Po różnych doświadczeniach z szukaniem i gubieniem drogi, mieszkańcy Berlina miło nas zaskoczyli, nie tylko znajomością angielskiego. Sami podchodzili pytając, gdzie chcemy trafić, rysowali mapki, towarzyszyli na rowerach do celu. Rowery w Berlinie są wszechobecne i jeżdżą na nich chyba wszyscy. Widziałam panią w zaawansowanej ciąży, człowieka z kilkorgiem dzieci upchanych tu i ówdzie, ludzi z mnóstwem zakupów, w garniturach, z naręczem kwiatów, w turbanie i z gigantycznym kapeluszem. Proszę mi nie mówić, że się nie da! Rowerzyści są mile widziani na chodnikach i na drogach, przymyka się oko na ich nieprzepisowe harce. I jeszcze raz krzyknę: Ja też tak chcę pani Hanno!
Pierwsze co zrobiliśmy w Berlinie to odszukaliśmy księgarnię. Plan kupiliśmy, to też, ale interesowały nas przede wszystkim książki, o chlebie. Jak wiadomo żadne z nas nie zna niemieckiego, ale jak się dużo siedzi nad miską ciasta, to można czytać przepisy nawet w nieznanych językach. No dobra oprócz dalekowschodnich, dziwną pisownię mają. Po krótkiej, no dobra ta nieznajomość języka jednak przeszkadza, wizycie w wielkiej księgarni wiedzieliśmy co dalej. Brot. Deutschland beste backer to książka podobna do Artisan Baking Maggie Glezer, poprawcie mnie jeśli się mylę. Autor odwiedza najlepszych niemieckich piekarzy, którzy prawdopodobnie opowiadają o swojej piekarskiej przygodzie i dzielą się przepisami. O przygodach piekarzy niewiele mogę powiedzieć, choć On twierdzi, że trzy razy przeczyta i zrozumie, ale chleby pieką dobre. Szybko zaznaczyłam na planie, piekarnie z Berlina i pojechaliśmy na degustację. Niezłe, a ja wybredna co do chleba jestem.
I tyle. No tak był jeszcze niezidentyfikowany zwierz, który w nocy wyjadł nam kiszkę i chleb podziobał, i samoloty, co latały nad namiotową głową, i ulewa, w któtej ubłoceni pakowaliśmy manatki, i kanar, który złapał nas w metrze, zły bilet kupiliśmy w maszynie. Ale jak mówiła babcia Lodzia: To bajka! Zresztą to moje wakacje. Niezaplanowane, wypedałowane. Fantastyczne!
W sumie zrobiłam 1206 km. Przy czym przez pierwsze dziesięć dni 1030. Nigdy nie przypuszczałam, że potrafię. No powiedz, ze jestem niezła. No powiedz! Niezła jesteś, masz chyba lepszą kondycje niż ja. A Ty? Też potrafisz!
Tysiąc kilometrów dedykuję Marysi, zagrzewam Ją do walki. Z dwustu każdy może wziąć tyle, ile mu się podoba. Sześć zostawię dla wewnętrznego diaboła.
A podziękowania należą się: Jemu za wsparcie na drodze i w namiocie ;-) i za najlepszy na świecie rower. I Panu Jackowi Orłowskiemu**, "polskiemu mistrzowi w szyciu rowerów na miarę" za boską ramę i panu Marcelowi, co go tak zmyślnie złożył i nie przestraszył się moich dąsów i firmie co robi najlepsze siodełka pod słońcem, a co!
Co zrobił On jak tylko wszedł do domu? No właśnie! Dla tego kto pierwszy zgadnie, a stali bywalcy, nie powinni mieć problemów, mam malutki upominek z podróży. Dla wszystkich zielonkawe*** ciasteczka, no bo przecież nie mogłam nie kupić tej foremki. Ja rano wcisnęłam się w moje legendarne**** rowerowe spodenki, co ja mówię, ja je po prostu założyłam. I pojechałam do pracy. Na rowerze.
*mieszkaniec lub podróżny w zagranicznym mieście, który kupuje i przywozi niedostępne w kraju artykuły, pochodzi od Feli i Zgibka
** strona nie działa, Pan się chyba ukrywa, tyle ma zamówień, służę kontaktem
***nad kolorem to ja jeszcze popracuję, wykorzystam w tym celu słupy
*mieszkaniec lub podróżny w zagranicznym mieście, który kupuje i przywozi niedostępne w kraju artykuły, pochodzi od Feli i Zgibka
** strona nie działa, Pan się chyba ukrywa, tyle ma zamówień, służę kontaktem
***nad kolorem to ja jeszcze popracuję, wykorzystam w tym celu słupy
****zakupione w nieistniejącym już dziś WTC, stąd owiane legendą

-100g mąki pszennej
-75g mąki kukurydzianej
-65g cukru trzcinowego
-50g mielonych migdałów
-25g masła pistacjowego (utartych w moździerzu niesolonych pistacji)
-90g masła
-1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
Z podanych składników zagniotłam jednolite ciasto, to znaczy mikser zagniótł. Gdyby było za suche dodać łyżkę mleka lub wody. Zawinęłam w folię i schłodziłam. Zimne rozwałkowałam i wycięłam ciastka. Piekłam w temperaturze 150 st. C z termoobiegiem przed 15 minut.
Ciastka są bardzo kruche, więc ludzikom łatwo odpadają nogi i głowy. Szybko upycham w buzi naderwane kończyny, bo pycha. A zielone ciastka były tutaj.
Zielonkawe kruche ciasteczka
-100g mąki pszennej
-75g mąki kukurydzianej
-65g cukru trzcinowego
-50g mielonych migdałów
-25g masła pistacjowego (utartych w moździerzu niesolonych pistacji)
-90g masła
-1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
Z podanych składników zagniotłam jednolite ciasto, to znaczy mikser zagniótł. Gdyby było za suche dodać łyżkę mleka lub wody. Zawinęłam w folię i schłodziłam. Zimne rozwałkowałam i wycięłam ciastka. Piekłam w temperaturze 150 st. C z termoobiegiem przed 15 minut.
Ciastka są bardzo kruche, więc ludzikom łatwo odpadają nogi i głowy. Szybko upycham w buzi naderwane kończyny, bo pycha. A zielone ciastka były tutaj.



