Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasta kruche. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasta kruche. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 kwietnia 2014

Gospodarna Narzeczona w swoim żywiole

 Pogoda u nas barowa. A że, szafa z ubraniami wypełniona butelkami domowych bitterów, dunkellów nic tylko siedzieć, pić, zagryzać małe co nie co i budować schrony dla zwierząt. A w przerwach powtarzaniem odgłosów krówka muuuu, piesek hau, hau, krokodyl kłap kłap, żyrafa...szyj szyj? można  nawet machnąć jakiś wpis. W planach miałam zupełnie coś innego, ale chyba najlepiej wychodzą spontaniczne notki. Oto dwa przepisy z cyklu:  do żadnego sklepu dziś nie idę. Pieczone pierożki z ciasta na bliskowschodnie sambuski, kryją w sobie świąteczny pasztet, który teściowa cichaczem umieściła w naszej lodówce w ilościach hurtowych, smakują małym i dużym. Resztkowa tarta tatin z rabarbarem i gruszką, zamiast karmelu z sosem butterscotch znika w mgnieniu oka. Oba przepisy oddają mojego gospodarnego ducha. Zapraszam.
 Gruszkowo-rabarbarowa tarta tatin

Powstała z przypadku. Za mało masła, dlatego jego część w cieście zastąpiłam smalcem. Brak białego cukru na karmel. Musiałam zrobić sos butterscotch z jasnego muscavado. Rabarbaru tyle co kot napłakał, powtykałam pomiędzy pocięte łodygi kawałki gruszek. Wyszło pysznie, chociaż z wyglądu nieco wymemłanie, ale tatin tak mają.

Kruche ciasto
-250g mąki
-75g smalcu
-75g masła
-szczypta soli
-50g cukru pudru
-łyżeczka cynamonu
-jajko roztrzepane

Nadzienie
-3 łodygi rabarbaru pocięte na kawałki
-2 gruszki obrane i pokrojone w ósemki
-100g cukru jasnego muscavado
-50 ml śmietanki 30%
-50g masła

Mąkę wymieszałam z cukrem, solą i cynamonem. Dodałam tłuszcz i roztarłam go z mąką. Gdy całość przypominała tłustą masę, dodałam jajko i zagniotłam szybko ciasto. I schowałam na pół godziny do lodówki.

Na patelni rozpuściłam cukier. Dodałam masło, śmietanę i szybko wymieszałam. Powstał sos, który przelałam do prostokątnej blachy. Pokrył cienką warstwą całe jej dno. Nie martwcie się, jeśli porobią się gdzieniegdzie grudy wspaniałe karmelki, roztopią się podczas pieczenia. Na sos wyłóż owoce w fantazyjnym nieładzie lub w ulubiony deseń.

schłodzone ciasto rozwałkowałam na papierze na wielkość foremki i przykryłam warstwą ciasta owoce, brzegi zaginając do środka. Po nakłuwałam widelcem. Wstawiłam do zamrażarki na czas rozgrzewania piekarnika. Piekłam w temperaturze 185-190 st. C przez 25 minut. Po pięć minutach od wyjęcia z piekarnika wyłożyłam blaszkę do góry dnem na deskę, gdy ciasto spokojnie się odlepiło, zdjęłam blaszkę. Sezon na rabarbar dopiero się rozpocznie. Jeszcze się spotkamy z tą tartą!

Sambuski pasztetowe ;-)

Ciasto:
-250g mąki
-4g soli
-85g lodowatej wody
-1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
-115g masła
-2 łyżki  oleju


Nadzienie:
-pasztet świąteczny solidny kawał
-2 łyżki śmietany
-łyżka chrzanu
-łyżeczka słodkiej papryki
-pół łyżeczki ostrej papryki






- jajko
-czarnuszka, sezam

Sól rozpuszczamy w wodzie. Mąkę mieszamy z proszkiem, dodajemy do niej masło i olej, rozcieramy, aż całość zacznie przypominać okruchy. Wlewamy wodę i zagniatamy ciasto. Ciasto jest miękkie i lepkie. Przykrywamy je folią i pozwalamy mu odpocząć czas jakiś. Jeśli jest zbyt ciepło wstawiamy do lodówki. Ciasto wałkujemy na grubość 5 mm i wykrawamy z niego koła wielkości małej szklanki.
Mieszamy w misce składniki nadzienia, nasz pasztet był dość miękki. Nakładamy łyżeczką porcje nadzienia na krążki ciasta i lepimy pierożki, jak was mama nauczyła. Układamy na blasze, smarujemy jakiem i posypujemy sezamem lub czarnuszką. Pieczemy w temp. 200 st. C przez 25 minut.

Ciasto nadaje się też na krakersy. Wtedy wierzch proponuję posypać też solą i piec trochę krócej.
 

piątek, 18 kwietnia 2014

Mazurek i życzenia

 Odrywam się na moment od  biegania za koko i hau hau i życzę wam samych dobrych chwil w te nadchodzące święta. Jedzcie z umiarem, róbcie tylko to co naprawdę macie ochotę i patrzcie z czułością na bliskich. A dla tych co jeszcze nie upiekli mazurka, moje daktylowe cudo (modniej by było napisać daktylove). Zapraszam. A gdybyście chcieli jeszcze jeden tu mój sprawdzony od lat mazurek waniliowy.
 
Mazurek daktylowo-pomarańczowy
wariacja własna na temat tego i tego przepisu

Ciasto kruche:
-250g mąki
-200g masła
-100g cukru pudru
-szczypta soli
-2 żółtka

Masło, sól, mąkę i cukier wrzucamy do miski i mieszamy między palcami, aż powstaną tłuste okruchy  ( tu raczej tłusta masa). Dodajemy żółtka i zagniatamy ciasto, które następnie chłodzimy w lodówce. Ciasto podzieliłam na pół i wyłożyłam nim dwie blaszki 15-20 cm. Ponakłuwałam widelcem i wrzuciłam jeszcze na trochę do zamrażarki, w tym czasie nagrzałam piekarnik do 180 st.C. Piekłam 15 minut.

Masa daktylowa:
-250g świeżych daktyli lub innych, raczej miękkich
-sok z jednej sporej pomarańczy, u mnie czerwona
-kórka otarta z pomarańczy
-pół łyżeczki cynamonu
-25g masła
-1 białko
  
Daktyle zmiksowałam z sokiem i skórką na gładko. Dodałam masło i cynamon. Podgrzałam w rondelku przez 5 minut. Ubiłam sztywną pianę z białka i dodałam do przestudzonej lekko masy. Wyłożyłam na kruche ciasto, uderzyłam blaszką raz i dwa i blat, by masa się wyrównała. 

Masa migdałowa:
-60g płatków migdałowych
-40g masła
-2 łyżki mleka
-skórka z pomarańczy 
-40g cukru pudru

Wszystkie składniki gotowałam 10 minut w rondelku na małym ogniu. I wyłożyłam na wierzchu mazurka, akurat wyobraźnia (niezbyt bujna) podsunęła mi kratkę. Wy zróbcie jak chcecie.

Całość suszyłam w piekarniku przez 1 godzinę w temp. 95 st.C. Możecie też użyć ciepła resztkowego po pieczeniu chleba czy innych ciast.

W zakładce Wielkanoc znajdziecie inne moje propozycje, nie ma ich dużo, bo to święta dla mnie bardziej spacerowe, niż stołowe.


środa, 28 września 2011

Dzień Jabłka 2011 i znowu Julia Child.


Jak to się dzieje? Niektóre na pozór ważkie wydarzenia umykają naszej pamięci. Inne całkiem błahe zostają na dłużej. A w nas rośnie chęć ich powtarzania. Czy tak rodzi się tradycja? I kto określa, że to właśnie już?

Już od początku września czułam, że się zbliża. Wyczekiwałam go, choć nie do końca pamiętałam kiedy jest. Dzień Jabłka. Kulinarne święto kuszącego owocu organizowane już po raz piąty przez Tatter. Z obawy, że Tatter się nie odezwie, napisałam nawet do Poli. Ale blogowa telepatia działa, w tym samym czasie pojawił się wpis u Tatter. Po raz kolejny dziękuję i przystępuję do dzieła. Przeglądając swoje poprzednie wpisy zauważyłam, że i ja mam swoją maleńką tradycję. Moje jabłkowe wpisy mają francuski sznyt ( tutaj i tutaj). W tym roku nie może, być inaczej. Zapraszam na Jabłkową Tartę Julii Child i mały, niezwykle udany, akcent do słoika. A gdyby wydało wam się mało i prozaicznie, na pocieszenie jeszcze jedna tarta jabłkowa, tym razem hiszpańska i z moim ulubionym rozmarynem. A miało być z umiarem i elegancko. Dodatkowo uczciliśmy to święto zamawiając jabłonie do naszego przyszłego sadu. Trzymajcie kciuki za Szkutnika-Sadownika. A ja w piątek zapraszam was na chleb dla zapracowanych.


Galaretka jabłkowa z miętą
Seasonal Preserves

-1kg kwaskowatych jabłek
-garść listków świeżej mięty
-600ml łagodnego octu jabłkowego
-350g cukru na każde 500ml soku

Jabłka grubo kroimy, ze skórką i wrzucamy do garnka. Dolewamy 600 ml wody i gotujemy pod przykryciem około 30 minut. Wlewamy ocet i gotujemy jeszcze 5 minut. Całość wylewamy na sito wyłożone gazą i zostawiamy na noc, aby sok ściekł. Mierzymy objętość soku i dodajemy odpowiednią ilość cukru, jeśli damy go mniej, aby uzyskać galaretkę będziemy musieli dłużej gotować. Delikatnie pogrzewamy, aż cukier się rozpuści, dorzucamy połowę mięty i gotujemy około 30 minut. Oszumowujemy, wyjmujemy rozgotowaną miętę. Odstawiamy na 15 minut. Po tym czasie wlewamy do wyparzonych słoiczków, do każdego wrzucamy po kilka małych listków mięty. Zakręcamy i odstawiamy do góry nogami, aby słoik się zassał. Można też pasteryzować w piekarniku przez 15 minut w temp. 150 st.C, pamiętając, żeby nie wypełniać słoika po brzeg, a zostawić około 2-3 cm.

Galaretka z założenia ma być dodatkiem do mięs, ale mimo sporej zawartości octu nadaje się też do jedzenia na słodkie śniadanie. Tak samo można zrobić galaretkę z rozmarynem.

Normandzka tarta jabłkowa Julii Child
DFSK i moje modyfikacje

Ciasto jest delikatne w smaku, takie trochę babciowe. Podpiekłabym jabłka może nieco dłużej i dodała więcej alkoholu.

Ciasto:
-1 i 1/3 szklanki mąki
-2 łyżki cukru
-1/4 łyżeczki soli
-8 łyżek masła
-2 łyżki smalcu*
-3 łyżki lodowatej wody



Mieszamy wszystkie składniki oprócz wody w misce, aż całość zacznie przypominać okruchy, dodajemy wodę i szybko zagniatamy ciasto. Zawijamy w folię i wstawiamy do lodówki. Zimne wałkujemy i wykładamy nim formę do tarty 25 cm. Nakłuwamy widelcem i wstawiamy do zamrażarki, by w tym czasie nagrzać piekarnik do 200 st.C. Pieczemy 20 minut, przy czym pierwsze 10 można nakryć folią aluminiową ( zamiast tego całego wysypywania fasolą).

Nadzienie:
-500g twardych słodko-winnych jabłek
-1/3+1/3 szklanki cukru
-1/2 łyżeczki cynamonu
-1 jajko
-4 łyżki mąki
-1/2 szklanki śmietanki 30%
-3 łyżki Calvadosu (lub brandy)
-cukier puder do posypania

Jabłka obieramy, dzielimy na ćwiartki i pozbawiamy gniazd nasiennych. Kroimy wzdłuż na plastry grubości 5 mm. Delikatnie mieszamy je w misce z 1/3 szklanki cukru i cynamonem. I układamy na upieczonym spodzie. Pieczemy przez 20 minut na górnej półce piekarnika w temp. 170 st.C.
Jajko ubijamy z cukrem do białości. Dodajemy mąkę, a na koniec śmietankę i alkohol. Wylewamy delikatnie na upieczone ciasto i wstawiamy do piekarnika na środkową półkę na 10 minut. Posypujemy cukrem pudrem i ponownie zapiekamy przez 20 minut. Podajemy na ciepło, choć na zimno też jest niczego sobie. Można odgrzać ją w piekarniku.

Hiszpańska tarta orzechowo-jabłkowa na rozmarynowym spodzie
Tarta de manzana perfumada con romero
Xavier Canal
Do tego przepisu podeszłam sceptycznie. Rozmaryn z jabłkiem uwielbiam, ale migdały, orzechy, kakao, myślałam, że co za dużo to niezdrowo. Tymczasem ciasto jest bardzo dobre. Pewnie je powtórzę i chętnie z włoskimi. A jesli chodzi o orzechy i jabłka kiedyś pokazywałam już taką tartę ( zresztą tamta nazywała się o ironio babuni)

Spód:
-1 i 1/4 szklanki mąki
-1/2 szklanki cukru pudru
-1 łyżeczka utartego świeżego rozmarynu
-125 g masła
-3-4 łyżki zimnej wody

Z podanych składników zagniatamy ciasto metodą jak w poprzednim przepisie. Można zrobić na 2 dni przed pieczeniem i przechować w lodówce, w szczelnym pudełku wielorazowym
Ciasto wałkujemy, można skorzystać z metody między dwoma warstwami papieru, ale zwykle to zbędne. Wyklejamy formę do tarty 25 cm i wkładamy na 20 minut do zamrażarki. Pieczemy jak wyżej.

Nadzienie:
-2 jajka
-1/2+1/3 szklanki cukru
-1/2 szklanki lekko podprażonych pinioli
-1/4 szklanki lekko podprażonych migdałów, a najlepiej płatków migdałowych
-3 łyżki mąki
-125 g masła
-2 solidne gałązki rozmarynu
-4 jabłka pokrojone w kostkę ( bez skórek)
-kakao do posypania

Piekarnik nagrzewamy do 170 st.C. Jajka ubijamy z 1/4 szklanki cukru. Orzechy i migdały mielimy w melakserze, dodajemy mąkę i 1/4 szklanki cukru i dalej mielimy. Dodajemy 3/4 całego masła i dalej mieszamy. Powoli, cały czas mieszając dodajemy ubite jajka. Wylewamy na podpieczone ciasto i pieczemy około 30 minut.
W tym czasie na patelni rozpuszczamy 1/3 szklanki cukru z 1/2 szklanki wody i podgrzewamy z posiekanym rozmarynem. Odstawiamy syrop na 30 minut.
Rozgrzewamy na patelni pozostałe masło. Dodajemy jabłka i dusimy 3 minuty. Dodajemy syrop rozmarynowy, zmniejszamy ogień i dusimy pod przykryciem 5 minut. Zdejmujemy pokrywkę i odparowujemy kolejne 5 minut.
Wyciągamy ciasto z piekarnika, studzimy. Na wierzch wykładamy też wystudzone jabłka i posypujemy kakao.
*Nie burzcie się na ten smalec, zawiera mniej cholesterolu niż masło, a nadaje ciastu niesamowitej kruchości. Można użyć oczywiście utwardzonego tłuszczu roślinnego, ale wolę smalec niż nikiel. Zresztą robię go sama, właśnie na takie okazje, z eko słoniny.

czwartek, 22 września 2011

Jesienna śliwka wg Julii Child

Zagraj w skojarzenia.
Jesień.
Szeleszczące pod butami liście, pomarańczowy sweter z golfem, kosze pełne owoców ustawione rzędem wzdłuż ściany.
Jesienne.
Jabłka prosto z drzewa, orzechy ukryte wśród więdnących trwa i śliwki, mnóstwo śliwek.
Śliwki.
Wiadomo na kruchym cieście. Jeszcze? Jeszcze raz.

Kruche ciasto ze śliwkami to klasyka chyba w każdym polskim domu. U mnie piekł je nawet tata. Trzeba przyznać, szedł na całość i wylepiał ciastem wielką blachę z piekarnika. Lekko nakłuwał widelcem, układał śliwki, posypywał cukrem. Do tego podawał herbatę z własną wiśniową konfiturą. Czy trzeba czegoś więcej. Jesienią nie może zabraknąć ciasta ze śliwkami. U mnie stoi chyba wyżej w hierarchii od szarlotki. A u innych? Tym razem podpatrzyłam co na ten temat ma do powiedzenia Julia Child. I proszę! Jest kruche ze śliwkami i wcale nie różni się wiele o ciasta taty. Ciasto niezwykle tłuste, rozpada się w ustach. Wierzch posmarowałam galaretką śliwkową z dodatkiem wina. W pracy wzięli przepis.

Śliwkowa tarta ze śliwkami wg Julii Chid
DFSK

Ciasto:
-1 i 1/3 szklanki mąki
-2 łyżki cukru
-1/4 łyżeczki soli
-8 łyżek masła
-2 łyżki smalcu
-3 łyżki wody

Z podanych składników zagniotłam szybko kruche ciasto. Przy czym wodę dodałam na końcu. Wstawiłam do lodówki na kilka godzin. Ciastem wylepiłam formę do tarty 25 cm średnicy. Nakłułam widelcem i wstawiłam do zamrażarki. Nawet ceramiczna forma, może być przeniesiona zimna do gorącego piekarnika, wstawiam ją na blasze. To raczej odwrotna różnica temperatur czyli gorące do zimnego jest zabójcza dla takich foremek. Podpiekłam zmrożony spód w temp. 200 st. C przez 20 minut ( 10 wyłożone folią aluminiową, 10 bez).

Nadzienie:
-około 20-30 śliwek przekrojonych na pół bez pestek
-2 łyżki masła
- 3 łyżki płatków migdałowych
- 4 łyżki cukru ( użyłam trzcinowego ciemnego)
-kilka łyżek galaretki morelowej ( u mnie śliwkowej)

Śliwki wrzucamy na 30 sekund do wrzątku. Z dużych można zdjąć skórkę. Kroimy je na ósemki lub szesnastki. Podpieczone ciasto posypujemy połową cukru. Układamy śliwki i posypujemy cukrem, skrawkami masła i płatkami. Zapiekamy 30-40 minut w temp. 170 st. C . Wierzch smarujemy galaretka. Podajemy zimne, bo ładnie się błyszczy.


Galaretka śliwkowa z winem
Seasonal Preserves

-1 kg śliwek
-sok z 2 małych cytryn
-1/2 łyżki goździków
-2 małe laski cynamonu
-35g korzenia imbiru w plasterkach
-200ml czerwonego wina
-350g cukru na każde 500 ml soku

Śliwki przepołowiłam i wrzuciłam wraz z pestkami do garnka, dodałam sok z cytryny i przyprawy oraz 500ml wody. Zagotowałam i dalej gotowałam na małym ogniu przez 25 minut. Wylałam całość na sito wyłożone gazą i pozwoliłam ściekać przez noc. Rano zmierzyłam ilość soku, dodałam wino i cukier. Podgrzewałam, aż cukier się rozpuści i gotowałam 40 minut. Przelałam do wysterylizowanych słoiczków, zostawiając na górze około 2 cm przestrzeni. Zakręciłam i wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 150 st. C na 15 minut. Zwykle korzystam z piekarnika, który nagrzewa się do chlebów i wtedy sterylizuję słoiki i pasteryzuję przetwory.

środa, 20 lipca 2011

Szybkie letnie babeczki: curd, curd, curd

Zanim podzielę się z Wami kolejnymi przetworami, szybki pomysł na letni deser na działce: kruche babeczki z kremem jogurtowo-owocowym. Nie wiem jak Wy, ale my ostatnio tam spędzamy nasze letnie weekendy. Pracy jest co niemiara, wczoraj przyjechało drewno. Pojawiają się też pierwsi goście. O mamo, gadałyście jak prawdziwe baby! Nie wiedziałem, że tak potrafisz. Do deseru może się przydać przenośna lodówka, za to nie będziecie potrzebować żadnej patery, ani wymyślnego pudełka, w którym ciasto nie ma prawa się stłamsić. Zresztą nie przesadzajmy z tą lodówką, wiadro i woda ze studni będą ok. Poszłybyście po piwo dla panów, schłodziłoby się w wiadrze? Taką ładną altanę wam zbudowali! I co najważniejsze taki deser można przygotować w większej ilości i serwować przez dwa tygodnie, pod warunkiem zmieniającego się zestawu gości. W tym tygodniu zaprosiłam mamunię, kochanie!

Kruche babeczki każdy może sobie upiec według ulubionego przepisu. Moje upiekłam ze słodkiego kruchego ciasta według M.Roux w malutkich foremkach. Latem wszyscy są na jakiś dietach, a mini babeczka jest na jeden kęs. Zimne ciastka schowałam w puszcze. Można je tam przechować nawet dwa tygodnie, dłużej nie sprawdzałam.

Słodkie kruche babeczki

około 30-40 mini babeczek

-250g mąki
-200g masła
-100g cukru pudru
-szczypta soli
-2 żółtka

Masło wymieszałam z mąką, solą i cukrem, aż całość przypominała okruchy. Dodałam żółtka i szybko zagniotłam ciasto. Zawinęłam w folie i schłodziłam 1 godzinę w lodówce. Rozwałkowałam i wykleiłam nim foremki do babeczek. Ponownie schłodziłam. Na wierzch każdej foremki ułożyłam kawałek pergaminu i wysypałam do pełna starego ryżu(fasoli). Piekłam 10 minut w temp.200 st.C.

Krem to nic innego jak owocowy curd wymieszany z jogurtem, tak jak w tych lodach. A na wierzchu owoce. I już i pycha. Oczywiście można wypełnić babeczki samym curdem, ale wersja z jogurtem bardzo przełamuje słodycz kremu i chyba czyni go mniej kalorycznym, bez uszczerbku dla smaku całości.


Pokazywałam już curd limonkowy i z passiflory, różany, mniej udany. Dziś dwa bardzo udane kremy: jagodowy i malinowy z miętą. Zapraszam.

Curd malinowo-miętowy
Bardzo, bardzo dobry. Też do omletu lub jako mrożony deser. Z proporcji wyszły dwa słoiczki.

-pudełeczko malin
-10 gałązek mięty
-250g cukru ( użyłam 175g)
-125g masła
-5 małych jajek (wzięłam 4)

Maliny zmiksowałam i przetarłam przez sito. Miętę utarłam w moździerzu na pastę. Do miski wrzuciłam wszystkie pozostałe składniki, purée z malin i pastę z mięty. Miskę ustawiłam na garnkiem z gotującą się delikatnie wodą. Mieszałam przez 20 minut, aż całość przypominała krem. Przetarłam przez sito. Napełniłam czyste słoiczki, przechowuje w lodówce do 8 tygodni. Nie pasteryzować! Traci kolor, co można zauważyć na zdjęciu, na omlecie.

Jagodowy curd
-500g jagód
-1/2 laski wanilii
-250g cukru ( użyłam 175g)
-125g masła
-5 małych jajek (wzięłam 4)

Jagody zmiksowałam i przetarłam przez sito. Laskę wanilii przekroiłam na pół i wyskrobałam nasionka. Do miski wrzuciłam wszystkie pozostałe składniki, purée z jagód i pastę waniliową i laskę. Miskę ustawiłam na garnkiem z gotującą się delikatnie wodą. Mieszałam przez 20 minut, aż całość przypominała krem. Przetarłam przez sito. Napełniłam czyste słoiczki, przechowuje w lodówce do 8 tygodni. Nie pasteryzować!

Hmm, jakby tak pomyśleć, to to chyba też przetwory.

środa, 15 września 2010

Kankę jeżyn dostałam i upiekłam tartę.

Dostałam kankę jeżyn z przydomowego ogródka. Weź tegoroczne mają dużo zapachu. Lubię takie prezenty w naturze. Pęczek świeżych ziół, wykręcona cukinia, świeży jasiek, jeżyny. O wiele miłej mi się gotuje, kiedy wiem skąd pochodzą moje produkty. Wzrusza mnie, że ktoś zerwał je specjalnie dla mnie. Z ogrodowych jeżyn robię zwykle kwaskowatą galaretkę zwaną u nas Jeżyny Katarzyny. Tegoroczne miały jednak tyle zapachu, nie mogłam się oprzeć, zrobiłam Jeżynową Tartę. Jest pyszna. Do kruchego ciasta dodałam sproszkowanych malin* i mielonych migdałów. Różowy kolor ciasta przepadł podczas pieczenia, za to malinowo-migdałowy smak jest wyraźnie wyczuwalny. Może gdybym piekła ciasto przykryte pergaminem...ale On już dobijał się do szklanych drzwiczek ze swoim bochenkiem. Na kruche ciasto wysypałam dużo jeżyn. A całość zalałam śmietankową masą i posypałam płatkami migdałów. To był dobrze spożytkowany prezent.
Tarta jeżynowa

Na formę około 23-25 cm

ciasto:
-20g sproszkowanych malin
-20g mielonych migdałów
-160g mąki
- 2 łyżki cukru pudru ( mielony cukier Demerrara)
- szczypta soli
-100g masła
- 1 łyżka lodowatej wody

nadzienie:
- 500g jeżyn
-1 szklanka śmietanki 30-36%
-2 jajka i 1 żółtko
-60g cukru np. Demerrara
-40g jasnego brązowego muscavado
-płatki migdałowe według uznania

Z podanych składników oprócz zagniotłam szybko kruche ciasto i na koniec dodałam wody by powstałe okruchy zlepiły się w gładką kulę. Ciasto wstawiłam do lodówki, a zimnym wylepiłam ceramiczną foremkę do tarty, którą w raz z ciastem włożyłam do zamrażarki. Piekarnik rozgrzałam do temp.200 st C. Włożyłam schłodzoną formę z ciastem i piekłam 15 minut. Jeśli włoży się zimną formę ceramiczną na blasze, do rozgrzanego piekarnika, nie ma obawy że pęknie. Blacha rzecz jasna musi być w temp. pokojowej.
Na podpieczone ciasto wysypałam jeżyny. Zalałam masą i posypałam po wierzchu płatkami migdałowymi. Piekłam 40 minut w temp. 155-150 st. C. Wystudzić. Dopiero zimna masa tężeje. Jeść. Pamiętać, że umiarkowanie jest cnotą. Można taką samą tartę upiec z malinami. A z jeżynami pyszna jest też Pana Cotta

A inne moje malinowe tarty, które pewnie warto wypróbować, też z jeżynami to:
Malinowa Nigelli i Malinowa z zieloną kruszonką oraz Tarta z Owocami i Toffi

* Sproszkowane maliny, truskawki, porzeczki, jagody to nic innego jak suszone owoce (np. przez kilka dni na słońcu lub w piekarniku o temp. 100 st. C. przez godzinę a potem w cieple resztkowym) zmielone w młynku do kawy na proszek.


piątek, 2 kwietnia 2010

Wielkanoc.

Mam nadzieję, że ostatnie świąteczne chleby powędrowały już do obdarowywanych.
Mam nadzieję, że w końcu siedzę w pociągu, który wiezie mnie nad morze.
Mam nadzieję, że piję kawę kołysana miarowym stukotem wagonów i podczytuje świąteczne wydanie gazet.
Mam nadzieję, że poprzednia noc nie była pracowita a, w szpitalu na święta nie został prawie nikt.
Mam nadzieję, że w walizce siedzą spokojnie drożdżowe babki z aromatem róży.
Mam nadzieję, że bezglutenowe mazurki dotarły bez uszczerbku na miejsce, a żur nie wybuchł w przegrzanym wagonie.
Mam nadzieję, że pascha mamy Ani czeka na mnie w lodówce.
Mam nadzieję na peronie zobaczyć uśmiechniętego, wypoczętego szkutnika w cudnej kamizelce.
Mam nadzieję, że to będą spokojne i udane Święta. U mnie według Neli.

A Wam życzę dużo radosnych chwil, choćby tych jak mgnienie.
Radości z tego co się macie, bo macie dużo.
Sięgania z odwagą po to czego chcecie Wy, a nie czego chcą dla Was inni.
Bliskości, przyjemności i pyszności.

Gospodarna Narzeczona i On

Mazurek na pierwszym zdjęciu to kruche bezglutenowe ciasto wg M.Roux ( czyli 200g mąki u mnie bezglutenowej, 125 masła, łyżeczka cukru, pół łyżeczki soli, 1 jajko, 40ml zimnej wody) i masa waniliowa (1/2 litra śmietanki kremówki UHT. laska wanilii i 2 szklanki cukru u mnie trzcinowego gotowane, aż masa stanie się gęsta i zastygać będzie na talerzyku porcelanowym czyli dłuugo) Neli.R
Mazurek na drugim zdjęciu pokazywałam w zeszłym roku, też Nela. R. Nadal uważam, że jest najlepszy z najlepszych. I historyjka, która poprzedza przepis. No i czego my chcemy, składniki te same co w paryskich makaronikach, bez tych wszystkich wydziwiań i ile smaku ;-)

niedziela, 16 sierpnia 2009

Letnie ciasto. Weekendowe podróże.

To lato spędzam w mieście. W lipcu i sierpniu opustoszałym. Przemierzam ulice rowerem. Do sakw upycham papryki, ogórki, morele, amerykańskie borówki. Do tych ostatnich przekonałam się dopiero niedawno. Pracy mam mniej, więc jest czas na przetwory. Weekendy, te bez pracy, pakuję plecak i jadę do drugiego miasta. Nad morze. Od progu szopy wita mnie uśmiechnięty szkutnik. Łakomie wpatruje się w...we mnie? w ciasto?
Oto kolejna propozycja letniego ciasta, które dobrze wytrzymuje podróż pociągiem. Ostatnio na Durszlaku była dyskusja o formach do tart. Bardzo lubię te ceramiczne, za to jak prezentują na stole, i że nie rysują się podczas krojenia. I za dźwięk, który wydają, gdy stuknąć w nie łyżeczką. Mam jednak jedną starą metalową formę, ze zdartą sillikonnową powłoką. Żadna inna tak dobrze znosi wędrówek. Jeżdzi ze mną nad morze, do mamy, na piknik, na imrezę, by wszyscy mogli cieszyć się smakiem kruchych spodów z nadzieniem.


Tarta z owocami w sosie toffi
wg Nigelli How to eat ze znacznymi modyfikacjami
Ciasto kruche:
Zrobiłam najprościej z 200g mąki, 100g masła, szczypty soli i odrobiny lodowatej wody. Dla dodatkowej kruchości dodałam 20g mąki kukurydzianej (180 g pszennej + 20g kukurydzianej)
Zagniotłam, palcami w gniotłam w formę. Metalowa ma jeszcze tę zaletę, że można ją zimną wstawić do nagrzanego peikarnika. Korzystam z tego nagminne. Formę z ciastem nakłutym widelcem wkładam na kwadrans do zamrażalnika, a potem piekę 5 minut dłużej niż w przepisie.

Nadzienie:
Piekarnik rozgrzałam do 205 st. C. W misce ubijałam 2/3 szklanki jasnego cukru muscavado(można użyć demerrary), 1/4 szklanki mąki, szczypta soli, 2 jajka, 1/4 szklanki śmietanki 36%. Na zimny spód wyrzuciłam mieszankę malin i borówek amerykańskich (około 400g), na owoce wylałam masę. Piekłąm 10 minut, a następnie obniżyłam temp. do 175 st. C i piekłam kolejne 30 minut. Wystudziłam, zjadłam kawałek i zapakowałam.


Tak zapakowana jechała sobie spokojnie na półce w pociągu.


Smacznego!

LinkWithin

Related Posts Widget for Blogs by LinkWithin