Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Akcje kulinarne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Akcje kulinarne. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 listopada 2013

Korzenny tydzień i Lekach do kwadratu.

Dni mijają, tygodnie i ciągle mnie tu nie ma. W takt obrotu kółek spacerówki przez głowę przelatują nowe posty, by zniknąć potem na zawsze pomiędzy karmieniami , a składaniem małych ubranek. Dni wypełnia pierwsze mama. Coraz trudniej znaleźć chwilę by skupić się na tym co dawniej.
Za to kuchnia i owszem, otwarta każdego dnia, zyskała nowego pomocnika. Małe nóżki w kolorowych rajstopkach już od rana kręcą się wokół koszy z warzywami i pojemnika na mąkę. Tych ostatnich na szczęście nie potrafią otwierać. Mój pomocnik  testuje wszystko: jabłka, surowe cebule, obłoconą marchewkę na zmianę z skórkami chleba i pomarańczy (eko). Ja zyskuję czas na krojenie, mieszanie i wkładanie do piekarnika, ten niestety budzi ogromną ciekawość. 
W tym roku wyjątkowo mam ochotę na świąteczne smaki. Własna przyprawa piernikowa bogata w pieprz, ziele angielskie i kardamon już dawno utłuczona. Na strychu dojrzewa ciasto na piernik staropolski i pierniczki, które, co zauważyłam dopiero w tym roku, są tym samym ciastem. A ja popijam kolejne piernikowo-miodowe latte, kroję pomarańczowe skórki do smażenia w syropie i biorę  udział w Korzennym Tygodniu Ptasi.
Wiem, że ciasto jest propozycją banalną i nawet miałam inny pomysł, który pewnie też zrealizuję. Co nie oznacza, że doczeka się posta. Tymczasem ciasta w pudełku czekają, Ptasi obiecałam. Oto moje propozycje na jej Tydzień.
Lekach to żydowskie ciasto na miodzie z przyprawami, które przypomina nasz rodzinny piernik. Nie wymaga podgrzewania składników, ani długiego dojrzewania w chłodzie. Pieczono je na święto Rosh Hashanah czyli żydowski Nowy Rok. oba przepisy zawierają orzechy, ale tradycyjnie żydowskie rodziny pomijały ten składnik piekąc ciasto na święto. Jedzenie orzechów podczas świąt było niezalecane.

Pierwsze ciasto pochodzi z książki Clarissy Hyman, a znalazłam je dawno temu u Liski. Pamiętałam, że jest proste i pysznie miodowe. Można je podjadać przez cały tydzień i bardziej smakowało mi, niż Jemu, ale to u nas dość powszechne zjawisko.I tym razem było podobnie. Za tłuste, usłyszałam na wstępie. Od siebie dodałam sporą garść skórki pomarańczowej smażonej w syropie. I chociaż po latach jestem bardziej wymagająca co do ciast, to nadal je lubię, niech mówi co chce.


Ciasto miodowe od Liski
Moje proporcje na kilogramową keksówkę
-1/2 szklanki cukru
-1/2 szklanki wody
-1/2 szklanki oleju
-1 szklanka i 4 łyżki mąki
-1/2 łyżeczki sody
-1/2 łyżeczki domowej przyprawy do piernika
-1/2 szklanki miodu lipowego
-2 małe jajka
-garść orzechów włoskich podprażonych
-garść paseczków skórki pomarańczowej z syropu

Wszystkie składniki wymieszałam w misce na dość rzadkie, gładkie ciasto. Wlać do posmarowanej olejem i wyłożonej papierem do pieczenia keksówki. Piec godzinę w temperaturze 175-180 st.C. Patyczek włożony w ciasto powinien być czysty. Dobrze wystudzić. Zawinąć w pergamin i folię aluminiową i dać mu odpocząć przynajmniej przez noc. Przechowywać zawinięte.

Drugie ciasto znalazłam w mojej ukochanej Maggie Glazer i to był strzał w dziesiątkę. Ciasto zawiera mniej oleju w stosunku do mąki, a dodatek kandyzowanego imbiru sprawia, że chciałoby się je jeść bez końca.Nawet On nie powiedział nic złego.


Lekach
Old-fashioned 

Proporcje na małą 500-gramową keksówkę
Uwaga: ciasto przygotowuje się na dzień przed pieczeniem.

-280g mąki pszennej chlebowej
-1/2 łyżeczki mielonego cynamonu
-3 utłuczone w moźdzeżu goździki
-1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
-1/2 łyżeczki sody
-1/2 szklanki jasnego cukru muscavado
-1/4 szklanki oleju
-1/4 szklanki miodu
-50ml mocnej, gorącej kawy
-2 małe jajka
-1/2 szklanki orzechów włoskich
-100g drobno pokrojonego kandyzowanego imbiru

W misce ubijamy cukier, olej, miód i kawę. Dodajemy jajka i mieszamy. Dodajemy suche składniki i na końcu orzechy oraz imbir. Przekładamy do keksówki przygotowanej jak poprzednio. Wkładamy do zamykanej torby foliowej i odstawiamy na 12-24 godziny do lodówki. Następnego dnia pieczemy w 170 st.C przez godzinę. Można w połowie czasu pieczenia obrócić formę o 180 stopni. Studzimy w foremce. Zawijamy jak wyżej i przechowujemy. Autorka mówi, żeby w lodówce, ale to chyba amerykański zwyczaj. Najchętniej wszystko przechowywaliby w lodówce.

A moje poprzednie wypieki Korzenno Tygodniowe można znaleźć tutaj i tutaj. Fotki żałobne, bo jakiś taki klimat dziś.

poniedziałek, 31 października 2011

Dyniowe zupy na Festiwal.


Kiedy byłam młodsza bardzo często rezygnowałam z zupy. - Zup nie jadam! Samo drugie danie! Ale bez zupy poproszę! Krzyczałam do cioć, babć, obozowych kucharek i kolonijnych wychowawców. Zupa była niemodna w świecie rachitycznych dziewczynek wiecznie dbających o linię. Zresztą ziemniaki z drugiego dania też ciągle lądowały w śmieciach. Nie wiem skąd wzięło się to umieszczanie zup na indeksie, tak jak nie wiem skąd wzięło się to chorobliwie, a często i chorobowe odchudzanie. Wiem jedno: mam to za sobą! Choć trzeba przyznać, że nigdy nie byłam za bardzo w temacie. Lubię jeść! Zupy też.

Zupę można zrobić dosłownie ze wszystkiego, nawet z przysłowiowego gwoździa. Na szczęście o tej porze roku nie musimy szukać koloru w zardzewiałym żelastwie. Mamy dynie! Oto moje dwie dyniowe zupy ostatnich dni. Pyszne, pożywne i kolorowe. Doskonałe w domowym zaciszu, jako lunch do pudełka i na długie godziny po gołym niebem przy budowie domu. Dołączam i je do Dyniowego Święta.
Hiszpańska zupa z dynią i gruszką
Olla gitana

A właściwie treściwe warzywne danie jednogarnkowe, podawane z kuskusem. Ja zrobiłam do niego pełnoziarnisty drobny bulgur, jako że unikam wysokoprzetowrzonych przetworów zbożowych. Ciekawe jest tu zestawienie całkiem deserowej gruszki i warzyw.

-1 szklanka suszonej ciecierzycy namoczonej przez noc
-1 spora marchew pokrojona w kostkę w grubą kostkę
-10 szklanek bulionu lub wody
-1/2 kg dyni najlepiej piżmowej pokrojona w 2-3 cm kostkę
-300g zielonej fasolki szparagowej, pokrojonej w 3 cm kawałki
-2 małe, twarde gruszki, obrane i pokrojone w kostkę jak wyżej
-sól morska i świeżo mielony pieprz
- 2 łyżki oliwy extra-virgin
-3 spore ząbki czosnku, drobno siekane
-8 obranych ze skórki migdałów
-1 cebula drobno szatkowana
-1 łyżeczka wędzonej papryki słodkiej
-2 dojrzałe, drobno krojone pomidory
-szczypta szafranu
-2 łyżeczki dobrego octu z czerwonego wina
-2 łyżki liści świeżej mięty

-kuskus do podania, ew. grillowane kromki domowego chleba

Szafran rozcieramy na puder w moździerzu i zalewamy 3 łyżkami wrzątku.
Do garnka wrzucamy marchew i namoczoną przez noc cieciorkę, zalewamy 6 szklankami bulionu lub wody, doprowadzamy do wrzenia. Zmniejszamy ogień i gotujemy przez 1 godzinę i 15 minut pod przykryciem. Od czasu do czasu odszumowujemy.
Dodajemy pozostały bulion/wodę, wrzucamy dynię, fasolkę szparagową i gruszki, doprawiamy solą i pieprzem. Zwiększamy ogień, aż się zagotuje. Redukujemy ogień i wolno gotujemy pod przykryciem 15-20 minut. Warzywa powinny być miękkie.
W tym czasie na rozgrzaną oliwę wrzucamy czosnek i migdały. Smażymy 2 minuty. Przekładamy do moździerza i rozcieramy na pastę. Na tej samej patelni szklimy cebulę przez 5 minut. Dodajemy paprykę i chwilę mieszamy. Dodajemy pokrojone pomidory i dusimy 7 minut.
Do ganka z warzywami dodajemy wodę z szafranem, pomidory z cebulę i gotujemy kolejne 5 minut, część warzyw powinna się rozpaść. Na koniec dodajemy pastę czosnkowo-migdałową, ocet i ew. sól i pieprz. Posypujemy listkami mięty.

Przepis z wspominanej już przeze mnie książki The New Spanish Table


Zupa z dyni piżmowej i masła orzechowego
Butternut and nut butter soup

Pyszna bez dwóch zdań, zwłaszcza jeśli masło orzechowe zrobicie sami. Przepisów na nie znajdziecie mnóstwo w sieci, ja swoje zawsze robię tak. Wolę gdy masło jest crunchy, niż gładkie jak nie wiem co.

-1kg dyni piżmowej: obrana, pokrojona na kawałki, pozbawiona gniazd nasiennych
-łyżka masła
-1 cebula, poszatkowana
-1 mała papryczka chili, pozbawiona nasion i drobno pokrojona
-kawałek imbiru ok. 3 cm, starty
-1 ząbek czosnku, drobno pokrojony
-1 litr warzywnego bulionu lub wody
-230g masła orzechowego
-sok z 1 limonki
-3 łyżki siekanej natki kolendry plus do podania
-prażone pestki dyni do podania
-kilka płatków chili do podania

W garnku roztapiamy masło, szklimy na nim cebule, dodajemy chili, imbir i czosnek i smażymy kilka minut. Dodajemy dynię, solimy, pieprzymy i mieszając smażymy 5 minut. Wlewamy bulion/wodę, doprowadzamy do wrzenia, redukujemy ogień i gotujemy pod przykryciem około 20 minut. Miksujemy na krem. Dodajemy masło orzechowe i dalej miksujemy. Wrzucamy kolendrę. Podajemy posypane pestkami dyni, chili i kolendrą. Zaskakująco pyszne.

Przepis z książki River Cottage Everyday.

Zapisuję w osobistym cyklu Pudełko dla Joanny, który pokazuję jak radzić sobie z jedzeniem poza domem.

Zupy biorą udział:

niedziela, 16 października 2011

World Bread Day: Whole Wheat pumpernickel-like Bread.

Piekliście już prawdziwy pumpernikiel? Uwielbiam go. Ciemny, słodkawy, a przecież bez dodatku grama cukru. Słodycz prawdziwego pumpernikla nie pochodzi z miodu, melasy, czy broń boże cukru. Jego smak to efekt powolnej karmelizacji cukrów zawartych w mące. Myślę, że powstał przez zapomnienie. Ot uniknął łopaty śpiącego piekarza i został na długie godziny w stygnącym piekarniku. Tak, bo prawdziwy pumpernikiel piecze się długo i powoli w dość niskiej jak na chleb temperaturze. Nasz zwykle siedzi sobie całą noc.
A czy zastanawialiście się kiedyś dlaczego pumpernikiel jest żytni? My tak! I nie znaleźliśmy odpowiedzi. Za to upiekliśmy pszenny. Rezultat:

- Mamy Lechowca! - krzyknął on krojąc pierwszą kromkę po obowiązkowym 24-godzinnym leżakowaniu. Nie jest tak ciemny jak jego żytni pierwowzór, ale aromatyczny, słodkawy i pyszny. Spędził w piekarniku noc i dzień cały i całkiem długo pozostał świeży. Oto nasz chleb firmowy ma Dzień Chleba Światowy:

Bake Bread for World Bread Day 2011
Lechowiec
Pszenny chleb typu pumpernikiel

Proporcje na 1 foremkę keksową kilogramową

Zaczyn drożdżowy typu poolish
-100g mąki pszennej chlebowej
-125g wody
-nieco mniej niż 1/8 łyżeczki suszonych drożdży

Mieszamy wszystkie składniki i odstawiamy pod przykryciem (folią) na 12 godzin w temp. pokojowej.

Zakwas
-40g mąki pszennej chlebowej
-10g mąki pszennej razowej 1850
-40g wody
-10g gęstego, aktywnego zakwasu pszennego

Mieszamy wszystkie składniki i odstawiamy jak wyżej na 12 godzin.

Ciasto właściwe
-cały zaczyn
-cały zakwas
-350g mąki pszennej razowej typ 1850
-225g wody I
-25g wody II
-8-9 g soli morskiej
-3/4 łyżeczki suchych drożdży

Wszystkie składniki oprócz wody II mieszamy na jednolite ciasto , a następnie wyrabiamy około 7-8 minut. Dodajemy wodę II i dalej wyrabiamy przez 2 minuty. Odstawiamy do fermentacji na 90 minut, z tym że po 45 minutach składamy ciasto. Formujemy podłużny bochenek i wkładamy do przygotowanej foremki (wysmarowanej olejem i obsypanej mąką pszenną razową). Odstawiamy do wyrastania na 90 minut. Chleb nie może wyrosnąć poza górną krawędź formy, bo piec go będziemy pod przykrycie. Rozgrzewamy piekarnik do 230 st.C. Pieczemy przykryty specjalną pokrywką lub szczelnie folią aluminiową:
-20 minut w temp. 230 st. C
-20 minut w 180 st. C
-8 godzin w 110 st.C
Czekamy aż wystygnie w piekarniku. Studzimy jeszcze na kratce. Zimny zawijamy szczelnie w folię aluminiową i odstawiamy na 12 godziny.


Lechowiec
Named after the baker's name
Whole-wheat pumpernickel-like bread


Poolish
-1oog bread flower
-125g water
-less than 1/8 tsp active dry yeast

To prepare the poolish mix all the ingredients, cover with plastic film. Leave to ripen for 12 hours at room temperature.

Levain
-40g bread flower
-10g whole wheat flower
-40g water
-10g mature culture stiff

To prepare levain mix all the ingredients, cover and leave to ripen for 12 hours at room temperature.

Final dough
-poolish
-levain
-350g whole wheat flower
-225g water I
-25g water II
-8-9g sea salt
-3/4 tsp active dry yeast

Add all the ingredients, except the water II, mix until they are incorporated. Then mix about 7-8 minutes, add the water II and mix well about 2 minutes.
Leave for bulk fermentation for 90 minute, fol the dough once after 45 minutes.
Prepare a Pullman pan. Shape the dough and place into the pan for final fermentation for 90 minutes.
Preheat the oven to 230 C. Bake covered:
-20 minutes in 230 C
-20 minutes in 180 C
-8 hours in 110 C
Leave in the oven until cool. Then cool on the cooling rack. Wrap in the aluminum foil and leave at least 12 hours before slice.

środa, 28 września 2011

Dzień Jabłka 2011 i znowu Julia Child.


Jak to się dzieje? Niektóre na pozór ważkie wydarzenia umykają naszej pamięci. Inne całkiem błahe zostają na dłużej. A w nas rośnie chęć ich powtarzania. Czy tak rodzi się tradycja? I kto określa, że to właśnie już?

Już od początku września czułam, że się zbliża. Wyczekiwałam go, choć nie do końca pamiętałam kiedy jest. Dzień Jabłka. Kulinarne święto kuszącego owocu organizowane już po raz piąty przez Tatter. Z obawy, że Tatter się nie odezwie, napisałam nawet do Poli. Ale blogowa telepatia działa, w tym samym czasie pojawił się wpis u Tatter. Po raz kolejny dziękuję i przystępuję do dzieła. Przeglądając swoje poprzednie wpisy zauważyłam, że i ja mam swoją maleńką tradycję. Moje jabłkowe wpisy mają francuski sznyt ( tutaj i tutaj). W tym roku nie może, być inaczej. Zapraszam na Jabłkową Tartę Julii Child i mały, niezwykle udany, akcent do słoika. A gdyby wydało wam się mało i prozaicznie, na pocieszenie jeszcze jedna tarta jabłkowa, tym razem hiszpańska i z moim ulubionym rozmarynem. A miało być z umiarem i elegancko. Dodatkowo uczciliśmy to święto zamawiając jabłonie do naszego przyszłego sadu. Trzymajcie kciuki za Szkutnika-Sadownika. A ja w piątek zapraszam was na chleb dla zapracowanych.


Galaretka jabłkowa z miętą
Seasonal Preserves

-1kg kwaskowatych jabłek
-garść listków świeżej mięty
-600ml łagodnego octu jabłkowego
-350g cukru na każde 500ml soku

Jabłka grubo kroimy, ze skórką i wrzucamy do garnka. Dolewamy 600 ml wody i gotujemy pod przykryciem około 30 minut. Wlewamy ocet i gotujemy jeszcze 5 minut. Całość wylewamy na sito wyłożone gazą i zostawiamy na noc, aby sok ściekł. Mierzymy objętość soku i dodajemy odpowiednią ilość cukru, jeśli damy go mniej, aby uzyskać galaretkę będziemy musieli dłużej gotować. Delikatnie pogrzewamy, aż cukier się rozpuści, dorzucamy połowę mięty i gotujemy około 30 minut. Oszumowujemy, wyjmujemy rozgotowaną miętę. Odstawiamy na 15 minut. Po tym czasie wlewamy do wyparzonych słoiczków, do każdego wrzucamy po kilka małych listków mięty. Zakręcamy i odstawiamy do góry nogami, aby słoik się zassał. Można też pasteryzować w piekarniku przez 15 minut w temp. 150 st.C, pamiętając, żeby nie wypełniać słoika po brzeg, a zostawić około 2-3 cm.

Galaretka z założenia ma być dodatkiem do mięs, ale mimo sporej zawartości octu nadaje się też do jedzenia na słodkie śniadanie. Tak samo można zrobić galaretkę z rozmarynem.

Normandzka tarta jabłkowa Julii Child
DFSK i moje modyfikacje

Ciasto jest delikatne w smaku, takie trochę babciowe. Podpiekłabym jabłka może nieco dłużej i dodała więcej alkoholu.

Ciasto:
-1 i 1/3 szklanki mąki
-2 łyżki cukru
-1/4 łyżeczki soli
-8 łyżek masła
-2 łyżki smalcu*
-3 łyżki lodowatej wody



Mieszamy wszystkie składniki oprócz wody w misce, aż całość zacznie przypominać okruchy, dodajemy wodę i szybko zagniatamy ciasto. Zawijamy w folię i wstawiamy do lodówki. Zimne wałkujemy i wykładamy nim formę do tarty 25 cm. Nakłuwamy widelcem i wstawiamy do zamrażarki, by w tym czasie nagrzać piekarnik do 200 st.C. Pieczemy 20 minut, przy czym pierwsze 10 można nakryć folią aluminiową ( zamiast tego całego wysypywania fasolą).

Nadzienie:
-500g twardych słodko-winnych jabłek
-1/3+1/3 szklanki cukru
-1/2 łyżeczki cynamonu
-1 jajko
-4 łyżki mąki
-1/2 szklanki śmietanki 30%
-3 łyżki Calvadosu (lub brandy)
-cukier puder do posypania

Jabłka obieramy, dzielimy na ćwiartki i pozbawiamy gniazd nasiennych. Kroimy wzdłuż na plastry grubości 5 mm. Delikatnie mieszamy je w misce z 1/3 szklanki cukru i cynamonem. I układamy na upieczonym spodzie. Pieczemy przez 20 minut na górnej półce piekarnika w temp. 170 st.C.
Jajko ubijamy z cukrem do białości. Dodajemy mąkę, a na koniec śmietankę i alkohol. Wylewamy delikatnie na upieczone ciasto i wstawiamy do piekarnika na środkową półkę na 10 minut. Posypujemy cukrem pudrem i ponownie zapiekamy przez 20 minut. Podajemy na ciepło, choć na zimno też jest niczego sobie. Można odgrzać ją w piekarniku.

Hiszpańska tarta orzechowo-jabłkowa na rozmarynowym spodzie
Tarta de manzana perfumada con romero
Xavier Canal
Do tego przepisu podeszłam sceptycznie. Rozmaryn z jabłkiem uwielbiam, ale migdały, orzechy, kakao, myślałam, że co za dużo to niezdrowo. Tymczasem ciasto jest bardzo dobre. Pewnie je powtórzę i chętnie z włoskimi. A jesli chodzi o orzechy i jabłka kiedyś pokazywałam już taką tartę ( zresztą tamta nazywała się o ironio babuni)

Spód:
-1 i 1/4 szklanki mąki
-1/2 szklanki cukru pudru
-1 łyżeczka utartego świeżego rozmarynu
-125 g masła
-3-4 łyżki zimnej wody

Z podanych składników zagniatamy ciasto metodą jak w poprzednim przepisie. Można zrobić na 2 dni przed pieczeniem i przechować w lodówce, w szczelnym pudełku wielorazowym
Ciasto wałkujemy, można skorzystać z metody między dwoma warstwami papieru, ale zwykle to zbędne. Wyklejamy formę do tarty 25 cm i wkładamy na 20 minut do zamrażarki. Pieczemy jak wyżej.

Nadzienie:
-2 jajka
-1/2+1/3 szklanki cukru
-1/2 szklanki lekko podprażonych pinioli
-1/4 szklanki lekko podprażonych migdałów, a najlepiej płatków migdałowych
-3 łyżki mąki
-125 g masła
-2 solidne gałązki rozmarynu
-4 jabłka pokrojone w kostkę ( bez skórek)
-kakao do posypania

Piekarnik nagrzewamy do 170 st.C. Jajka ubijamy z 1/4 szklanki cukru. Orzechy i migdały mielimy w melakserze, dodajemy mąkę i 1/4 szklanki cukru i dalej mielimy. Dodajemy 3/4 całego masła i dalej mieszamy. Powoli, cały czas mieszając dodajemy ubite jajka. Wylewamy na podpieczone ciasto i pieczemy około 30 minut.
W tym czasie na patelni rozpuszczamy 1/3 szklanki cukru z 1/2 szklanki wody i podgrzewamy z posiekanym rozmarynem. Odstawiamy syrop na 30 minut.
Rozgrzewamy na patelni pozostałe masło. Dodajemy jabłka i dusimy 3 minuty. Dodajemy syrop rozmarynowy, zmniejszamy ogień i dusimy pod przykryciem 5 minut. Zdejmujemy pokrywkę i odparowujemy kolejne 5 minut.
Wyciągamy ciasto z piekarnika, studzimy. Na wierzch wykładamy też wystudzone jabłka i posypujemy kakao.
*Nie burzcie się na ten smalec, zawiera mniej cholesterolu niż masło, a nadaje ciastu niesamowitej kruchości. Można użyć oczywiście utwardzonego tłuszczu roślinnego, ale wolę smalec niż nikiel. Zresztą robię go sama, właśnie na takie okazje, z eko słoniny.

czwartek, 15 września 2011

Sos do barbecue czyli lekcja gotowania dla Zofii cz. 4

Oto kolejny odcinek mojego osobistego cyklu: lekcja gotowania dla Zofi. Zofi jest daleko w czasie i przestrzeni. To mój sposób na wspólne gotowanie.

Droga Zofio, a co powiesz na A1?



Zachęcona domowym ketchupem (spójrz tylko tutaj) i takąż musztardą (widzisz?), postanowiłam szukać dalej. Już widzę minę mojej koleżanki: a po co skoro można kupić! A no właśnie. Po co? Po co kupować skoro można zrobić samemu i jak mawia mój L jest z tego fun. A więc zachęcona, pomyślałam o sosie do steków.

Każdy, kto chociaż raz był w USA (czyt. usa), uczestniczył pewnie w imprezie zwanej barbecue. Nic to innego jak nasz grill, choć grille mają oni większe, podobnie jak butelki z ketchupem i sosem A1. A1 to legendarny amerykański sos do steków (Amerykanie nie mając długiej historii lubią robić legendy ze wszystkiego), reklamowany hasłem A1- makes beef sing, co w erze chorób prionowych nie jest już chyba takie chwytliwe. Mimo to nadal na każdym szanującym się amerykańskim stole obok Heinza musi znaleźć się butla sponsorowana przez pierwszą literkę alfabetu i cyfrę jeden. A1 to coś jak masło orzechowe z galaretką, Tropicana i Ocean Spray w jednym. Dla steka jest tym czym Jansport dla ucznia Crayola dla przedszkolaka. Po prostu musisz go mieć! I mogą sobie niektórzy być local i organic, a i tak w lodówce mają A1.

Specjalnie dla mojej Zofii domowa wersja, bo gotowanie to przede wszystkim świetna zabawa, a czasem łamigłówka i strategiczna gra. Weź ulubiony słoik z Edwardsa i spróbuj zrobić coś podobnego w domu: sos, jelly, donut wszystko jest możliwe do odtworzenia. Popatrz jakie to proste.

A idąc za ciosem machnęłam jeszcze jeden sos do barbecue, niech mu będzie A2. Teraz tylko mi kiełbasy trzeba i ogniska. Tak musimy robić własne kiełbasy, dodał zza ramienia On.

Sos jak A1


-1 szklanka ketchupu najlepiej domowego jak tutaj
-pół siekanej cebuli
-2 małe ząbki czosnku
-1/4 szklanki sosu Worcestershire ( domowy to tylko kwestia czasu ;-)
-1/4 soku z cytryny
-1/2 szklanki wody
-1/4 szklanki octu z białego wina
- 1 łyżeczka Balsamico
-1 łyżeczka melasy trzcinowej

Wrzucić wszystko do garnka i gotować 30 minut. Przecedzić i wlać do butelki lub słoja. Pasteryzować krótko w piekarniku.



Warzywny sos do barbecue A2
Seasonal Preserves

-500g pomidorów, bez skóry pokrojonych
-500g jabłek, bez skóry i gniazd nasiennych pokrojonych grubo
-1 łodyżka selera naciowego grubo krojona
-2 małe cebule grubo krojone
-2 marchewki grubo krojone
-2 ząbki czosnku, pokrojone
-1 łyżeczka soli morskiej
-2 łyżki oliwy z oliwek z wytłoczyn
-2 łyżki musztardy ziarnistej (wiadomo domowej)
-2 łyżki sosu Worcestershire
-1 łyżka wędzonej ostrej papryki
-75 ml octu winnego
-50g ciemnego cukru muscavado

Oliwę rozgrzałam w garnku, wrzuciłam cebulę i marchew. Smażyłam około 10 minut. Następnie dodałam pozostałe składniki i dusiłam pod przykryciem 30 minut. Zmiksowałam. Przelałam do słoików i pasteryzowałam 15 minut. Pycha, A1 niech się schowa.


I chyba nadaje się do akcji:


sobota, 19 lutego 2011

Czekoladowy weekend 2011 - deser z Momofuku

Cieszę się, że czekoladowy weekend jest zimą. O żadnej porze roku czekolada nie smakuje mi tak jak teraz. Ba! Jej nadmierne spożycie jest usprawiedliwione. Bo mróz, bo zawierucha, bo termoregulacja siada. I nie mam na myśli kaloryferów! Tak więc jedna fałdka więcej nie zaszkodzi. Zapraszam na deser. Przepis pochodzi z książki Momofuku. Momofuku to zarazem restauracyjne przedsięwzięcie Davida Changa, Koreańczyka z Nowego Jorku, który tą nazwą firmuje kilka swoich lokali. Kilka lat temu odniósł spory gastronomiczny sukces otwierając Noodle Bar w East Village, jednej z moich ulubionych dzielnic NY. W niewielkim lokaliku serwował tradycyjne koreańskie dania z zachodnim szlifem. Postawił na tak modny wówczas, zresztą słusznie, local food. I tak zamiast dashi wykoncypował bulion z bekonu rodem z New Jersey. I wierzcie mi wyszło mu to wspaniale. Dzięki popularności jaką zyskał jego pierwszy local, otwierał następne. Każdy kolejny lokal był bardziej ekskluzywny, co za tym idzie droższy. Przy tym te z niższej półki nadal świetnie prosperują, także każdy może znaleźć coś dla siebie w Momofuku. Odwiedziliśmy Noodle Bar, Saam Bar i Milk Bar, nie byliśmy tylko w Ko. Umówmy się, że powodem był brak rezerwacji. W każdym razie szczerze Wam lokale Changa polecam, ma ciekawe pomysły. Dania są świeże, lekkie i zaskakujące. Atmosfera niezobowiązująca. W najdroższym Ko nie ma kelnerów, po to by więcej szło dla kucharza, a klient nie musiał wychodzić spłukany ( mówimy o nowojorskiej klasie średnio- średniej). Oto deser z książki Davida Changa z przepisami z jego lokali. Może trochę przewaga formy nad treścią, ale fajna zabawa. Efekt ciekawy. Tylko jak to przetłumaczyć na polski?

Zrobienie deseru zajęło mi tydzień. Pewnie tyle czasu nie jest wymagane, ale ponieważ składał się z wielu elementów, robiłam go etapami, żeby się nie pogubić. Z całości polecam szczególnie praline paste, przygotowuje ją też niezależnie i wyjadam z moim L. łyżkami.

Mleczno-kukurydziany custard z czekoladowo-orzechowym krążkiem, karmelizowanymi płatkami kukurydzianymi i purée z awokado
David Chang

Proponuje następującą kolejność przygotowania:
-pasta pralinkowa
-karmelizowane płatki kukurydziane
-czekoladowo-orzechowe krążki
-mleczno-kukurydziany pudding
-purée z awokado

Pasta pralinkowa:
-70g orzechów laskowych
-100g cukru
-szczypta soli

Orzechy prażymy na blasze w 200 st. C przez 10-15 minut. Studzimy. Wsypujemy do miski blendera wraz ze szczyptą soli. Cukier wsypujemy do garnka o grubym dnie i podgrzewamy na średnim ogniu, dopóki nie zacznie karmelizować po brzegach. Wtedy mieszamy drewnianą łyżką, aż całkiem się nie rozpuści. Kiedy nabierze ciemno bursztynowego koloru, zdejmujemy z ognia i wlewamy cienką strużką do miski blendera, gdzie siedzą orzechy z solą i miksujemy przez 3-5 minut, aż masa będzie jednolita. Wymaga to pewnej wprawy, ale warto. Otrzymana pasta jest pysznie orzechowa i chrzęści w zębach. Można ją przechowywać w słoiku w lodówce podobno przez wiele tygodni. Pyszności!

Karmelizowane płatki kukurydziane:
-60g płatków (najlepiej takich bez zbędnych dodatków)
-3 łyżki odtłuszczonego mleka w proszku
-1 łyżka cukru
-szczypta soli
-45g masła

Piekarnik nagrzewamy do 130-140 st.C. Płatki wrzucamy do miski i nieco rozgniatamy. Mają powstać małe kawałeczki, a nie proszek. Mieszamy mleko, sól, cukier. Masło roztapiamy i mieszamy z płatkami, następnie dodajemy proszki i mieszamy. Wykładamy na blachę i prażymy przez 20 minut w piekarniku. Studzimy. Trzymamy w szczelnym pojemniczku do tygodnia.

Czekoladowo-orzechowe krążki:
-4 łyżki pasty pralinkowej
-4 łyżki pasty gianduja ( pasty czekoladowej - przepis na pyszną u Eli tutaj)
- 1/4 łyżeczki oleju roslinnego o neutralnym smaku
-szczypta soli
-1og gorzkiej czekolady
-1/2 łyżeczki syropu kukurydzianego
-2 łyżki karmelizowanych płatków kukurydzianych

Do miski wrzucamy obie pasty, olej, czekoladę, syrop kukurydziany, sól i rozpuszczamy nad garnkiem z gotującą się wodą. Masę wylewamy na blachę i rozsmarowujemy szpatułką na 4 mm równą warstwę. Po wierzchu posypujemy płatkami. Wkładamy do zamrażarki, aż stężeje. Wycinamy ausztychem kółka różnej wielkości. Przechowujemy w szczelnym pojemniku. Można trochę podjeść.

Mleczno-kukurydziany custard:
-265g płatków kukurydzianych
-3 szklanki mleka 3.2%
-2 szklanki śmietanki 30-36%
-30g cukru brązowego jasnego
-2g soli
-4g żelatyny

Piekarnik rozgrzewamy do 160 st. C. Płatki wysypujemy na blachę równą warstwą i pieczemy przez 12 minut. Studzimy trochę. Mleko mieszamy w misce ze śmietanką i zalewamy ciepłe płatki. Zostawiamy na 40-45 minut. Nie dłużej, bo za dużo skrobi z płatków przejdzie do mleka. Odcedzamy mleko, lekko odciskamy, by wycisnąć z płatków jak najwięcej cieczy. Płatki wyrzucamy sic! lub zjadamy z owocami na śniadanie. Melko ponownie przecedzamy przez szmatkę. Do mleka dodajemy cukier, sól i delikatnie je podgrzewamy. Dodajemy do niego żelatynę rozpuszczoną w odrobinie wrzątku. Mieszamy i rozlewamy do foremek, które wstawimy do lodówki.

Purée z awokado:
-ładne, dojrzałe awokado
-szczypta kwasku cytrynowego
-szczypta cukru
-szczypta soli

Robimy tuż przed podaniem. Awokado musi się dobrze schłodzić w lodówce, minimum 5 godzin. Obieramy je i usuwamy pestkę. wszystkie składniki wrzucamy do blendera i miksujemy na gładka masę.

Całość:

Na talerzu kładziemy sporą łyżkę purée, robimy maziaj. Na maziaj wyrzucamy z foremki custard. Można na chwilę zanurzyć foremkę we wrzątku. Kładziemy fantazyjnie kilka krążków czekoladowo-orzechowych i posypujemy płatkami. Wołamy: Kochanie deser!


Wiesz co? Mi to smakowało wszystko! - powiedział On. A to ci dopiero! Oto moja propozycja na Czekoladowy weekend:

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Rugelach z daktylami, żydowskie rogaliki świąteczne.

To smutne, że żydowskich specjałów trudno dziś szukać w polskich cukierniach i kawiarenkach. Napisała o tym niedawno Monika i mam podobne odczucia. Szkoda mi, że moje wyobrażenia o kulturze Żydów polskich pochodzą tylko z książek Singera i spacerów po zniszczonym krakowskim Kazimierzu. Żałuję, że bajgle i bialys kojarzą mi się z Nowym Jorkiem, a nie naszym Podlasiem. Smutno mi, że gdy myślę o grudniowych świętach przed oczami mam tylko Boże Narodzenie, podczas gdy przed wojną trzy miliony mieszkańców mojego państwa obchodziło Chanuka.

Może na przekór historii upiekłam na te święta rugelach. Małe rogaliki z orzechowo-cynamonowym nadzieniem. Tradycyjnie z tłustego serowego ciasta posypywane są cukrem. Ja swoje upiekłam prawie bez cukru. A zamiast często mieszanych z orzechami rodzynek użyłam daktyli, jako że obok mnie często oblizuje się jeden daktylojad. Ciasto można upiec ze zwykłym białym serem lub po amerykańsku z serkiem śmietankowym typu Philadelphia. Piekłam obie wersje i niestety muszę przyznać rację Amerykanom, co prawda ja użyłam serka Piątnicy, który w ilościach dużych przywędrował do mnie ze świątecznymi życzeniami. Bardzo dziękuję, choć pozostanę wierna tylko jednemu produktowi Piątnicy, a na inne spuszczę zasłonę milczenia (dodatki!). Ciasto jest bardzo tłuste i plastik fantastic amerykański patent z wałkowaniem pomiędzy warstwami folii jest tu niezawodny. Inaczej trzeba by dosypać garście mąki, a wtedy ciasto nie jest już tym ciastem. Można upiec z orzechami pecan i syropem klonowym z dodatkiem czekolady. Ale wierzcie mi daktylowo-orzechowy środek jest bezbłędny.


Rugelach
Cook's Illustrated i ja
Ciasto:
-350g mąki (2 i 1/2 szklanki)
-1 i 1/2 łyżki cukru
-szczypta soli
-225g masła
-225g sera białego mielonego na gładko lub śmietankowego u mnie Piątnica. ( czuję się zobowiązana)
-2 łyżki kwaśnej śmietany

Do posypania:
-cukier puder
-cynamon

Z podanych składników zagniatamy tłuste, lepkie ciasto. Dzielimy je na 6-10 części. Z każdej lepimy kulę, którą rozpłaszczamy i rozwałkowujemy pomiędzy dwoma warstwami folii spożywczej. Przycinamy nożyczkami do wymiarów koła. Wymaga to pewnej wprawy folia się marszczy zawija, ale można to wyprawować. Ja podzieliłam na 10 części i wałkowałam koła wielkości talerza o średnicy 21 cm. Ofoliowane koła wkładamy do lodówki jeśli pieczemy tego samego dnia lub do zamrażarki, nawet na tydzień. Przed pieczeniem wyciągamy po jednym, zdejmujemy folię i rozkładamy warstwę nadzienia, u mnie dwie solidne łyżki. Rozprowadzamy równo. Tniemy na 12-16 trójkątów. Każdy zwijamy delikatnie w rogalik. Jeśli zmrożone ciasto się łamie czekamy minutę, dwie. Nie za długo zbyt ciepłe lepi się. Pieczemy na blasze w temp. 195 st. C przez 21-23 minuty. Posypujemy cukrem zmieszanym z cynamonem.


Nadzienie:
-2 szklanki daktyli bez pestek
-2 szklanki i 4 łyżki orzechów włoskich
-1 łyżka mielonego cynamonu

Im lepsze daktyle tym smaczniejsze ciastka. Daktyle siekamy drobno. Połowę wrzucamy do garnka i gotujemy z dodatkiem wody na jednolitą masę. Wody należy użyć w zależności od rodzaju daktyli. Dodajemy do masy cynamon. Orzechy siekamy drobno. Mieszamy ciepłą masę z pozostałymi daktylami i orzechami. Studzimy.


A to było jeszcze w ramach ;-)

środa, 22 grudnia 2010

Ciastolina i prezenty czyli jak wykorzystałam barwniki spożywcze.


Ma w sobie coś z Ewy. Łatwo ją skusić. Choć zarzeka się nieustannie. Będę kierować się potrzebą, a nie chęcią. Tere fere. I znosi potem do domu różne zbędne koromysła. Świecidełka i błyskotki. Jak sroka. O choćby takie barwniki spożywcze. Na co jej były. Już plastikowe pudełeczko zniechęcało do spożywania. A kolor plastik fantastik sprawiał że wydawały się zupełnie niejadalne. No ale sroka, ma też coś z chomika. Nie wyrzuci i nie odda.
Zrobi domową C I A S T O L I N E na prezent. Dla dziecka i tego wewnętrznego też. Wypróbowuje różne receptury. W końcu znajduję tę jedyną, swoją. I już myśli jak domowym sposobem uzyskać niektóre kolory!

Moja domowa ciastolina

Na porcję jak do dwóch pudełeczek Play-doh

-1/2 szklanki mąki
-2 łyżki czubate skrobi kukurydzianej ( nie mąki!)
-2 łyżki soli
-1 łyżeczka cream of tartare ( można kupić w sklepach internetowych)
-1/2 szklanki wody
-1 łyzeczka barwnika spożywczego (lub kakao, lub kurkumy, matchy dla ortodoksów)
-kilka kropel ekstraktów spożywczych ( cytrynowy, pomarańczowy, różany, migdałowy, wanilia)

W wodzie dobrze rozmieszać mąki, sól i cream of tartare. Nie może być żadnej grudki. Dodać barwnik i olej. Gotować na wolnym ogniu, cały czas mieszając, aż masa zacznie przypominać ciastolinę. Wystudzić. Przełożyć do celofanu, zapakować. Przechowywać szczelnie zamknięte, co chroni przed wyschnięciem. Sama miałam ochotę polepić!

Na zdjęciach: Niebieska o zapachu pomarańczowym, czerwona o różanym, żółta cytrynowa.


A już niebawem:


A to oczywiście:

piątek, 17 grudnia 2010

Czas zatrzymany w drewnianej łyżce i świąteczna żurawina.

Czas biegnie nieubłaganie. Umyka, prześlizguje się między zrywanymi co rano kartkami. Dopiero patrząc wstecz widzę jak wiele się dzieje. Pamięć mnie uspokaja. Znaczy że, te dni i miesiące nie zniknęły bez śladu. W tym tygodniu stosowne podpisy uczyniły rzeczywistym nasz plan. Tak przynajmniej mi się wydaje. Cieszę się, choć oprócz mrozu, czuję na plecach oddech pewnej zobowiązującej na lata instytucji. W ciągu dnia latam za codziennością, wieczory spędzam z drewnianą łyżką w dłoni. Mieszam, a przecież wyprostowuję mój świat. Wielbicielka drewnianych łyżek, Ja. Lubię przepalone i wyszczerbione drewniane końce. Mam to w genach. Jak wszystkie pokolenia kobiet w mojej rodzinie wierzę, że drewniane łyżki przenoszą smak. Mówiłam Wam, że nie ma u nas tradycji przekazywania przepisów. Żadnych starych zeszytów i wykaligrafowanych notatek. Może dlatego, że na starość tracimy wzrok? A może dlatego, że mamy łyżkę? Drewnianą łyżkę prababci dziadek dał swojej żonie. Teraz po śmierci babci dał mi. No może nie do końca. Wydębiła ją dla mnie moja mama. Mieszam i wierzę, że zatrzymuję czas.


Świąteczna żurawina


Składniki:

-1/2 kg świeżych, umytych i przebranych żurawin
- 1/2 szklanki rodzynek
-4 łyżki miodu
-2 łyżki octu z soku z malin
-kilka łyżek soku z pomarańczy
-spora szczypta mielonego cynamonu, mielonego ziela angielskiego, mielonych goździków, mielonego imbiru

Mieszamy w garnku, gotujemy przez około 30-45 minut. Ewentualnie dodajemy więcej cukru. Przekładamy do wyparzonych słoików. Pasteryzujemy przez 15 minut.

A moją żurawinę i krótki wywiad ze mną można zobaczyć tutaj, zapraszam.

Słoiki te dodaję do akcji Cudawianki



sobota, 4 grudnia 2010

W temacie korzennym: piernik i sos żurawinowo-pomarańczowy

okropne zdjęcie, ale ten kolor sosu

Zimno, zimniej, najzimniej, lód...


Idę po łydki w śniegu. Twarz ukryłam w czerwonych zwojach szalika. W ręku termiczny kubek z imbirową herbatą. Parzy usta, ale na wszelki wypadek jest. Jak długo przyjdzie mi czekać dziś na tramwaj? Tego nie wie nikt. W autobusie grzeje tłum. Od góry. Od dołu nie. Tuptam w miejscu, bo nie łatwo rozgrzać mi stopy. Spóźniam się, choć nie czeka na mnie nikt. Więc ja zamiast pracować czekam. Ktoś nie dojechał, ktoś nie odpalił, ktoś utknął zasypany, inny zmarzł na kość.

Ciepło, cieplej, gorąco, parzy...


Wchodzę do domu, strzepuję małe sopelki z rzęs. Wtulam lodowaty nos w tego co ma zawsze pół stopnia więcej. Błogosławię testosteron, ale mi mało. Włączam piekarnik niech grzeje. Rozgrzewam ciało domowym miso i ciągle mi mało. Robię błyskawiczny piernik z pomarańczowo-żurawinowym sosem. I jest w sam raz.


Piernik z Guinnessem i mascarpone
Nigella "Kitchen"

To ciasto z nowej Nigelli, więc nic odkrywczego. Za to z czystym sercem polecam, bo jest pyszne i długo zachowuje świeżość. Zamiast śmietany w oryginale dodałam mascarpone. Bo było. Bo nie chciało mi się iść po śmietanę. Bo tak wyszło przepysznie. Za to sos zrobiłam sama i bardzo mi smakuje, na ciepło na zimno. I ten kolor, jak moje rękawiczki.

Robiłam z połowy porcji i tak podaję proporcje i wystarczyło na sześć małych, około 10 cm średnicy aluminiowych foremek, bardzo wygodnych dom podania i transportowania.

-75g masła
-100g golden syrup
-100g ciemnego cukru muscavado
-125ml Guinessa
-1 łyżeczka mielonego imbiru
-1 łyżeczka mielonego cynamonu
-1/8 mielonego goździków
-150g mąki
-1 łyżeczka sody
-150g sera mascarpone
-1 jajko

Piekarnik nagrzałam do 170 st.C. I wysmarowałam cieniutko moje foremki masłem.
Masło, syrop, cukier, piwo i przyprawy korzenne podgrzewałam w garnku, aż do połączenia składników. Zdjęłam z ognia i wmieszałam do masy kolejno mąkę, sodę. Ubijałam trzepaczką, by pozbyć wszelkich grudek. Wbijałam jajko i ser. Dobrze wymieszałam. Wlałam do przygotowanych foremek i piekłam 35 minut. Jadłam zimny z gorącym sosem owocowym.

Sos żurawinowo-pomarańczowy

-1 szklanka żurawin świeżych lub mrożonych ( świeże po nocy na balkonie stają się mrożone)
-1/2 szklanki soku z pomarańczy
-kilka łyżek miodu do smaku
-1 goździk
-2 pomarańcze obrane z usuniętym albedo

Żurawiny zagotować z wodą, przetrzeć przez sito. Puree gotować dalej z miodem i goździkiem, gdy zgęstnieje dodać pomarańcze i gotować około 5-10 minut. Polewać zimny piernik.

a wszystko to bo jeszcze trwa


środa, 1 grudnia 2010

Korzenny jabłecznik, Ptasiowy Tydzień i ciastka.


Ostatnio omijają mnie wszystkie blogowe święta i festiwale. W sumie przeszło mi koło nosa dyniowe, orzechowe, a nawet cytrusowe. W sumie to sama sobie przechodzę koło nosa, bo gdy wracam wieczorem to padam prosto na ryj. Dobrze, że ma mi kto robić legowisko. No ale Ptasiowego tygodnia korzeni to już ominąć nie mogłam, no nie mogłam i już. Bo Ptasia to kiedyś była moja sąsiadka prawie. Bo Ptaś Ptasiny to mój dawny ziom. Bo tak.
Korzenie obecne są u nas przez okrągły rok. Szuflady z przyprawami mamy trzy, co stanowi duży procent naszych szuflad w ogóle. I ciągle brakuje nam miejsca. Dodaję je do wszystkiego, przyprawy, nie szuflady rzecz jasna. Z imbirem to się prawie nie rozstaje. Zawsze przecież mogę zmarznąć, a nic mnie tak nie rozgrzewa jak imbirowa herbata. Zresztą imbir działa dobrze i na inne przypadłości ludzkiego ciała. Gdybym miała wybrać mój top ten przypraw to byłyby to właśnie imbir i imbir. Ale też gałka. Uwielbiam jej połączenie ze szpinakiem. Kumin po meksykańsku, po arabsku, po indyjsku. Wanilia za to, że jest. Kozieradka, kolendra, kardamon, goździki, pieprz, pieprzu to dużo, koper włoski, kurkuma, no tak łatwo przekroczyć dziesiątkę.
Z okazji Korzennego Tygodnia moje korzenne pewniaki. Może nie są Miss Obiektywu, ale za to można zrobić je od niechcenia i nie ma obawy, że coś nie wyjdzie. Jabłecznik i ciastka. Za oknem trzaskający mróz. Imbirowa herbata i coś pachnąco-słodkiego na pewno dobrze Wam zrobi. I tak po prawdzie z tymi ciastkami, to już nie wiem, które były, które. Ale polecam wam oba rodzaje. Zapraszam.

Korzenny jabłecznik na Święto Dziękczynienia

W ostatni czwartek Moja Amerykańska Rodzina obchodziła swoje Święto. Z tej okazji zrobiłam korzenny Amerykański Apple Pie. Aby dodać mu Thanksgivingowego charakteru na wierzchu wycięłam małe indory. Konia z rzędem temu albo kawał ciasta, kto je dostrzeże! Ciasto jest bardzo kruche i ma dużo, dużo jabłek. Raczej z takich do wyjadania łyżką niż do serwowania frymuśnych kawałków na porcelanie. On twierdzi, że za dużo cytryny, mi pasuje.


Składniki na kruche ciasto:
-1 i 1/2 szklanki mąki
-szczypta łyżeczka soli
-2 łyżeczki cukru
-100g masła
-2-3 łyżki lodowatej wody

Mieszamy w misce masło, mąkę, sól i cukier, aż otrzymamy okruchy. Dodajemy wodę i szybko zagniatamy gładkie ciasto. Dzielimy na pół, formujemy kule i wkładamy do minimum godzinę do lodówki. Ciasto można przechować jeden dzień w lodówce lub zamrożone nawet miesiąc.

Nadzienie:
-2 łyżki mąki
-1 kg jabłek Granny Smith lub innych twardych i słodkich
-1/2 łyżki drobno startej skórki z cytryny
-1 łyżka soku z cytryny
-1/4 szklanki brązowego cukru muscavado
-2 łyżki cukru
- szczypta łyżeczka soli
-1/2 łyżeczki mielonego cynamonu
-1/2 łyżeczki świeżo startej gałki muszkatołowej
-1-2 łyżki zimnego masła porwanego na kawałeczki
-1 małe żółtko
-1 łyżka śmietany lub mleka
-cukier puder do posypania

Na stolnicy wałkujemy jedną kulę ciasta na grubość około 0,5 cm i wykładamy nim formę do tarty, w tym przepisie lepiej sprawdzają się te głębsze formy. Wykańczamy brzegi i wstawiamy na godzinę do lodówki. Pozostałą część ciasta wakujemy na koło średnicy formy ( nieco większe by zlepić brzegi). Układamy na blaszce lub desce i chłodzimy przez 30 minut.
Jabłka obieramy, usuwamy gniazda nasienne i kroimy: połowę na cienkie, podłużne plastry, a drugą w grubą kostkę. Mieszamy w misce z przyprawi, skórką i sokiem z cytryny, cukrem, mąką, solą. Wykładamy jabłka na zimne ciasto, nieco dociskamy łyżkę i ewentualnie robimy górkę. Jabłek musi być naprawdę dużo. Na wierzchu koło z ciasta, zlepiamy brzegi i robimy dziurki widelcem, można wcześniej wyciąć duże dziury o dowolnym kształcie. Ubijamy jajka ze śmietaną lub mlekiem. Smarujemy jajkiem i posypujemy cukrem. Chłodzimy przez godzinę. Pieczemy w temperaturze 190 st.C przez 25 minut, a potem w 160-170 st.C przez godzinę. Jeśli wierzch robi się zbyt szybko brązowy wsuwamy blaszkę pod górną grzałkę lub przykrywamy ciasto folią aluminiową. Studzimy na kratce, pod warunkiem, że uda nam się wyciągnąć ciasto z formy przez zjedzeniem. Mu jedliśmy prosto z formy. Łyżką a co!

Imbirowe ciastka z melasą
z Michel Suas

proporcje na dwie puszki ciastek

-80g masła
-1 małe jajko
-140g cukru brązowego
-50-55g melasy
-200g mąki
-5g sody oczyszczonej
-2g soli
-2g mielonych goździków
-2-3g mielonego cynamonu
-3g mielonego imbiru
-1-2g mielonej gałki muszkatołowej
-1g mielonego ziela angielskiego

Masło utrzeć mikserem z cukrem na puch. Dodać jajko, potem melasę. Utrzeć na gładko. Potem stopniowo dodawać suche składniki. Z ciasta uformować walec lub prostokąt. Chłodzić kilka godzin. Zimne ciasto kroić na plasterki ( krążki lub prostokąty). Układać w odstępach na blasze wyłożonej pergaminem. Piec 12-15 minut w 160-170 st. C. Studzić na kratce.


Ciastka imbirowe
Gingersnap
Michel Suas

-140g masła
-1 jajko
-140g cukru
-60 melasy
-200g mąki chlebowej
-7g sody oczyszczonej
-2g soli
-1/4 łyżeczki mielonych goździków
-1/2 łyżeczki cynamonu
-1-1,5 łyżeczki mielonego imbiru

Masło utrzeć mikserem z cukrem na puch. Dodać jajko, potem melasę. Utrzeć na gładko. Potem stopniowo dodawać suche składniki. Z ciasta uformować walec lub prostokąt. Chłodzić kilka godzin. Zimne ciasto kroić na plasterki ( krążki lub prostokąty). Układać w odstępach na blasze wyłożonej pergaminem. Piec 15-17 minut w 145-150 st. C. Studzić na kratce.

LinkWithin

Related Posts Widget for Blogs by LinkWithin