 3/4 wysokości miski, nigdy do pełna. Podajemy przybrane cytrynową skórką z miską japońskiego ryżu. Ot i tyle!

sobota, 13 lutego 2010

Tydzień bez zakupów. Dotrwałam do soboty. Hana-bi.


Przyznaje, że codziennie zamieszczanie postów jest męczące. Natomiast tydzień bez zakupów wcale się nie nudzi. Ciągle odkrywam w domu coś nowego. Ot, choćby ten kawałek wołowej polędwicy w zamrażarce. Prezent. Znani w rodzinie i wśród znajomych z miłości do gotowania, dostajemy często żywnościowe prezenty. Wędzone ryby od znajomego znajomego ze Szczecina, daktylowe syropy podane przez szefową od koleżanki z Omanu, oliwy z Grecji, smakołyki z Chorwacji, słoiczki różnych musisz tego spróbować. Przyjmujemy je z radością i ciekawością, nie zawsze od razu wiemy jak wykorzystać. I tak lądują na dnie szuflad, z tyłu w szafkach, a nawet w zamrażarce. Czekają na swój czas. Teraz nachodzi.


Pasta kanapkowa z fasoli mung

Lubię pasty z fasoli, począwszy od hummusu, poprzez wszystkie inne fasolowe kombinacje. Oblizuję się na myśl o sojowych i soczewicowych pasztetach. Chutneye z orzeszków ziemnych. Dale. Fasola przyjmie chyba wszystkie dodatki:orzechy, rodzynki, winne jabłko. Dziś na śniadanie pasta z fasoli mung. Można doprawić ją według uznania, dodać podsmażoną paprykę, świeże zioła, aromatyczne przyprawy.
Ja zawsze namoczoną, wypłukaną dobrze fasolę wrzucam na wrzątek. A kiedy woda się wygotuje, a fasola pozostaje za twarda, dolewam wrzątku. Doprawiam pod koniec gotowania. Tu dodałam sól, kurkumę, kumin, mielone ziarna kolendry, trochę oliwy, sproszkowane chili, słodka papryka i dużo natki kolendry. Do tego mnóstwo konserwowej papryki, ogórków kiszonych, kapary, suszone pomidory. O!

Zupa Miso
Miso-shiru
Japanese cooking. A simple art Shizuo Tsuji

"Miso jest dla kuchni japońskiej tym, czym masło dla kuchni francuskiej, a oliwa dla włoskiej"


Obiad był oklepany, ale ja naprawdę mogę jeść miso codziennie. Niemożliwe by mi się znudziło. Co prawda nie jadam go, jak Japończycy na śniadanie, ale czuję, że ma na mnie czarodziejski wpływ.
Lubię japoński sposób przygotowywania potraw. Pieczołowitość, której mi brak. Dokładne wymiary krojonych cząstek, czas gotowania co do sekundy;-) Oto przepis na nasze najprostsze miso.

-1/2 litra bulionu dashi*
-2 łyżki pasty miso
-kawałek tofu lub bean curd pokrojonego na kwadraty 1,5 cm
-4 grzyby shitake
-pieprz syczuański
-ew. gruby szczypior

*Zacznijmy od bulionu dashi to podstawa wielu japońskich dań. Każdy japoński kucharz ma je zawsze pod ręką. Nie jest przesadą stwierdzenie, że sukces dania zależy od jakości i smaku dashi. Zrobienie dobrego dashi to pierwszy stopień wtajemniczenia w doskonaleniu japońskiej sztuki gotowania. Do przygotowania potrzebne są suszone płatki ryby bonito (tuńczyk pasiasty, tuńczyk skoczek) i suszone wodorosty kombu (listkownica japońska). Oba produkty do kupienia w internecie, rzadziej w znanych mi sklepach z orientalną żywnością. Najlepsze dashi robi się z płatków świeżo ścinanych z suszonych filetów z tuńczyka, te niestety są u nas nie do zdobycia. Można też kupić gotowe dashi w proszku. Niestety rzadko udaje się znaleźć takie bez dodatków.

Dashi:

-1 litr wody
-30g suszonych wodorostów kombu
-30g suszonych płatków bonito

Do garnka wlewamy zimną wodę i wkładamy kombu. Gotujemy bez przykrycia przez 10 minut, tuż przed tym jak wodę zawrze, usuwamy kombu. Gotowane wydzielają nieprzyjemny zapach. Doprowadzamy wodę do wrzenia, dodajemy 1/4 szklanki zimnej wody i natychmiast wrzucamy płatki bonito. doprowadzamy do wrzenia i od razu zdejmujemy z ognia. Gdy chwilę odstoi i płatki ryby opadną na dno, przecedzamy.
Jeśli używamy dashi z torebki postępujemy jak napisano na opakowaniu.
Teraz możemy przygotować zupę. Grzyby namaczamy we wrzątku na 30 minut, kroimy w paseczki, usuwając twarde nóżki. Gotujemy przez 10 minut w wodzie, w której się moczyły. W kilku łyżkach ciepłego bulionu rozprowadzamy pastę miso. Dodajemy miso do bulionu gotującego się na wolnym ogniu. Wrzucamy grzyby, pokrojone tofu. Wlewamy do miseczek, posypujemy szczypiorem.
I jemy, pijemy, siorbiemy, co chcemy...


Zhejiang mein
Makaron w mięsnym sosie
Kuchnia Chińska Ching-He Huang

Tajwańskie danie z makaronu w mięsnym sosie, takie chińskie bolognese. Mogę wyobrazić sobie jak zajadają się nim skośnookie dzieciaczki. Jest delikatnie ostre, ale ostrość ta zostaje na wargach i nie wkrada się do wnętrza. Przygotowuje się je błyskawicznie, pod warunkiem posiadania mielonego mięsa. Jest naprawdę pyszne, choć zaspokaja zapotrzebowanie na mięso na cały tydzień. Pasowałaby tu jakaś chińska sałatka, niestety bez zakupów to bez zakupów. Wy zerknijcie tu i tu.

-250ml bulionu z kurczaka (lub takiego jaki jest)
-3 łyżki sosu Hoi sin (chiński sos barbecue, do kupienia w sklepach z orientalną żywnością)
-2 łyżki wina ryżowego shaoxing (ciemne wino ryżowe do gotowania, do kupienia w sklepach z orientalną żywnością) lub wytrawnego sherry
-1 łyżka sosu chili z fasoli (lub ostrej pasty sojowej)
-1 łyżka oleju
-2 rozgniecione ząbki czosnku
-350g mielonej wołowiny
-200g suchego makaronu ryżowego
-krojona drobno dymka (moim zdaniem tylko zielona część)
- garść natki kolendry
-marchewka pokrojona na zapałki

Zacznijmy od ugotowania makaronu jak na opakowaniu. Mój makaron nie był ryżowym. Nie wiem też jaki był, bo wszelkie napisy były po koreańsku. Na szczęście instrukcja gotowania była obrazkowa. Mieszamy bulion, oba sosy i wino.
Rozgrzewamy wok. Na gorący wlewamy olej, rozgrzewamy. Wrzucamy czosnek i smażymy minutę. Wrzucamy mięso i smażymy kolejną minutę. Wlewamy wymieszane składniki sosu i gotujemy 5 minut. Większość płynu powinna wyparować. Ewentualnie gotujemy kilka minut dłużej. Mieszamy makaron z gorącym sosem. Podajemy posypane zieleniną i surową marchewką.
I została porcja na jutro!

środa, 27 stycznia 2010

Miso przez okrągły rok. Zima.


Jak niewiele potrzeba do szczęścia. Wystarczy zabrać wszystko, a potem podarować odrobinę. Gdy dziś rano wyszłam z domu, uśmiechnęłam się z radością do sennego świata. Jak ciepło- pomyślałam strzepując z rzęs płatek śniegu. A przecież było minus dwanaście. Wyjście z pracy uczciłam długim spacerem. Szurałam do upadłego. I jednak zmarzłam. Na rozgrzewkę dostałam miso.

Miso japońska zupa łaskawa. Niezwykle prosta. Nie dajcie się skusić wersjom instant. Szukajcie dobrej jakościowo pasty sojowej miso i dashi bulionu z płatków ryby bonito, bez sztucznych dodatków. Nie będzie łatwo, ale się opłaci. Na bazie miso możecie ugotować setki potraw, bo miso lubi wszelkie dodatki. Najprostsze to tofu, szczypior, grzyby shitake o pięknej polskiej nazwie twardziaki jadalne. Nie bójcie się eksperymentować. Ostatnio wpadła nam w ręce książka z przepisami na miso na każdy dzień roku: na śniadanie i na kolacje. Jest miso z dynią, z pomidorami, kalafiorem i ogórkiem. A ja zapraszam na takie z ziemniakami. Polsko-japońskie, zimowe i sycące.

Miso z ziemniakami

-3 cebule pokrojone w piórka
-1/2 marchewki pokrojonej na pół talarki
-1 i 1/2 oleju sezamowego
-2 ziemniaki pokrojone na talarki lub 4 taro
-1/2 szklanki drobno pokrojonej kapusty pekińskiej
-1/2 szklanki pokrojonego na pół plasterki daikonu (rzodkwi japońskiej)
-3 szklanki wody lub bulionu dashi
-5 i 1/2 łyżki pasty sojowej miso
- 2 łyżki natki pietruszki

W garnku rozgrzej olej. Dodawaj kolejno warzywa, w minutowych odstępach, cały czas mieszając. Dodaj wodę lub bulion i doprowadź do wrzenia. Zmniejsz ogień, przykryj i gotuj przez kwadrans. W odrobinie gorącego bulionu rozprowadź miso i dodaj do zupy. Pozwól zupie przestygnąć około 10 minut. Podgrzej ją ponownie i podawał posypaną pietruszką.

Prawda, że prawie jak nasz żur z wkładką?
Dobre pasty miso i bonito w płatkach są do kupienia w tu

czwartek, 1 stycznia 2009

Urodzinowe sushi

Dawno, dawno temu pewna mała dziewczynka nie nie mogła już dłużej usiedzieć w brzuchu. Wyskoczyła na świat tuż po północy w Nowy Rok. Popsuła mamie sylwestrową zabawę. I spotkała ją kara (taka malutka, karka). W dzień jej urodzin wszyscy śpią. Cały świat zamknięty jest na klucz, pogrążony w ciszy. Na świeżym śniegu nie widać nawet śladu. Co roku wstaje rano i idzie boso do pokoju rodziców. Szarpie za kołdrę: "Kiedy wstaniesz? Wstań! No kiedy będą moje urodziny?".

Urodzinowe sushi L.
Czyli czym chata bogata tym rada, Japończyku nie czytaj

Ryż do sushi
Na dwie szklanki ryżu (okrągły do sushi) potrzebne będą 2 szklanki wody, ćwierć szklanki octu ryżowego, 2 łyżki cukru, pół łyżeczki soli i pół łyżeczki sosu sojowego (hmm, ja bym dodała też odrobinę słodkiego wina ryżowego, tak też zrobił L.)
Ryż myjemy, aż woda będzie przejrzysta. Umyty przesypujemy do garnka i zalewamy zimną wodą, tak by dłoń położona płasko na ryżu znalazła się pod wodą. Moczymy przynajmniej pół godziny i w tej samej wodzie gotujemy. Doprowadzamy do wrzenia, a potem na małym ogniu, pod przykryciem przez 10 minut. Potem wyłączamy gaz i dajemy mu dojrzeć pod przykryciem na ciepłej kuchni przez 20 minut.
Mieszamy składniki sosu na wolnym ogniu do momentu, aż cukier się rozpuści. Ryż przekładamy do miski, łączymy po łyżce z sosem, cały czas mieszając. Potem trzeba go powoli wystudzić do temperatury pokojowej, najlepiej z użyciem wachlarza.

A teraz do dzieła
potrzebne będą mata do zwijania, ostry nóż, płaty wodorostów nori, wasabi ( nasze okazało się zwietrzałe, a pewna ostrość wydawała się niezbędna i L. użył sic! pasty Sambal Oelek, co okazało się pyszne, choć tym samym nasze sushi przestało być japońskie) oraz wszystko co z czym chcemy nasze sushi. Cóż, były tylko ogórek (obrany i pokrojony na wąskie, długie słupki) i jajka. Z jajek L. usmażył:
omlet tamago
4 jajka, 3 łyżki bulionu rybnego, 2 łyżeczki cukru, szczypta soli, łyżeczka mirin (słodkiego wina ryżowego), łyżka jasnego sosu sojowego. Mieszamy wszystkie składniki, nie ubijamy przesadnie jajek. Omlet smażymy warstwami. Pierwszą składamy na pół. Puste miejsce zapełniamy masą jajeczną i gdy się zetnie, składamy powstałą warstwę na poprzednie, aż do wykorzystania całej masy jajecznej.
Po usmażeniu i wystudzeniu omlet kroimy na wąskie paseczki ( będą w przekroju wielowarstwowe).
A dalej to już zwijanie i formowanie. Były nigri z tamago (czyli kulka ryżu, posmarowana odrobiną naszej pasty, na kawałki omletu, przewiązane paseczkiem nori) oraz maki ( rolki małe i duże z omletem i ogórkiem). Podawane z sosem sojowym i marynowanym imbirem. Pycha.

LinkWithin

Related Posts Widget for Blogs by LinkWithin