Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obiad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obiad. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 września 2014

A co do pudełka? Słone ciasto z różnościami

Nie stanęłam jak dotąd przed problemem jak wykarmić niejadka. I patrząc na błysk w oku pędraka na widok produktów spożywczych, nic nie wskazuje  na to, że stanę. Chociaż wszystko się może zmienić. Tym, którzy borykają się z problemem, serdecznie polecam książkę Jespera Juula "Uśmiechnij się! Siadamy do stołu", chyba   kwintesencję moich prywatnych i gabinetowych przemyśleń o trudnościach z jedzeniem. No, z jednym małym wyjątkiem. 
Jednak zanim uda wam się, zaprosić dziecię do stołu, moja propozycja do lunchowego pudełka dla szkolniaka, który nie cierpi kanapek. Słone ciasto z dodatkami. Moje było w wersji dla korpoludka, więc z grzybami, które możecie zastąpić podprażonymi na suchej patelni orzechami, suszonymi figami lub śliwkami, dowolnym twardym lub półtwardym serem, podgotowanymi warzywami, a nawet kawałkami dobrej wędliny. Zestaw dodatków jest dowolny. Ruszcie głową mamy! Spytajcie dziecko o zdanie. A nawet zaproście do wspólnego pieczenia. Zamiast ciasta upieczcie babeczki, łatwiejsze do trzymania w małej ręce! 
 Słone ciasto z karmelizowanymi szalotkami, grzybami i zieleniną

Przepis na ciasto bazę proporcje do 500g keksówki lub na 12-15 babeczek/muffinów

- 250g mąki typ 500 lub orkiszowej chlebowej
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 4 jajka
- 1 łyżeczka soli  (lub mniej jeśli dajecie słone dodatki)
- 150 ml maślanki lub jogurtu
- 150 ml oliwy
- pieprz do smaku

dodatki:

-5 karmelizowanych (smażonych na łyżce masła i łyżeczce miodu, aż będą złote) szalotek, po ostudzeniu podzielonych na listki, 100g serka koziego i bryndzy, łyżeczka listków tymianków, garść liści musztardowca, 100g podduszonych na maśle podgrzybków

albo

-100g suszonych śliwek, 100g rolady koziej w kawałkach, garść siekanego szczypiorku, 80g siekanych orzechów włoskich

-100g fety, solidna garść liści szpinaku, garść orzeszków pini

-100g suszonych moreli, kawałki pieczonego kurczaka, garść pistacji


i tak dalej

W misce ubijamy jajka na białą, gęstą masę. Dodajemy stopniowo tłuszcz wymieszany z maślanką/jogurtem. Na koniec dosypujemy stopniowo mąkę zmieszaną z proszkiem, solą i pieprzem. Na koniec wystarczy delikatnie wmieszać dodatki. Całość przelewamy do wyłożonej papierem foremki lub foremek wyłożonych papilotkami. Pieczemy w 180 st.C przez 30-40 minut, babeczki 20-25 minut. Moje ciasto popękało straszliwie, z powodu utrudnienia w postaci dziecka na biodrze: sypnęło się za dużo proszku i piekarnik był za zimny, gdy wstawiałam. zwykle tak się nie dzieje.

środa, 9 listopada 2011

Jarmuż na dwa sposoby.

Gdy oglądam jesienne stragany, oczy śmieją mi się na sam widok. Produkty, które jeszcze jakiś czas temu znałam tylko z zagranicznych, książek i artykułów ładuję szczęśliwa do rowerowej sakwy. Mamy tu dynię piżmową Butternut, arugule, karczochy i nawet te piękne białe bakłażany.

Gdy oglądam jesienne stragany, czegoś mi jednak brak. Lubię nowinki i zagraniczne cuda, ale mam wrażenie, że zbyt łatwo przyjmujemy obce mody. Z łatwością równą tej, z jaką zapominamy o rodzimych przysmakach. Gdzie podziały się stare odmiany jabłek: te wszystkie koksy i kronselki? Irgę i irysa zastąpiły jakieś amerykany. Próżno szukać stosów brukwi, skorzonery czy jarmużu.

Gdy oglądam jesienne stragany, to chciałbym widzieć więcej polskich warzyw. Dlaczego muszę kupować skorzonerę pochodzącą z Niemiec, a po brukiew jeździć aż do Sopotu (i dodam, że nie mieszkam w Trójmieście). Oczywiście dla chcącego nic trudnego, ale przyznacie, że bywa to kłopotliwe. No i zawsze pozostaje własna uprawa. W tym roku jeszcze nie, ale od czego są blogowe znajomości. Ptasiu dziękuję za siatkę jarmużu. Oto co z niego zrobiłam.

Portugalska zupa z jarmużem
Caldo Verde

Przepis to moja kompilacja różnych dostępnych receptur. Ta zupa to nic wielkiego. prosta, szybka, ale naprawdę pyszna.

-1kg ziemniaków
-300g jarmużu ( łodygi usunięte)
-1 cebula, posiekana
-1 ząbek czosnku, drobno krojony
- 1/2 czerwonego chili, drobno siekane
-1 mała kiełbasa chorizo lub z braku węgierska kiełbasa paprykowa (długo dojrzewająca) pokrojona na plasterki,
-1l rosołu, bulionu warzywnego
-3 łyżki oliwy
- sól, pieprz

Ziemniaki obrałam i pokroiłam w kostkę. Gotowałam w bulionie około 15 minut, po tym czasie wrzuciłam posiekany jarmuż. W tym czasie na oliwie zeszkliłam posiekaną cebulę przez 5 minut, dodałam czosnek i chili, smażyłam 2 minuty. Wrzuciłam do zupy wraz z plasterkami kiełbasy. Gotowałam 10 minut. doprawiłam solą i pieprzem.

Kolejny przepis pochodzi z książki The New Spanish Table Anyi von Bremzen, I przyznam Wam się, że miałam co do niej mieszane uczucia. Bo choć autorka pisze dla Food & Wine i jest laureatką James Beard Award, to książka w pierwszej chwili mnie odrzuciła. I nie pomogła zachęta Ferrana Adrii na okładce, w końcu nie wiadomo nigdy ile za to dostał. Dość, że książka wygląda jak przewodnik Wiedzy i Życia po Hiszpanii, a tych jako miłośniczka Lonely Planet nie cierpię. Te wszystkie rameczki, czcionki i wszystkie kolory tęczy. I zdjęcia nie wiadomo czego, zamiast solidnej patelni z paellą. Jednym słowem przewodnik dla Amerykanów z Zachodniego Wybrzeża, łzy, rozczarowanie i dlaczego Ty zawsze wierzysz tym opiniom na Amzonie. I cholera wiecie co? Ta książka jest niezła. Co przepis to dobry. Obiad czy deser, pamiętacie ten tu, wszystko znika z talerzy. Nie jest to klasyka hiszpańskiej kuchni. Pani von Bremzen podróżowała po Półwyspie i wyciągała przepisy od hiszpańskich szefów Kuchni. Mamy tu tradycję przemieszaną z nowoczesnością. Dużo prostych jednogarnkowych dań, po przymknięciu oka na grafikę, przejrzysty układ rozdziałów. Trochę anegdotek i opisów lokali. Nie ma zdjęć wszystkich potraw, ale od czego jest wyobraźnia. W sumie: polecam!

Zapiekanka z ziemniaków i jarmużu
Trinxat de la cerdanya

-600g ziemniaków, obranych pokrojonych w kostkę
-300g jarmużu, twarde łodygi usunięte, posiekany
-sól
-pieprz
-3 łyżki oliwy
-50g pancetty w plasterkach, drobno posiekanej, może być chudy boczek
-2 ząbki czosnku, posiekane

Ziemniaki gotujemy przez 15 minut w osolonej wodzie, dodajemy do nich jarmuż i gotujemy kolejne 1o minut. Odcedzamy dobrze i przekładamy do miski. Niedbale tłuczemy. Na łyżce oliwy smażymy pancette przez minutę, dodajemy cebulę i szklimy 5 minut. Dodajemy czosnek i smażymy 2 minuty. Całość łączymy z masą ziemniaczaną, mieszamy. Naczynie do zapiekanie smarujemy oliwą i wykładamy masę ziemniaczaną, wierzch smarujemy też oliwą. zapiekamy 15 minut w temp. 180 st.C

Update: W moim sklepiku eko jest jarmuż kurka! I to wcale niedrogo jak na sklepik eko.

poniedziałek, 12 września 2011

Podgrzybek w misce i na talerzu

Robicie listy? No wiecie, takie osobiste rankingi, wyliczanki. 10 ulubionych filmów, 20 niezbędnych ubrań tej jesieni, 15 ukochanych książek... Jak byłam młodsza na ostatniej stronie pamiętnika miałam takie podsumowania. Niestety wraz z dorosłością zastąpiły je zestawienia typu 7 niecierpiących spraw w urzędzie, 30 obowiązków do wypełnienia. Dwie jednak nadal pielęgnuję i uzupełniam na bieżąco. W głowie. Czynności kontemplacyjne to druga z nich. A zbieranie grzybów to jedna z takich czynności.
Pokolenia leśników wyposażyły mnie w niezwykłą (jak na moją niezdarną osobę) właściwość: nigdy nie gubię się w lesie. Oczywiście pod warunkiem, że jestem sama i nie gadam jak najęta. Wtedy zawsze wiem ile razy obróciłam się o 360 stopni i bezbłędnie znajduje drogę do domu, nawet jeśli to tylko dom marzeń. Godzinami chodzę po miękkim mchu, przeskakuję parowy, trzaskam stąpając po gałązkach i zbieram myśli. Ani się spostrzegę a koszyk wypełniają brązowe kapelusze, podgrzybka. Dla mnie grzybka nad grzybki.

Polenta z grzybami na trzy sposoby
Saveurs cooks

-1 niepełna szklanka polenty ( grubej kaszy kukurydzianej), listek laurowy, 1/2 łyżeczki soli, łyżka oliwy
-250g plus osiem ładnych, małych grzybów leśnych
-6 łyżek oliwy z pierwszego tłoczenia
-1/4 szklanki cieniutkich plasterków parmezanu
-1 ząbek czosnku, siekany
- 2 drobniutko krojone szalotki
-gałązka natki pietruszki, siekana
-1/4 szklanki białego, wytrawnego wina
-sól i świeżo mielony pieprz
-listki mięty do przybrania

Polenta: Do garnka wlewamy 3,5 szklanki wody, wrzucamy listek, sól i polentę. Mieszamy. Doprowadzamy do wrzenia, dodajemy łyżkę oliwy. Redukujemy płomień i gotujemy około 40 minut często mieszając. Gęstą masę wylewamy do prostokątnej formy, wygładzamy powierzchnię i czekamy, aż ostygnie. Kroimy na kwadraty, które opiekamy na grillu po 2 minuty z każdej strony.

Grzyby I: Na patelni rozgrzewamy 2 łyżki oliwy, 4 grzyby kroimy na plastry wzdłuż. I smażymy na złoto-brązowo, około 2 minuty.Doprawiamy solą i pieprzem i układamy w naczyniu żaroodpornym, na wierzch układamy ser i zapiekamy pięć minut w temp. 150 st.C

Grzyby II: 4 grzyby kroimy na połówki wzdłuż. Na tej samej patelni rozgrzewamy 2 łyżki oliwy, dodajemy siekany czosnek i grzyby. Smażymy, aż przekrojone powierzchnie będę lekko skarmelizowane.

Grzyby III: Kroimy grzyby na plastry. Pozostałą oliwę rozgrzewamy na patelni, dodajemy szalotki i dusimy 2 minuty. Dodajemy grzyby i dusimy kolejne 5 minut. Wrzucamy pietruszkę i wino, gotujemy 3 minuty. Doprawiamy solą i pieprzem.

Podajemy polentę otoczoną grzybami i posypaną miętą. na obiad do lunchowego pudełka.


Krem z grzybów

-600g podgrzybków
-2 suszone prawdziwki
-1 łyżka masła
-3 łyżki oliwy
- 2 ząbki czosnku
-2 listki szałwi, mała garstka listków tymianku
-1 cebula
-1l bulionu z resztek eko-kurczaka wg J. Child
-1/2 szklanki białego wina
-sól, pieprz
-ew. natka pietruszki i listki różnych tymianków do przybrania
-mleko spienione jak do latte

Bulion zrobiłam tak jak tutaj, wykorzystałam w tym celu resztki i kości eko-kurczaka, o którym następnym razem. Świeże grzyby oczyściłam, odłożyłam kilka małych na potem, resztę pokroiłam na plasterki.Prawdziwki zalałam 1/2 szklanki wody i odstawiłam na 30 minut. W żeliwnym garnku rozgrzałam masło i 2 łyżki oliwy, wrzuciłam siekane: 1 ząbek czosnku i cebulę, zeszkliłam. Dodałam grzyby i smażyłam około 10 minut. Dodałam wino i pozwoliłam by zabulgotało. Dodałam prawdziwki z wodą, bulion, tymianek, sól i pieprz. Gotowałam około 50 minut. W tym czasie grzybki, które odłożyłam przekroiłam na pół wzdłuż. Mieszałam z pastą zrobioną z odrobiny soli, pieprzu, rozgniecionym ząbkiem czosnku, tymiankiem i pozostałą oliwą. Rozłożyłam na blasze i piekłam około 10 minut w mocno nagrzanym piekarniku. Zupę zmiksowałam na krem. Podałam z mleczną piankę, pieczonymi grzybkami, świeżymi ziołami i grzankami domowego chleba.

I jeszcze wspomnienie 101 jajecznic z kurkami. Wspomnienie lata. A gdyby tak zachować je do grudnia? Jajecznica z kurkami w środku zimy? Popatrzcie to proste!

Kurki w soli na zimową jajecznice

-500g kurek samodzielnie zebranych
-łyżka soli morskiej

Kurki czyścimy i gotujemy w wozie z solą 10 minut. Przekładamy do czystych, wyparzonych słoików, zakręcamy i ponownie gotujemy w słoikach około 15 minut. Zimą obgotowujemy w wodzie, by pozbyć się ewentualnego nadmiaru soli. Suszymy. Takie grzybki można użyć do zupy, tarty, zapiekanki i legendarnej jajecznicy. Mina ukochanego, gdy podajecie mu takie śniadanie do łóżka, bezcenna!

A dla ciekawych postępów: formy na fundamenty. Czy nie są w sam raz do zabawy w komórki do wynajęcia? W każdym razie sprawdzają się świetnie jako schowek na żonę przed tymi wszystkimi: A mogłabyś mi tu potrzymać?!

środa, 18 sierpnia 2010

Rowerem przez Niemcy część III



Rano stoczyłam wyścig z pewną Niemką do kempingowej pralki, a jak wiemy potrafię się wślizgnąć w każdą dziurę. Przemknęłam jej pod pachą i już nasze przemoczone ubrania wirowały w wielkim Elektroluksie. Po chwili okazało się, że moja wygrana była nieuczciwa, Niemka zamówiła sobie pranie już wczoraj. Ale co wiruje, tego się nie psuje i po dwóch godzinach z sakwami wypełnionymi czystym i suchym dobrem śmigaliśmy przed siebie. Koblencji nie poświęciliśmy wiele uwagi, choć jest to miłe miasto. Zwłaszcza ujście Renu do Mozeli prezentuje się malowniczo z wielgaśnym pomnikiem Wilhelma I, spod którego kursują jedna za drugą kolejki na pobliskie wzgórze. A jako dawna Lululanka Mozelę darzę sentymentem. Jeszcze przystanek w sklepie rowerowym, gdzie On wrrr zakupił rowerowe spodenki, Bo to siodełko tak gniecie i tyle. Droga do Ems wiodła nad rzeką. Po drodze mijali nas rowerzyści. Powoli przestali mnie dziwić żylaści osiemdziesięciolatkowie i dzieciaki z osakwionym rowerem. Na szlaku spotkać można było nawet pana na wózku inwalidzkim z łańcuchowym napędem, sakwami i dwoma chłopaczkami na rowerach.
Po drodze mijaliśmy kolejne nadrzeczne miejscowości, o których zbliżaniu nieodmiennie informowali nas biegacze, państwo z wózkami, a nawet z balkonikami na drodze. Wszyscy grzecznie ustępowali rowerzystom. Przyzwyczaiłam się do widoku psiarzy, którzy już z daleka przytrzymują swoje czworonożne pociechy. Przyzwyczaiłam się też do gładkiej, asfaltowej nawierzchni i oznakowań rowerowych szlaków. W miastach rowerowa dróżka przechodziła zwykle w wydzielony dla rowerów pas lub przystosowany chodnik. Ja się pytam, czemu tak nie może być u mnie w kraju? Ems choć ładnie położone, mocno nas rozczarowało. Żadnych soli w szklanych fiolkach, ani pijalni życiodajnych cieczy. Być może nie trafiliśmy tam gdzie trzeba. Samo miasteczko malowniczo położone wśród gór z mnóstwem kamieniczek z pruskiego muru, ale takich miasteczek mijaliśmy po drodze mnóstwo, w co ładniejszych zatrzymując się na kawę i ... lody wiadomo z czym. Na moje zachwyty pruskim murem, On nie omieszkał wyłożyć mi wad tego systemu budownictwa, siedzi teraz w literaturze budowniczej. Pochłonięty jest systemami izolacji i ekologicznych systemów grzewczych. Było coś o właściwościach izolacyjnych drewna i muru, że się różnią. Zawiłe i długie, ale wniosek: nie budujemy z pruskiego muru. A Wy zrobicie jak chcecie. Niemniej domki prezentowały się bajkowo, zwłaszcza, że z upływem czasu były zwyczajnie krzywe.
Za Ems droga zbaczała niekiedy z nadrzecznego szklaku i biegła przez pola, wzgórza. Kilkukilometrowe podjazdy, nawet On nazywał morderczymi, chociaż dużo rzadziej niż ja. Phi, w Tour de Pologne są całe górskie odcinki, a w Paryż -Roubaix to jeszcze po bruku. Mnie nadludzki wysiłek rekompensował widok z góry. Noc spędziliśmy pod pięknym Diez, gdzie zrobiłam Mu iście włoską awanturę za to, że zgubił mnie po drodze. Jak się okazało zrobiłam ją pod nosem pewnej Polki, która zmywała garnki w kempingowym ogródku piwnym. I tak upływały dni, a każdego na liczniku pojawiała się kolejna setka. Powoli przyzwyczaiłam się do takiego tempa. Z nad Renu dróżka przeniosła się nad Lahn, prawy dopływ Renu. Rzeka mniejsza, o bardziej górskim charakterze. Nadal spotykaliśmy licznych rowerzystów, a barki zastąpili żwawi kajakarze. Były też winnice. Jak się szybko przekonałam, na jednym kieliszku mogę jechać, w żadnym razie nie powiela tego przykładu, zatrzymywaliśmy się w regionalnych winnicach i piliśmy tanie jak barszcz wina. Jedyny żal jaki w nas narastał, to to, że nie możemy sobie wyładować sakw butelkami.
Ludzie na nasz widok i wiadomość, że jesteśmy z Polski i nie, nie pracujemy w Niemczech, ożywiali się i ucinali z nim gadki szmatki. Ja robię się w przygodnych kontaktach prawdziwie gburliwa, więc tylko słuchałam. A więc słuchałam: O ja w 59 to pojechałem z Kolonii do Londynu, byłem wtedy w waszym wieku. To ile ten pan miał lat? On myślał, że my mamy dwadzieścia. Nie było wtedy ścieżek rowerowych. A z powrotem skasowałem w wypadku rower i wracałem pociągiem. A w 70 to byłem na kajakach w Polsce. A w tym to miałem też jechać do Polski, ale te powodzie. Inni towarzyszyli nam przez wiele kilometrów, jadąc koło w koło. Wspominali młodość i czasy, kiedy jeździli bez silniczka w rowerze. Nikt nie dziwił się, że planujemy przejechać 1000km na rowerach. Mijaliśmy kolejne ładne i mniej miasteczka: Giessen, Homberg, uniwerstycki Marburg z górującym nad miastem zamczyskiem, Alsfeld...
Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie wstępowali do napotkanych piekarni. Niestety niewielu Niemców mówi po angielsku, ale wizyta w spożywczaku i roggen, weizen, dinkel, hafer przestały być dla nas pojęciami z kosmosu. Mało tego pruliśmy wzdłuż szumiących pól orkiszu, a On ofiarował mi bukiet pięciu zbóż. Kolejne dwa dni pogoda była pod psem, co i w nas powodowało psie humory. A rower nie lubi złych właścicieli. On złapał dwie gumy, a mi popsuły się przerzutki. Za to w wilgotnych nastrojach jedliśmy najlepszy chleb świata, niestety znowu zapomniałam gdzie.
Stan licznika 300-400-500. Cel przed siebie do Berlina.

A na koniec przepis, bo to w końcu kulinarny blog. Przepis ni z gruchy ni z pietruchy. Mam tu swój zamysł. Marysiu oto propozycje bez mąki pszennej. Gryczane placki na słodko i obiadowo. Jeden przepis od Trufli, drugi od Leparda.

Placki gryczano-orkiszowe z syropem z agawy

-1 płaska łyżeczka suszonych drożdży
-1/2 szklanka mąki gryczanej
-3 łyżeczki syropu z agawy (lub miodu)
-1szklanka mleka +2-3 łyżki (sojowego lub krowiego, wg uznania)
-1 szczypta świeżo zmielonego pieprzu lub imbiru (dodałam pieprz)
-1 szczypta soli
-1/2 szklanki mąki orkiszowej
-1szczypta kurkumy

Wszystkie składniki wymieszać w podanej kolejności, przykryć folią i wstawić na noc do lodówki, (jeśli rano ciasto okaże się za gęste, dodać 2-3 łyżki mleka) lub na ok. 1 godz. w ciepłe miejsce.
Smażyć na niewielkiej ilości oleju roślinnego.
My jedliśmy z sosem malinowym ( maliny smażone do rozpadnięcia w syropie z agawy) i syropem z Daktyli (smakołyk z Omanu)

Placki gryczane

Dan Lepard
-50g (3 łyżki) wrzątku
-50g 91/3 szklanki) kaszy gryczanej (palonej czyli zwykłej)
-125g zimnej wody (1/2 szklanki)
-1/2 łyżeczki świeżych drożdży
-100g mąki gryczanej (1 szklanka)
-1/2 łyżeczki soli
-175g zimnego mleka (3/4 szklanki)
- olej, masło do smażenia

Kaszę zalewamy w miseczce wrzątkiem i mieszamy. Po chwili wlewamy zimną wodę, dodajemy drożdże i mieszamy. Dodajemy mąkę gryczaną, mieszamy. Na końcu wsypujemy sól. Zakrywamy i odstawiamy na 1 i 1/2 godziny. Po tym czasie powinny pojawić się bąbelki. Wlewamy mleko, mieszamy. Rozgrzewamy patelnię z tłuszczem i wylewamy po chochelce ciasta na patelnię. Smażymy placki po minucie z każdej strony. Dobre jako dodatek do kwaśnego mleka, sosu pieczarkowego lub wyrazistej sałatki.

środa, 19 maja 2010

Kolorowy. Tort naleśnikowy.

Ostatnio za oknem buro, chmurzaście, deszcz. Do czerwonej torby w żółto-niebieskie smoki, obok pudełka z lunchem, parasolki i książki, wciskam baleriny. Na krzywiące się na wilgoć stopy wciągam kalosze. Zamiast butelki z wodą wrzucam imbir i cytrynę. Zrobię sobie w pracy rozgrzewającą herbatę. Po drodze chlapie i chlupie. Jutro założę czapkę, myślę motając mocniej szal. W kałużach topią się płatki z drzew, spłoszone jakby spadły nie w porę. W pracy smutne i przestraszone twarze oświetlam sobie lampą zamiast dnia. Wsuwam naleśniki jak różowe okulary. Robię sobie obiadowy tort.

Różowe naleśniki
-200ml mleka
-200g mąki
-2 jajka
-jeden mały młody burak
-4-5 łyżek owdy
-szczypta soli
-szczypta cukru
-2 łyżki oleju

Buraka ścieramy na tarce o najmniejszych oczkach.Wszystkie składniki oprócz oleju miksujemy na gładkie ciasto. Zostawiamy je na 20 minut, aby odpoczęło. Wlewamy olej. Mieszamy. Rozgrzewamy małą patelnię. Smarujemy ją cienką warstewka oleju smażymy pierwszego naleśnika z jednej strony. Do smażenia kolejnych nie natłuszczamy już patelni. Olej w naleśnikowym cieście wystarczy. Smażymy naleśniki, aż do wyczerpania ciasta.

Nadzienie szpinakowe

-600g szpinaku
-pół pęczka małej botwinki
-natka, szczypiorek, bazylia
-cebula
-2-3 ząbki czosnku
-kilka łyżek twarogu
-mały kawałek gorgonzoli lub innego sera z niebiesko-zieloną pleśnią
-przyprawy: cayenne, pieprz biały, sól, gałka muszkatołowa
-2-3 łyżki oliwy
-jajko

Cebulę i czosnek poszatkowałam i zeszkliłam na oliwie. Wrzuciłam umyty i poszatkowany szpinak oraz botwinkę. Dusiłam z kwadrans. Wrzuciłam zioła, doprawiłam. Dodałam sery i żółtko. Na koniec już po zdjęciu z ognia pianę z białka.

Naleśnikowy tort z orzechowym sosem

Naleśniki przekładałam nadzieniem jak tort, posypałam parmezanem i zapiekłam w 180 st. C przez 30 minut. Zapieczone podałam z sosem orzechowym. Zniknęły zanim zrobiłam zdjęcie.

Sos orzechowy
-śmietana
-dwie garście orzechów włoskich
-2 ząbki czosnku
-sól, pieprz, gałka muszkatołowa
-łyżka masła

Orzechy zmieliłam na grubo w melakserze. Czosnek przepuściłam przez praskę. W rondlu roztopiłam masło. Wrzuciłam czosnek i orzechy. Smażyłam, aż zapach wypełnił dom. Wlałam śmietanę, wymieszałam i doprawiłam. Polewałam kawałki naleśnikowego tortu.

niedziela, 28 marca 2010

Buraka strata. Cebula.


Burak stroni od cebuli,
A cebula don się czuli:
"Mój buraku mój czerwony,

Czy byś nie chciał takiej
żony?"
Burak tyko nos zatyka:

"Niech no pani prędzej zmyka,
Ja chce żonę mieć buraczą,
Bo od pani wszyscy płaczą".

Chodzi dziś ze mną opowieść pacjenta. Historia jakich wiele. Kto z nas nie był tu kiedyś bohaterem. Jemu spodobała się dziewczyna. On jej nie. Chciał się umówić. Wykręciła się nauka. Próbował znowu. Miała ważne zaliczenie. Jeszcze raz się odważył. I znowu usłyszał, ze nie, tego dnia. Zadzwoni jak czas będzie miała. On czeka. Traci nadzieje. Wątpi w miłość. Jak mu powiedzieć, ze przyjdzie i na niego pora, ze nie ona jedna. Ze kiedyś będzie się z tego śmiać. Jak mu powiedzieć, ze ten który wychodzi naprzeciw jest wygrany. Traci kto odrzuca. Tak, tak. Spójrzcie tylko na cebule!
A buraka strata.

Karmelizowane nadziewane cebule

Mehshi Basal
Poopa Dweck

-3 duże cebule
-500 g nadzienia
-3 łyzki pasty tamaryndowej (lub tamaryndowca rozprowadzonego w malej iloci wody)
-2 łyżki soku wycinietego z cytryny
-1 łyżeczka soli
-1 łyżeczka cukru

Nadzienie:
-500g mielonej wołowiny (lub kowałek karku wołowego do zmielenia)
- 1/3 szklanki białego, krotko ziarnistego ryżu
-1 łyżeczka mielonego ziela angielskiego
-2 łyżki oleju
-1 łyżeczka cynamonu
-1 łyżeczka soli
-1/4 łyżeczki białego, mielonego pieprzu
-1 cebula drobno pokrojona
-1 szklanka orzeszków piniowych (ja dałam siekanych migdałow)
(-garsc rodzynek)

Ryz zalać woda i moczyć przez 30 minut. Odsaczyc. W misce wymieszać mieso, ryz, cebule, orzechy, rodzynki i przyprawy. Nadmiar mozna zamrozić lub przeznaczyć o nadziania innych warzyw.

Cebule obrac i naciac wzdłuż do polowy. Włozyc cebule do garnka, zalc woda. Doprowadzić do wrzenia, zmniejszyć ogień i gotować przez 20 minut. Wyjąc z wody i poczekać az wystygną. Potem delikatnie rozdzielić poszczególne warstwy. Kazda warstwe nadziewac kulka nadzienia i zwijac. Zwinięte, nadziane cebule ulozyc scisle w garnku, ktory potem mozna wlozyc do piekarnika. W miseczce wymieszać paste z tamaryndowca, sok z cytryny i przyprawy ze szklanka wody. Zalać tym cebule. Garnek postawic na kuchence i doprowadzic do wrzenia. Zmniejszyć ogien i gotować na malym ogniu przez 30 minut. Po tym czasie wlozyc do piekarnika nagrzanego do 170 st. C i zapiekac przez godzine.

Pyszne! Cos mi szwankuje i alt i słownik. Stad braki w polskich znakach. A on w rozjazdach.

środa, 3 marca 2010

Julia Child bez komplikacji. Zapiekane pory.


Nie wiem skąd wzięło się przekonanie, że przepisy Julii Child są pracochłonne i skomplikowane. Co i rusz otwieram jej książkę i trafiam na coś, co w zasadzie nie potrzebuje przepisu. Fakt, Julia Child nawet najprostszy przepis potrafi ciągnąć przez dwie strony. To pewnie dlatego, że w składzie podaje rodzaj garnków, które należy użyć. Lubię podejść na poważnie do prostych, oklepanych dań. Lubię podążać za Julią. Krok po kroku robią co każe. No może czasem zmniejszam ilość słynnego masła. I wiecie co? Ona ma nosa! Nawet zwykle zapiekane pory w jej wydaniu smakują niebiańsko.

Pory zapiekane z serem
Poireaux Gratines au Fromage
DFSK Julia Child

-12 ładnych porów
-3-4 szklanki wody
-6 łyżek masła
-1/2 łyżeczki soli
-2-3 łyżki siekanej natki pietruszki
-duży garnek o grubym dnie z pokrywką
-płaska forma do zapiekania

oraz
-1/2 szklanki chlebowych okruchów i tartego parmezanu (lub samego sera Gruyere lub dowolna mieszanka powyższych trzech)
-3 łyżki roztopionego masła

Pory myjemy dokładnie: po ocięciu górnych, zwichrzonych liści, nacinamy zielone części wzdłuż i długo płuczemy pod bieżącą wodą. Odetnij nadmiar zieleniny, zostawiając około 18 cm łodygi.
Umyte pory układamy w trzech warstwach ciasno w garnku. Ja swoje jednak przecięłam, mój garnek nie jest tak duży. Wlej wodę do 2/3 wysokości garnka. Woda nie musi zakryć całkiem porów. Dodaj sól, a na wierzch połóż masło.
Doprowadź do wrzenia. Przykryj pokrywką, zostawiając część nieprzykrytą, aby para mogła uchodzić na zewnątrz. Gotuj około 30-40 minut. Większość wody powinna w tym czasie wyparować. pory w tym czasie zmiękną, ale nie powinny się rozpaść.
Pory przekładamy do naczynia do zapiekania. Wlewamy pozostały w garnku płyn. Zapiekamy przez 30 minut w piekarniku o temperaturze 165 st. C przykryte folią aluminiową. Wyciągamy.
Tuż przed podaniem nagrzewamy grill. Pory posypujemy serem zmieszanym z okruchami i polewamy rozpuszczonym masłem. Wkładamy pod grill na 2-3 minuty. Nie dłużej!
Posypujemy natką.
Podajemy.

wtorek, 29 grudnia 2009

Rozważania na temat ostrości. Kurczak Tai Bai.

Odkąd rozsmakowaliśmy się w azjatyckich kuchniach, mamy wiele przemyśleń na temat ostrości. Rozsmakowani, nauczyliśmy się rozróżniać kryjące się pod nią smaki. Indyjska jest aromatyczna, pieprzna i imbirowa, Pachnie i rozgrzewa przełyk. Tajska jest brutalna. Poraża i zaskakuje, długo zostaje na języku. Koreańska jest słodka i orzechowa, trwa tylko chwilkę. Chińska nie mija, przenika i rozsadza głowę. Jest oleista i jakby nadpsuta. Przez niektórych zwana znieczulająco ostrą. Wszystkie je uwielbiamy.

Kurczak Tai Bai
Fuchsia Dunlop* Land of plenty

Chińskie danie z kurczaka nazwane tak na cześć chińskiego poety Li Bai, który mieszkał w ósmym wieku w prowincji Syczuan. Jest to rozgrzewające potrawa z kurczaka, dymki i marynowanych papryczek chili zanurzonych w aromatycznym ostrym, pomarańczowym sosie. Danie łatwe do przyrządzenia i dużo łagodniejsze od innych z kuchni syczuańskiej, jednej z ostrzejszych kuchni chińskich. Uważać trzeba jedynie, aby nie spalić przypraw.

Składniki:
-około 1/2 kg nóżek i udek z kurczaka
-1/2 szklanki oleju z orzeszków ziemnych
-mała garść czerwonych, suszonych chili (ostrych, ale nie ekstremalnie)
-4 papryczki chili, piklowane i ewentualnie łyżka pasty z chili.
-5 małych dymek z kawałkiem zielonej części
-1 szklanka bulionu z kurczaka
-1 łyżka wina ryżowego lub wytrawnego sherry
-1 i 1/2 łyżeczki ciemnego, chińskiego sosu sojowego
-1 łyżeczka pieprzu syczuańskiego
-1 i 1/4 łyżeczki cukru
-3/4 łyżeczki soli
-2 szczypty mielonego, białego pieprzu
-1-2 łyżeczki oleju sezamowego


Kurczaka pokroił na 5 cm kawałki wraz z kostkami. Przygotował woka to znaczy rozgrzał go do bardzo wysokiej temperatury, wlał łyżkę oleju i jak zaczęło dymić, a ja zaczęłam krzyczeć, wylał i przetarł woka ściereczką. Dopiero teraz wlał olej z przepisu, rozgrzał go porządnie. Wrzucił połowę kurczaka i smażył pzrez minutę, aż będzie biały, ale nie chrupiacy. Wyłozył mięso na talerz. usmazył podobnie pozostałe kawałki kurczaka.
Trzy łyżki oleju odlał do miseczki. Ogień pod wokiem zmniejszył na średni. Wrzucił suszone chili i smazył, aż ich zapach zaczął unosić się po kuchni, a ja zaczęłam nerwowo kaszleć. Dodał piklowane chili i pastę. Smazył, az olej nabrał ładnej czerwonawej barwy. Wrzucił grupo pokrojone białe części dymek i smażył kolejne 20 sekund.
Teraz dodał bulion, kurczaka, wino ryżowe, sos sojowy oraz przyprawy. Zagotował i dalej dusił na małym ogniu przez 20 minut, mieszając od czasu do czasu. Gdy bulion sie wygotował, usunął pałeczkami suszone chili i dymki. Wyrzucił. Dodał zielone częsci dymek, zamieszał. podał skropione olejem sezamowym z ryżem.
Świetne!
Fuchsia Dunlop brytyjska sinolożka, która wspaniale pisze o chińskiej kulturze i kuchni. Polecam jej bloga. I książkę, z kórej pochodzi przepis. I jego jako kucharza.

niedziela, 27 grudnia 2009

Pastelitos nie pastelitos. Strzał w dziesiątkę.

Soczewicę uwielbiam odkąd ciocia Teresa przyniosła na Wigilię miskę soczewicowych pierogów. Wcześniej kojarzyła mi się z Kopciuszkiem i tą całą grzebaniną w popiele. Cóż to było za odkrycie. Przez jakiś czas robiłam z nią wszystko. Dziś mam swoje soczewicowe hity. Z czerwonej robię zupy i pasty, z zielonej pasztety. Brązowa i czarna? Lubię zastępować soczewicą mielone mięso: pasztety, kotlety, chili con soczewica ;-), pastelitos. Przepis na dominikańskie pierożki z ostatniego numeru miesięcznika "Kuchnia". W wydaniu wegetariańskim. Pyszności.

Dominikańskie pierożki z soczewicą

Robiłam z połowy porcji, wyszło mi około 30-40 pierogów

Ciasto:
-500g mąki (u mnie pełnoziarnista Lubella)
-3/4 szklanki wody
-2 łyżeczki soli
-2 żółtka
-60g masła
-1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

Nadzienie:
-300g suchej czarnej lub brązowej soczewicy, ugotowanej do miękkości w 2-3 szklankach lekko osolonej wody
-1 cebula, posiekana
-4 ząbki czosnku, pokrojone drobno
-1 łyżka siekanej natki
-2 łyżeczki soli (nie dałam)
-pieprz, oregano do smaku
-1 łyżeczka sosu Worcestershire
-2 łyżeczki octu winnego
-2 łyżki oleju sojowego
-2 łyżki koncentratu pomidorowego (dałam miąższ z dwóch pomidorów)
-1 łyżka kaparów
-1 łyżka posiekanych ogórków konserwowych (dałam kiszonych)
-2 łyżki rodzynek ( dałam dwa razy więcej)
-20 oliwek, posiekanych
-2 jajka na twardo, pokrojonych w kostkę

-olej do głębokiego smażenia

Na ciasto utarłam żółtka i masło w misce, dodałam mąkę, wodę, sól, proszek i wyrobiłam. Zawinęłam w folię i włożyłam do lodówki na 30 minut.
W rondlu rozgrzałam olej, wrzuciłam cebulę, czosnek, natkę, zeszkliłam. Dodałam soczewicę, przyprawy, chwilę smażyłam. Dodałam pomidora i nieco wody. Dusiłam na wolnym ogniu przez 25 minut. Dodałam kapary, rodzynki, ogórki i dusiłam dalsze 5 minut. Na koniec dałam jajko i oliwki. Wystudziłam.
Ciasto wałkowałam cienko i wycinałam krążki filiżanką do espresso. Na co drugi krążek kładłam kopiastą łyżkę farszu. Przykrywałam drugim krążkiem, zlepiałam brzegi i zgniatałam je widelcem.
Pierożki smażyłam na głębokim oleju po 2 minuty z każdej strony. Odsączałam na papierowym ręczniku i podawałam. Myślę, że można je też upiec. Na pewno jeszcze nie raz do nich wrócę.

wtorek, 15 grudnia 2009

Weeekndowa piekarnia #56 - zaproszenie

Cieszę się ogromnie, że po raz kolejny mogę Was zaprosić do WP. To już ostatnie wspólne pieczenie w tym roku, ale nie martwcie się. Margot, na pewno, już zaczęła sporządzać listę weekendowych piekarzy-gospodarzy na 2010 rok.
Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie miniony rok był wyjątkowo pracowity. Dużo upiekłam, dużo się nauczyłam, starałam się nie jeść wszystkiego. Czuję, że jestem już całkiem za pan brat z chlebowym ciastem. Nie panikuję, gdy mi się rozlewa. Nie lękam, że przyklei się do koszyka lub łopaty. Nie dosypuję nerwowo mąki, nie dolewam wody z szaleństwem w oku. Cierpliwie czekam, aż ciasto nabierze struktury. Wierzę w moc glutenu. Nauczyłam się też wyrzucać. Nie, nie jedzenie, o zgrozo, przenigdy. Zakwas. Wyrzucam, dokarmiam, wyrzucam, dokarmiam i dobrze mi z tym.
Tym razem jednak, nie będzie na zakwasie, choć będzie trzeba coś wyrzucić. A co to będzie? No właśnie.
Los chciał, że tydzień temu Polka wybrała przepis na Artos. Ten sam, który planowałam dziś zaproponować. Nie wiem jak to możliwe, że z kilku setek chlebowych receptur wybrała właśnie ten ;-). Chlebowa telepatia? A może po prostu pyszny, świąteczny chleb. Proponuję pozostać w świątecznej atmosferze i upiec: słodki chleb z szafranem o ciekawym kształcie i chlebowe prezenty z gruszką.
Jako że, za tydzień i chyba też za dwa nie będzie piekarni, Margot zgodziła się, by ta edycja potrwała dłużej. Można nadrobić zaległości. Można też upiec coś na Sylwestra. Mam dla Was taką sylwestrową propozycję: płaskie chlebki z ostrym nadzieniem. Przepis autorstwa J. Hamelmana, piekliśmy je na lekcjach z mistrzem. Chlebki są dobre też na drugi dzień, smaczne na zimno i na ciepło. I to nie pomyłka, one naprawdę nie mają drożdży. A więc chlebek w łapę i w tany. Zapraszam.

Słodki chleb z szafranem
Przepis z książki Dana Leparda The Art of Handmade Bread.

Jak zwykle w mojej edycji nie mogło zabraknąć chleba o dziwnym kształcie. A że chałki były całkiem niedawno, wybrałam ten prosty chleb. Ma lekko szafranową nutę, ładny kolor. I jest całkiem świąteczny. Możecie oczywiście zastąpić koryntki innymi drobnymi rodzynkami. Choć pewnie nie będzie to, to samo. Koryntki są malutkie i dość suche. Nie rozmiękają w cieście. Można je kupić w sklepach ze zdrową żywnością, dobrych delikatesach, a czasem w zwykłym sklepie.

Zaczyn:
-100g mleka w temp. pokojowej (około 90 ml)
-3/4 łyżeczki świeżych drożdży (1-2g)
-100 g mąki pszennej (około 3/4 szklanki)

W misce mieszamy mleko i drożdże, aż do całkowitego rozpuszczenia. Dodajemy mąkę i wyrabiamy na gładką masę.Odstawiamy pod przykryciem w ciepłe miejsce na godzinę. powinny być widoczne bąbelki.

Ciasto właściwe:
-12 nitek szafranu
-3/4 łyżki wrzątku
-250g mąki pszennej chlebowej
-2 łyżki drobnego cukru
-1/2 łyżeczki soli
-1 łyżka miękkiego masła
-150g mleka w pokojowej temperaturze
-cały zaczyn
-100g koryntek
-jajko do posmarowania

Szafran zalewamy wrzątkiem i zostawiamy na 10 minut.W dużej misce mieszamy mąkę, sól, cukier. Dodajemy masło w małych kawałeczkach i wcieramy w mąkę. W drugiej misce mieszamy mleko, wodę z odcedzonego szafranu i na koniec zaczyn. Mieszamy do uzyskania gładkiej konsystencji i dodajemy koryntki. Mieszamy zawartość obu misek i wyrabiamy gładkie ciasto. Powinno być miękkie i klejące. Wyrobione przykrywamy i odstawiamy na 10 minut. Po tym czasie wykładamy na blat i kilkukrotnie wyrabiamy w odstępach 10 minutowy (lub raz porządnie) odstawiamy do fermetacji na godzinę (lub półtorej wtedy po 45 minutach składamy).
Po tym czasie chwilę wyrabiamy, formujemy w długi wałek, który zwijamy w S i odkładamy do wyrastania na blasze na godzinę.
A tu zdjęcie chleba i podpowiedź jak go uformować.
Smarujemy jajkiem roztrzepanym z wodą. Pieczemy w temp 205 stopni przez 30 minut, a następnie 15-20 w 180 stopniach. Studzimy na kratce.

Chleby prezenty z gruszką
Essential's Sweet Perrin

Przepis pochodzi z mojej najnowszej książki, o której nie miałam jeszcze okazji napisać. Jest to zbiór przepisów z różnych amerykańskich piekarni. Przepis na ten chleb właściciel piekarni opracował z myślą o córce swojego wspólnika, nazwał go zresztą jej imieniem, Perrin. A że zbliżały się święta Bożego Narodzenia nadał mu formę prezentu. Ciasto jest bardzo miękkie i klejące, ale starajcie się nie dosypywać za dużo mąki. Zawinięcie w rafię może być nieco kłopotliwe, ale nie jest szczególnie trudne. W oryginale użyto przecieru gruszkowego, ale już autorka książki dodała gruszek ze słoiczka dla niemowląt. Tak zrobię i ja.

Proporcje na dwa półkilogramowe chlebki.
Czas potrzebny do ich otrzymania to 18 godzin, w tym półgodziny prawdziwej roboty.

Wieczorem na dzień przed pieczeniem przygotowujemy zaczyn i namoczkę.

Zaczyn:
-1/4 łyżeczki drożdży instatnt
-szklanka wody w temp. 40 st. C
-175 g mąki pszennej chlebowej
-175 g wody w temperaturze pokojowej

Drożdże wsypujemy do ciepłej wody, mieszamy i odczekujemy 5-10 minut. W tym czasie w misce mieszamy mąkę z wodą w temperaturze pokojowe, dodajemy dwie łyżki wody z drożdżami, mieszamy i odstawiamy pod przykryciem na 12 godzin. Resztę wody z drożdżami wylewamy!

Namoczka:
-17g połamanego ziarna żyta
-17 g wody

Mieszamy w miseczce i odstawiamy na noc.

Następnego dnia rano:
Ciasto właściwe:
-300g mąki pszennej chlebowej (lub mieszanki w proporcji 1:2 pszennej chlebowej i bardzo drobnej, odsianej pszennej razowej lub mąki high extraction)
-40g mąki pszennej razowej
-1/4 łyżeczki drożdży instant
-zaczyn
-namoczka
-120g letniej wody
-80g przecieru gruszkowego dla niemowląt ( nazywam je "gerberki")
-12g soli
-1/2 łyżeczki mielonego cynamonu)
-1/2 łyżeczki mielonego ziela angielskiego
-115g twardej gruszki pokrojonej w centymetrową kostkę
-60g suszonych fig pokrojonych w kostkę
-60g podprażonych orzechów laskowych, otartych ze skórki i przekrojonych na pół
-niebarwiona raffia ( do kupienia np. w empiku do wyszperania w szufladzie;-)

W misce mieszamy mąki, drożdże. Dodajemy zaczyn, namoczkę, wodę i przecier gruszkowy. Mieszamy do połączenia składników, przykrywamy i odstawiamy na 20-30 minut do autolizy.
Dodajemy sól, przyprawy i wyrabiamy na gładkie ciasto pięć minut przy pomocy miksera, ręką nieco dłużej. Ciasto będzie miękkie i lepkie. Dodajemy gruszkę, orzechy i figi i wyrabiamy, aż dobrze wymieszają się z ciastem. Zostawiamy ciasto w misce do fermentacji na 3 godziny. w tym czasie namaczamy raffię w zimnej wodzie.
Omączoną ręką wykładamy ciasto na oprószoną mąką stolnicę. dzielimy na dwie części. Z każdej formujemy kule i zostawiamy na piętnascie minut, by odpoczęło. Odgazowujemy, ponownie formujemy kule, wokół każdej zawijamy luźno raffię, jakbyśmy pakowały prezent, wiążemy na górze kokardkę. Odkładamy do wyrastania na papier do pieczenia. Przykrywamy wilgotną ściereczką i zostawiamy na półtorej godziny.
Na około 45 minut przed końcem wyrastania nagrzewany piekarnik z kamieniem do temperatury 190 st. c. A tuż przed włożeniem chleba do środka umieszczamy naczynie z gorącą wodą. Wyrośnięte chleby razem z papierem zsuwamy na kamień i peiczemy 40-45 minut. W połowie czasu pieczenia obracamy bochenki o 180 st. C.

Ten chleb to jednocześnie moja propozycja w akcji Cudawiankowej:



Hamelman's flatbreads

Płaskie chlebki z nadzieniem

Właściwie to nie wiem jak to przetłumaczyć. Bo nie są to chleby , ani pizza, ani też pity, a raczej wielkie pieczone pierogi, ale za to jakie smakowite. Na lekcjach piekliśmy je w piecu opalanym drewnem, ale w domu też można je zrobić. Ważne by piec był dobrze nagrzany, najlepiej do maksymalnej temperatury jaką uda wam się osiągnąć. Szczerze polecam. z podanych proporcji wyszło mi sześć placków o średnicy około 15 cm.

Składniki:
-460 g mąki na chapati*
-305 g wody-23 g oleju roślinnego
-9 g soli
Z podanych składników zagniatamy gładkie ciasto. Przykrywamy folią i zostawiamy na przynajmniej 8 godzin. Po tym czasie dzielimy je na równe część, każdą formujemy w kulę.Wałkujemy każdą kulę wałkujemy na omączonym blacie na okrągły placek grubości 2-3 mm. Na połowie placka układamy nie za grubą warstwę nadzienia. Składamy ciasto na pół, dociskamy brzegi, a następnie raz zawijamy do góry jak mankiet. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 280-300 st C (maksymalnej waszego piekarnika), najlepiej na kamieniu, bez pary, po 3-4 minuty z każdej strony. Gorące zawijamy w ściereczkę lub papierowy ręcznik by zmiękły. Można odgrzać zawinięte w folię aluminiową.

A oto dwie propozycje nadzienia wg Hamelmana:
Nadzienie pomidorowe:-2 łyżki oliwy
-2 siekane ząbki czosnku
-1 średnia cebula drobno pokrojona
-1 zielona papryka drobno pokrojona
-1 papryka jalapeno (średnio ostra zielona papryczka)
-1 łyżeczka prażonych ziaren kuminu
-1/2 łyżeczki mielonych ziaren kolendry
-1 łyżka ziaren kopru włoskiego
-1/2 łyżeczki soli-puszka pomidorów
-natka pietruszki, spora garść
W garnku rozgrzewamy oliwę, wrzucamy cebulę, czosnek, papryki, smażymy mieszając 6-8 minut. Dodajemy przyprawy, mieszamy. Wrzucamy pomidory i dusimy, aż płyn wyparuje a masa będzie gęsta. Doprawiamy solą i pietruszką. Całkowicie studzimy! Zimne rozsmarowujemy na cieście.
Nadzienie z sera feta:-papryczka jalapeno
-ser feta
-natka
Mieszamy rozsmarowujemy na cieście.

*Jest to mielona na puch, odsiana mąka pszenna razowa. Można ją zastąpić mieszanką chlebowej i przesianej pszennej razowej. Hamelman radzi proporcje 1:2, ale wyszło mi nieco inne ciasto niż u niego. Dałabym więcej chlebowej.

czwartek, 29 października 2009

Julia i znowu Julia. Zapiekanka i masło.


Nie, nie bójcie się. Nie zamierzam wypróbować wszystkich przepisów z DFSK. Z robieniem zdjęć, wrodzoną ślamazarnością i moimi zobowiązaniami zawodowymi zajęłoby to ze trzy lata. Zresztą to już było. No i nie znoszę gór niepozmywanych naczyć. Boję się robaków i nie zabiłam nawet karpia. A rozłupywanie kości w moim wydaniu równa się utracie przynajmniej jednego palca. Choć jestem w stanie wyobrazić sobie Jego jak mi kibicuje i biega po mieście w poszukiwaniu nerek, płucek czy innego obrzydlistwa. Tymczasem kolejna propozycja na jesienne szarugi. Tym razem nie obyło się bez masła. Swoją drogą czy pamiętacie "Cudowne lata". W jednym z odcinków główny bohater uczył się francuskiego i marzył o jednej ze swoich koleżanek. W jego sennych wizjach owa koleżanka powtarzała bez przerwy: "Chcesz trochę masła" rzecz jasna po francusku. Zastanawiam się, czy nie jest to nawiązanie do Julii Child, a tym samym amerykańskiego wyobrażenia kuchni francuskiej rozpływającej się w maśle. Tym razem ;-) zapiekanka z ziemniaków. Znowu.

Zapiekanka z ziemniaków, cebuli i sardeli

Składniki:
-2/3 szklanki drobno siekanej cebuli
-2 łyżki masła
-250g ziemniaków pkrojonych w grubą kostkę (około 2 szklanki)
-8-10 filecików z sardeli wraz z oliwą
-3 jajka
-1 i 1/2 szklanki gęstej, tłustej śmietany
-1/2 łyżeczki soli
-1/8 łyżeczki świeżo mielonego pieprzu
-1/4 szklanki tartego sera Gruyere

Cebule dusimy w maśle przez około 5 minut, mają być miękkie, ale nie mogą zbrązowieć. Ziemniaki wrzucamy do garnka z osolonym wrzątkiem, gotujemy około 8 minut, odcedzamy. Naczynie do zapiekania smarujemy masłem. Wykładamy połowę ziemniaków, na to połowę duszonej cebuli i fileciki z sardeli. Przykrywamy całość pozostałą cebulą i na koniec ziemniakami. Całość zalewamy masą z jajek ubitych ze śmietaną i przyprawy. Na wierzchy posypujemy serem i skrapiamy łyżką oliwy lub rotopionego masła. Zapiekamy przez 40 minut w piekarniku rozgrzanym do 180 st. C.
Proste?

wtorek, 27 października 2009

A ja owszem a ja tak. Dynia raz jeszcze. Zupa

- Poproszę tę małą pomarańczową dynię. I jeszczce kilogram tej zielonej. - wpadłam na targ tuż przed popołudniową pracą.
- A co pani z tej dyni robi? Zupę może? - spytała pani w zgrabnym kaszkieciku
-Zupę, ciasto, kopytka, zapiekanki. Co pani sobie tylko wymyśli - gotowa byłam dalej wyliczać, lecz spieszyłam się do tych w poczekalni.
-Zupę to tak! - wtrąciła pani w wełnianym kapelutku
- No właśnie zupę, jak pani robi? - ciągnęła ta w kaszkieciku
-Różnie, niech pani eksperymentuje. Ja robię czasami orientalnie, na ostro. Można też zwyczajnie z porem z ziemniakami, cebulą.
-Z cebulą! - wtrąciła znowu ta w kapelutku - Z ziemniakami to nie. - zakończyła tonem nieznoszącym sprzeciwu.
A wy jak robicie swoją dyniową zupę?

Szybka zupa z dyni
-500 g dyni
-2 ziemniaki
-litr bulionu warzywnego
-łyżka oliwy
-sól, pieprz
-imbir, goździki, czosnek, chili, cynamon, kardamon do smaku
Gotujemy obrane, pokrojone warzywa w wywarze do miękkości. Miksujemy. Przyprawy podgrzewamy na oliwie, aż zaczną mocno pachnieć. Dodajemy. I jemy!

sobota, 3 października 2009

Julia Child dla zagonionych i zaganianych.

Był taki czas, kiedy ze strachem myślałam o tym, że miesiąc ma 30 dni. Gdzieś koło piętnastego moje konto świeciło pustkami. A to co zostało dzieliłam skrupulatnie na codzienne wydatki. Płakałam w poduszkę i przeklinałam swoje wykształcenie. W tym czasie przerobiłam na różne sposoby zapiekanki z ziemniaków. Ziemniaki z cebulą i wątróką. Ziemniaki z natką i białym serem. Ziemniaki z warzywami. Ziemniaki i fasolka. Po polsku, po włosku, po hindusku i meksykańsku. Ziemniaki, ziemniaki. Wychodziły mi już uszami.

Tamte czasy, mam nadzieję, minęły bezpowrotnie. Chociaż, czy to wiadomo? Mam wspaniałe wyształcenie ;-) Przede mną ciągle nowe perspektywy. On gotuje dalekowschodnio, a ja wracam do moich ziemniaków. Czasem w wersji lux. Tym razem według Julii Child. Podobno jej przepisy są skomplikowane i żmudne do wykonania. A ja trafiam na takie ekspresowe cudeńka. I to bez masła!

Gratin z ziemniaków po prowansalsku
oczywiście przepis tu
Składniki:
Na 6 osób
Zrobiłam z połowy porcji
-2 szklanki siekanych cebul
-2 łyzki oliwy
-700 g miąższu z pomidorów, bez skórki i nasion
-1/4 łyżeczki soli
-6 filecików anchois z odrobiną oleju
-2 zmiażdżone ząbki czosnku
-łyzeczka siekanego tymianku i bazylii
-szczypta świeżo mielonego pieprzu
-1 i 1/2 łyżki oliwy
-1 kg ziemniaków, obranych i pokrojonych na plasterki
-1/4 szklanki tartego parmezanu

W garnku rozgrzałam 2 łyżki oliwy i wrzuciłam cebulę, mieszałam. Gdy cebula się zezłociła dodałam pomidory i sól. Zamieszałam i odstawiłam. W miseczce roztarłam czosnek, anchois, zioła i pieprz z odrobina oleju z filecików. Do naczynia do zapiekania nałożyłam 1/4 masy pomidorowej, na tym poukładałam połowę ziemniaczanych plastów. Posmarowałam masą czosnkowo-ziołową. Ponownie nałożyłam pomidorów, ziemniaków i masy. Posypałam serem, polałam odrobina oliwy. Zapiekałam w temperaturze 200 st.C przez około 50 minut. Ziemniaki powinny być miękkie. Podałam z zieloną salatą.

Mniam!

sobota, 20 czerwca 2009

Co zrobić ze starym chlebem

Co zrobić ze starym chlebem? Google klik i mamy. Kilkunaście przepisów na grzanki, tosty i inne ciepłe kanapki. Propozycję nakarmienia gołębi w Cieszynie. Ponoć wchodzą z wdzięczności na ręcę. Brrr, ohyda. Pomysł rodem z więzienia: namoczyć i ulepić figurki szachowe, przy czym czarne pomalować pastą do butów. Dziekuję nie wybieram się. Radę praktycznej gospodyni: skórki używać do czyszczenia zamszu. Kto wie, może wypróbuję.
A tymczasem zrobię zupę. Smakowicie gęstą, mocno pomidorową.


Zupa z chleba i pomidorów
Pappa al pomodoro
-250 g pomidorków koktajlowych
-2 ząbki czosnku
-spora garść listków bazylii plus pozostałe łodyżki drobno siekane
-puszka pomidorów lub tylko gęsty sok, ale wtedy dwa razy tyle ( jeden ze sposobów na sok pozostały po zrobieniu sosu do pizzy)
- oliwa z oliwek
-sól i pieprz, świeżo tłuczone
-250 g czerstwego, dobrej jakości chleba (o to chyba nietrudno w naszych kuchniach;-), połamamnego na drobne kawałki.

Na blasze wyłożonej folią aluminiową , wyłożyłam pomidorki i każdy rozgniątłam lekko widelcem, pomieszałam z pokrojonym cieniutko ząbkiem czosnku i odrobiną bazylii, skropiłam oliwą i posypałam solą, pieprzem. Zapiekałam przez 20 minut w piekarniku nagrzanym do 180 st. C.
W garnku rozgrzałam trzy łyżki oliwy, wrzuciłam pozostały czosnek i bazyliowe łodyżki, chwilę poddusiłam. Dodałam zawartość puszek (jeśli dodajecie pomidory, to nalezy wlać pół puszki wody). Mieszamy, doprowadzamy do wrzenia i gotujemy 15 minut. Całe pomidory dobrze jest rozgnieść widelce. Do garnka z zupą wrzucamy kawałki chleba wielkości kciuka, sól, pieprz, listki bazylii i gotujemy na małym ogniu 10 minut. Dodajemy pieczorem pomidorki, wraz z tym co przywarło do folii. Mieszamy i doprawiamy oliwą.
Natychmiast podajemy.

Przepis pochodzi z książki Jamiego Olivera (w każdej księgarni).

niedziela, 7 czerwca 2009

W rozjazdach

Gdy wsiadam do pociągu ogarnia mnie błogość. Mija złość, rozdrażnienie. Zapominam o pretensjach, żalach, rozczarowaniach. Bez względu na klasę zwijam się wygodnie w fotelu, otwieram książkę i odwijam z papierka to co mam na drogę. Monotonne "to tak to", "to tak to" daje mi poczucie bezpieczeństwa. Wiecznie niech trwa.

Tarteletki z porem

Kruche ciasto z mąką pszenną razową jak w tym przepisie dzielimy na 6-9 części i wyklejamy nimi foremki do tarteletek lub wysmarowane masłem zagłębienia formy do muffinów. Nakłuwamy wykałaczką. Podpiekamy około 15 minut w piekarników nagrzanym do 190 st. C

Nadzienie:
-Duży por pokrojony na plastry (tylko biała część)
- 40g masła
-100 ml śmietany
-odrobina porto lub sherry
-listek laurowy, tymianek, gałka muszkatałowa
-sól i pieprz
-jajko i żółtko
-ostry żółty ser
Pora dusimy na maśle wraz z winem i przyprawami, aż będzie miękki
W misce miksujemy śmietanę z jajkami i startym serem.
Do każdej tarteletki nakładamy pora i zalewamy masą śmietanową. pieczemy w temp. 160 st C około 30-40 minut.

Udanej podróży!

czwartek, 4 czerwca 2009

Tarta z łososiem

Gdy mam zrobić szybki obiad, bardzo często wybieram tarty. Kruche ciasto robię niemal automatycznie. Nadzienie, piekarnik, sałata i zanim przyjdą biesiadnicy mogę oddać się czytaniu. Tarta to obiad, który robi się sam. Cudo z piekarnika na kapryśne lato.

Tarta z łososiem
Tym razem do kruchego ciasta użyłam mąki pszennej pełnoziarnistej Lubelli.
-200g mąki
-100g masła
-żółtko ( białko zachowujemy)
-szczypta soli
-kilka łyżek lodowatej wody
Z podanych składników zagniatamy ciasto. Najpierw mąkę, sól mieszamy z zimnym masłem, potem dodajemy żółtko rozmieszane w wodą. Formujemy kule i wkładamy do lodówki. Zimne ciasto rozwałkowujemy na grubość 3 mm i wykładamy nim formę do tarty. Podpiekamy w piekarniku nagrzanym do 180 st. C przez 20 minut, wyjmujemy smarujemy białkiem i wstawiamy na dalsze 7 minut.

Do nadzienia potrzebujemy:
-300 g świeżego łososia, bez skóry i ości, pokrojonego w drobną kostkę
-150 ml gęstej śmietany
-100 ml mleka
-jajko i jedno żółtko
-sól, pieprz
-garść siekanych liści bazylii
W melakserze miksujemy łososia na gładką masę, dojemy śmietanę, mleko, jajko i dalej miksujemy. Na koniec doprawiamy solą, pieprzem i bazylią. Wylewamy na podpieczone ciasto i wstawiamy na 30 minut do piekarnika o temp. 150-160 st. C. Masa powinna stężeć.
Podajemy na ciepło lub zimno z wyrazistą sałatą i cytryną.

środa, 3 czerwca 2009

A w domu czekać na mnie będzie zupa...


Dziś czeka mnie pracowity dzień. Jedna praca, druga praca. W biegu. Zdążyć, dobiec, ominąć kałuże, wysłuchać, czasem pomóc. Dziś obiad ugotuje on. Może znowu zrobi tę zupę.

Zupa ostro-kwaśna
120 g chudej wieprzowiny
łyżeczka jasnego sosu sojowego
łyżeczka wytrawnego sake
2 łyżeczki skrobi (mąki) kukurydzianej
2 łyżeczki oleju sezamowego

4 szklanki bulionu z kury lub innego mięsnego

4 suszone grzyby shitake
1 łyżka pokruszonych grzybów mung
16-20 suszonych pąków lilii (do kupienia w sklepach z żywnością orientalną)

1/4 szklanki poszatkowanych pędów bambusa
kawałek świeżego tofu pokrojony na równe prostokąty
2 łyżki skrobi kukurydzianej rozpuszczonej w 3 łyżkach wody i łyżce oleju sezamowego
1 jajko rozkłocone z łyżeczką oleju ezamowego

Do przyprawienia na talerzu:
półtorej łyżki sosu sojowego
2 łyżki octu ryżowego
pół łyżeczki świeżo mielonego pieprzu
1 łyżeczka oleju z chili

2 łyżeczki siekanej natki kolendry lub szczypioru

Mięso kroimy na cienkie paseczki, wrzucić do miseczki i zalewamy mieszaniną sosu sojowego, sake, skrobi i oleju sezamowego (cztery kolejne składniki). Wkładamy do lodówki.
W oddzielnych miseczkach namaczamy grzyby i suszone pąki we wrzątku i zostawiamy na pół godziny. Gdy będą miekkie, dobrze je odsączamy. Grzyby shitake kroimy na plasterki podobnej wielkości co wieprzowinę. Z grzybów mung i pąków lilii usuwamy twarde części. Pąki kroimy wzdłuż na pół. Płuczemy pędy bambusa i kroimy na kawałki 1/2 na 5 cm. Bulion doprowadzamy do wrzenia, dodajemy grzyby shitake, lilie, kawałki bambusa, zmniejszamy ogień i gotujemy pod przykryciem przez 5 minut. Dodajemy mięso, zwięksamy ogień i kiedy ponownie zawrze, dodajemy pokrojone na równe kawałki tofu i grzyby mung i gotujemy na maleńkim ogniu kolejne 3 minuty. Powoli wlewamy rozpuszczoną skrobię kukurydzianą, drugą ręką cały czas mieszając, tak by nie powstały grudki. Zdejmujemy z gazu. Teraz małym strumeniem wlewamy rozkłócone jajko, tak by w zupie powstały nieregularne strzępki.
Zupę wlewamy do misek, przyprawiamy i posupujemy obficie kolendrą.
Po prostu pycha!

Przepis pochodzi z "The Key to Chinese Cooking" Irene Kuo, która wyjaśnia doskonale tajniki chińskiego gotowania i ma tyle lat co ja.

poniedziałek, 1 czerwca 2009

Pójdziemy razem na targ

Poszukaj płóciennych toreb. Pójdziemy razem na targ. Kupimy bakłażana, mąki u pani, kilka jajek "od krzywonóżki". Może znajdziemy coś ciekawego u dziwnego pana, co wygląda jak stary hippis. Poszwędamy się wśród straganów. Na koniec zajrzymy do orientalnego sklepiku na tyłach. I poszperamy w hali, na stoisku z gospodarstwem domowym. Poczujemy się jak w południowej Francji. A na obiad zrobię tartę.

Tarta prowansalska
Ciasto:
-200g mąki
-1 łyżeczka soli
-1 łyżeczka drobnego cukru
-10g świeżych drożdży
-jajko
-2 łyżki oliwy
Nadzienie:
-mała cebula pokrojona w kostkę
-szczypta soli
-200g pokrojonego w kostkę miąższu świeżych pomidorów, uprzednio obranych
-2 ząbki czosnku
- mała cukina pokrojona w kostkę
- bakłażan pokrojony w kostkę
-jajko
- żółtko
-100 ml śmietany 12%
- garść liści bazylii
-oliwa do duszenia

Sposób przygotowania:
Drożdże rozrobić w 60 ml ciepłej wody. Mąkę, sól, cukier przesiać do miski i wlać do niej drożdże, dodać jajko i oliwę. Połączyć składniki na gładkie ciasto, które następnie nalezy wyrabiać na stolnicy, aż zacznie odstawać od ręki (około 5 minut). Wyrobione ciasto uformować w kulę i przełożyć do naoliwionej miski. Przykryć ściereczką i zostawić do wyrastania na około 40 minut.
W tym czasie można zająć się nadzieniem. Rozgrzać oliwę na patelni ( około łyżki), wrzucić cebulę, sół, podgrzewać około 4 minuty, nie rumienić! Po tym czasie dodać pomidory i czosnek i dusić kolejne 3 minuty, od czasu do czasu mieszając. Płyn powinien wyparować. Wrzucić do miski niech stygnie. Na patelni rozgrzać ponownie nieco oliwy i wrzucić cukinię i bakłażana. Dusić do miękkości, ponownie dodać pomidory i dusić kwadrans. Doprawić solą i pieprzem.
W misce rozbełtać jajko, żółtko i śmietanę, wrzucić poszarpane liście bazylii
Wyrośnięte ciasto cienko rozwałkować i wyłożyć nim formę do tarty o średnicy około 30 cm. Nałożyć ostudzone nadzienie i polać masą jajeczno śmietanową. Piec około 45 minut w temparaturze 170 st. C.
Podawać na żimno lub na ciepło.


piątek, 15 maja 2009

Trzech ogrodników i zimna Zośka

Pewnie zmarzłaś - krzyknęła od progu. To majowe słońce jest zdradliwe. Niby za oknem ładnie, a ziąb. Wiadomo "Zimna Zośka"! Wejdź pod koc. Przyniosę ci zupy, to się rozgrzejesz.

Rozgrzewająca zupa na majowe chłody czyli Trzech ogrodników i zimna Zośka
Oczywiście istnieje wiele wersji takich szybkich rozgrzewających zup. I pewnie każda ( każdy) ma swoją ulubioną wersję. Ostatnio on wpadł w szał robienia pizzy, więc zostaje nam dużo soku z pomidorów. A właściwie mi, bo ja zarządzam w domu kuchnią resztkową ;-)
Oto jedna z nich:
-szklanka dowolnej fasoli
-puszka pomidorów lub dwie, trzy zalewy
-3 szklanki bulionu
-marchewka
-cebula
-kawałek pora
-papryczka chili
-sól, pieprz, natka pietruszki

Poprzednego dnia namoczyć fasolę u mnie urad dal czyli łuskana fasola mung.
W garnku rozgrzać oliwę i wrzucić posiekaną cebulę, po chwili pokrojona marchewke, selera, kawałek pora i papryczkę chili, chwilę podsmażyć, zalać trzema szklankami bulionu zagotowac i na wrzątek wrzucić opłukaną namoczona fasolę gotować, aż zmięknie. Ewemtualnie dodać płynu, zawsze wrzącego (fasole twardnieją, gdy dolewamy zimnej wody). Gdy fasola mięknie dodać pomidory z puszki lub tylko to co z nich zostało i pokrojone w kostke ziemniaki. Gdy ziemniaki zmiękną doprawić solą, piperzem i natką.

Smacznego. Mnie naprawdę rozgrzała.

LinkWithin

Related Posts Widget for Blogs by LinkWithin