Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasta drożdżowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasta drożdżowe. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 lutego 2014

Doroczne utrapienie czyli domowe pączki


Nie mam wspomnień związanych z pączkiem. Jak rodzina liczna i rozsiana po świecie, królowały u nas faworki. Wielu nie wahało się pędzić samodzielnie bimbru, co by dodać go do  delikatnych chruścików (no umówmy się nie tylko dlatego).
Nie do końca rozumiem ludzki zachwyt pączkiem. A już na pewno nie rozumiem tych, dla których śniadanie stanowi pączek (o zgrozo za złotówkę) i kawa. Prawdopodobnie niezrozumienie to wynika też z różnych innych względów. 
Jednym słowem na temat pączka mam niewiele do powiedzenia.
Mimo to czuję, że wiem jak powinien smakować dobry pączek albo może jak smakować nie powinien. Po prostu mam to wyczucie  i już ;-). Nie mówię o plastikowym zapachu starej cukiernianej frytury, aromacie wanilinowym i innych sztucznawych posmakach, a nawet bladej fizjonomii. Powiedzmy, że słynna obwódka nie jest dla mnie przedmiotem kultu. Większość cukiernianych pączków jest dla mnie stara. Dobry pączek jest świeży dosłownie dwie, trzy godziny po usmażeniu. Delikatny jak mgiełka, śmietankowo-waniliowy z różą i mocno brązowy. Żadnego smaku drożdży i obowiązkowo na dobrym smalcu. Wymaga dobrego rozplanowania i za każdym razem jest testem siły naszego związku, ale kto powiedział, że w życiu trzeba iść na skróty? Zresztą robimy go tylko raz w roku* i takich mogę zjeść nawet pięć!

Nasze pączki
żadne tam nasze baza przepisu z Lemnis i Vitry

Proporcje na około 25-27 pączków jak w sam raz

Na dwa dni przed pieczeniem:

Znajdź mi te przepis na pączki i spiszesz listę zakupów. Sam sobie spisz. O weź zrób, ty jesteś dobra w listach. A książka gdzie jest? Patrzysz na nią. Czyli gdzie?

składniki:
-14g świeżych drożdży (raczej nie używamy suchych drożdży do takich słodkich wypieków) + tyle ile ziarno grochu/20g sztywnego, aktywnego zakwasu pszennego (50-60% hydracji)- lub dotyczy tylko  ziarna grochu czyli drożdży zaczynowych
-500g mąki pszennej typ 500
-100g cukru
-1/3 szklanki pełnego mleka
-280g śmietanki 30-36% procent
-8 żółtek
-1/2 laski wanilii
-150g masła
-1/3 łyżeczki soli
-kieliszek spirytusu

-słoik powideł śliwkowych
-1/4 ilości powideł konfitury z płatków róży ucieranej na zimno

-1kg smalcu
-1/2 l oleju o neutralnym smaku
-ziemniak

-250g cukru pudru
-łyżeczka rumu
-łyżeczka mocnej esencji herbacianej
-sok z połowy cytryny

Wieczorem na dzień przed pieczeniem przygotowujemy składniki i zaczyn

A cukier puder? O, zapomniałem. Smalcu też nie ma, przecież zapisałam ci na liście. No tak, ale wiesz, że ja zawsze gubię te twoje listy. Dobra wyjdę jutro rano. O szóstej? Dobra idę...O boże tłuczesz się, chodź już spać. Poczekaj zaczyn zrobię. Ej a wstaniesz rano mi ukręcić ten lukier? O której? No przed szóstą? Kpisz? Ale to jest prośba!

zaczyn lub zakwas:
Mieszamy w misce mleko, 20g cukru, ziarnko drożdży lub zakwas oraz 100g mąki. Odstawiamy na noc po przykryciem. 

Następnego dnia wstajemy dużo przed piątą jeśli planujemy pączki wynieść do pracy

Proszę tylko się nie tłucz. Dobrze, tylko mikser włączę.

Do miski miksera wrzucamy zaczyn lub zakwas, drożdże, lekko podgrzaną śmietankę, pozostałą mąkę, żółtka lekko utarte z pozostałymi 80g cukru, ziarenka wyskrobane  połowy laski wanilii, sól oraz spirytus. Wyrabiamy gładkie, lśniące, lekko lepkie, ale odstające od ścian miski ciasto. Z przerwami około 20-30 minut, pod koniec dodajemy po kawałeczku masło, cały czas wyrabiając jak w przypadku ciasta na brioszki.

Ciasto ostawiamy do fermentacji na 1-1,5 godziny ( dłużej przy zakwasie)

Cholera znowu zapomniałem o tym spirytusie. Cicho, proszę. Dobra, ale jak myślisz, może je posmaruję po wierzchu tym spirytusem? A nie spłoniemy? Nie wiem, zobaczymy.
Dobra idę do sklepu bo chyba za mało tego smalcu. Wstaniesz?  Zrobiłem ci kawy.

Przygotowujemy nadzienie. Róże przecieramy przez sito lub miksujemy na gładko i mieszamy z powidłami.

A wiesz, że to nadzienie zyskało uznanie w mojej pracy?

Po tym czasie ciasto dzielimy na około 40g porcje, raczej 41-42 niż 39.  Formujemy kulki, każdą rozpłaszczamy na dłoni i nakładamy na środek łyżeczkę nadzienia. Zlepiamy i formujemy okrągłą bułeczkę. Odstawiamy o wyrastania złączeniem w dół,  na omączonej ściereczce do wyrastania na około 2 godziny. Powinny dobrze podwoić objętość.

Ojej znowu zabrakło mi nadzienia, dorób, proszę, proszę.
A te zakwasowe ile, jak będę posta pisać. Trochę dłużej, na uznanie dobrej gospodyni. To mi wyjaśniłeś. 

Gdy pączki wyrosną zabieramy się za smażenie smalec z olejem rozgrzewamy o temp. 190 st C**. Smażymy po kilka pączków po 2 minuty z każdej strony. Do tłuszczu wrzucamy gruby plaster ziemniaka i wymieniamy jak będzie wysmażony. Kontrolujemy temp. tłuszczu termometrem i odpowiednio operujemy płomieniem. Usmażone pączki studzimy na wyłożonych papierowym ręcznikiem talerzach, ciasto jest tak delikatne, że studzenie na kratce mogłoby tęże odcisnąć na pączku.

Jednocześnie robimy lukier. Cukier w garnku zalewany 1/3 szklanki letniej wody i czekamy, aż się rozpuści. Gotujemy  około 5-7 minut, syrop tuż przed na nitkę ;-). Dodajemy pozostałe składniki i ucieramy drewnianą łyżką przez 20-30 minut. Jeśli za szybko gęstniej, można dodać łyżeczkę gorącej wody.
Ciepłe lukrujemy.

 Takie pączki to zespołowa praca nie? Tak, tylko dlaczego tak rano, no bo by były nieświeże. A spiszesz mi twoje zmiany na bloga? Sama sobie spisz. A zrobiłaś jakieś zdjęcia. Eeee jakieś paskudne. O boże a to? Ja muszę już iść do pracy.



*W tym roku robimy wyjątek i smażymy pączki dwa razy, dla M.!

**My smażymy w stalowym woku, szybko i dobrze się nagrzewa i w ogóle jest najlepszy. Są zwolennicy smażenia we frytkownicy, ale ja nie jestem fanką elektrycznych gadżetów, (choć to pewnie rzecz względna). Chleb piekę na kamieniu, gofry w żeliwnej gofrownicy na fajerce, a pączku w oldskulowym woku i wyławiam chińską drucianką. Marzy mi się jeszcze toster do stawiania na gazie!


środa, 3 lipca 2013

W głowie mnóstwo, a w lesie jagody




W głowie mam całe mnóstwo postów. Podczas codziennej dziesięciokilometrowej marszrutki pchając czterokołowy mam czas na myślenie. Czasem nawet żałuje, że te posty nie mogą iść bezpośrednio z głowy na bloga. No, ale jak to zrobić, by nie zahaczyć o inne myśli, których na bloga wcale posyłać nie chcę. Tymczasem wracam do domu i najchętniej bym się zdrzemnęła. Niestety wyspany dziób właśnie wtedy chce się bawić żyrafką. I z posta znowu nici. Na szczęście na spacerach czasem śpi i można myśleć o kolejnych postach i zbierać jagody, dużo jagód. Można też wstać o świcie albo raczej nie położyć się spać i upiec ciasto. Można też odłożyć myśli na bok i po prostu podać przepis, bo to w końcu tylko kulinarny blog. Moje drożdżowe na bogato. Pokazywałam wam już je przy okazji: zimowego spaceru: z czekoladą i słonecznej końcówki lata: z malinami. Tym razem wersja* z jagodami i białą czekoladą. A co!** Jak mawiają stare kumy: musisz mieć teraz duuużo siły. 

Drożdżowe zwijane z jagodami

Składniki na 500-gramową keksówkę (u mnie tak zwana cała porcja czyli razy 2, oddam pół spokojnie)

Uwaga: L.kręci nosem, mniej jagód do ciasta, zmieniam w przepisie.

-3g drożdży instant lub 7g świeżych
-250g mąki pszennej
-2-3 łyżki ciepłej
-75g kwaśnej śmietany
-100g serka śmietankowego
-60g drobnego cukru lub pudru
-75g roztopionego masła
-1jajko

-niecała szklanka jagód
- maks. pół białej czekolady, wedle uznania

 W miseczce mieszamy drożdże z dwoma łyżkami mąki i wodą, na gładkie ciasto. Przykrywamy folią i odstawiamy na 2 godziny, powinno ładnie urosnąć.
W dużej misce mieszamy (można mikserem) ser, śmietanę, cukier, masło i jajka na gładką masę. Mieszając dodajemy zaczyn i pozostałą mąkę. Wyrabiamy gładkie ciasto. Dodajemy sól. Dalej wyrabiamy, aż ciasto zacznie odstawać od ręki lub od ścianek miski miksera. To tłuste ciasto, stąd trwa to dość długo. Wkładamy do miski, przykrywamy folią i wstawiamy na 8-12 godzin do lodówki. Na pół godziny przed planowanym formowaniem wyciągamy z lodówki. 

Czekoladę ścieramy na tarce. Jagody myjemy, suszymy na durszlaku.

Ciasto wałkujemy na prostokąt. Posypujemy czekoladą i jagodami. Zwijamy w rulon. Rulon przecinamy nożem na pół wzdłuż i splatamy luźno dwa ramiona. Wkładamy do wysmarowanej masłem formy. To co wypadnie wrzucamy do foremki. Odstawiamy do wyrastania  na 1,5-2 godziny. Przed pieczeniem można posmarować wierzch jajkiem, ale nie zawsze to robię. Pieczemy w temp.180 st.C przez 15 minut i 35-40 minut w 160 st.C plus minus 10 minut. Studzimy w blaszce.

*przepis oryginalny z Exceptional Cakes Dana Leparda. Przepis na Kranz Cake. Podobny znajdziecie w sławnym Jerusalem Ottolenghi i Tamimi.

**Ciasto jest tłuste i długo pozostaje jadalne, w sensie dość świeże. Zdarzyło mi się przechować je w ukryciu pięć dni. Raz nawet piekłam na sobotnią imprezę w czwartek i nikt się nie poznał ;-)


sobota, 2 października 2010

Ostatnie maliny i drożdżowe na niedzielę.


Lubię jesień. Wiem, pisałam to samo o zimie, wiośnie i lecie. Bo jak się tak dobrze zastanowić tak właśnie jest. Lubię je wszystkie i lubię obleczony w nie świat. Cieszę się jesienią, gdy zbieram orzechy do wiadra. Zawijam wokół szyi szal, piechotą idę przez pół miasta. Stawiam kołnierz płaszcza i chucham w jego lodowaty nos. Na rower zakładam rękawiczki, marznę. I tylko tych balerin mi żal. Mogłabym je nosić cały rok. Na straganie wyłapuję ostatnie podrygi lata. Siedzę w kawiarnianym ogródku, aż do skostnienia. Kładę dłonie na kaloryferze i stawiam obok ciasto do wyrośnięcia. Drożdżowe lubi jesień.


Drożdżowe z malinami

Składniki:
-3g drożdży instant lub 7g świeżych
-250g mąki pszennej chlebowej lub wysokobiałkowej białej
-1 łyżka ciepłej wody źródlanej
-150g kwaśnej śmietany
-50g drobnego cukru
-75g roztopionego masła
-2 żółtka

-pudełeczko malin
-25g cukru

-płatki migdałowe do posypania
-mleko do posmarowania.

W miseczce mieszamy drożdże z dwoma łyżkami mąki i wodą, na gładkie ciasto. Przykrywamy folią i odstawiamy na dwie godziny, powinno ładnie urosnąć.
W dużej misce mieszamy ser, śmietanę, cukier, masło i żółtka na gładką masę. Mieszając dodajemy zaczyn i pozostałą mąkę. Wyrabiamy gładkie ciasto. Dodajemy sól. dalej wyrabiamy, aż ciasto zacznie odstawać od ręki lub od ścianek miski miksera. To tłuste ciasto, stąd trwa to dość długo. Wkładamy do miski, przykrywamy folią i wstawiamy na 8-12 godzin do lodówki. Na pół godziny przed planowany formowaniem wyciągamy z lodówki.

Maliny gotujemy z cukrem, aż powstanie nie za gęsty 'dżem'. Studzimy.

Na oprószonej mąką stolnicy wałkujemy ciasto na prostokąt dwa razy dłuższy niż foremka. Ja przed wałkowaniem uformowałam kulę, której dałam odpocząć kwadrans. Rozwałkowane ciasto pokrywamy równomiernie nadzieniem i zwijamy jak makowiec. Następnie ostrym nożem rozcinamy wałek z ciasta wzdłuż i zaplatamy jak sznurki. Wkładamy niedbale do formy, wysmarowanej tłuszczem. Odstawiamy do wyrastania na 2 godziny. Przed pieczeniem smarujemy mlekiem i obsypujemy obficie płatkami migdałowymi. Pieczemy w 15 minut w temperaturze 180 st. C, a następnie 25-30 minut w temperaturze 160 st. C. studzimy przez kwadrans w foremce, a następnie na kratce. Kroimy całkowicie wystudzone.
Podobne ciasta ale w zimowej wersji było tutaj.

poniedziałek, 4 stycznia 2010

Drożdżowe na mrozy. Kranz cake Dana Leparda.

Lubię zimę. Śniegi, zaspy, zawieruchy. Mróz mrozi smutek i strach. Niepewność zostawia jesieni. Pozwala wiośnie zakwitnąć nadzieją. Gdy pada śnieg na chwilę przyklejam do szyby nos. Zakładam wielkie buty, swetrzysko, obwiązuje szalikiem pół siebie i idę. Na spacer. Jak pies biegam po zaspach. Wskakuję po uda w białe góry. Zdmuchuję z dłoni płatki. Tarzam się jak maluch, maluję orły i piszę śladami wiadomość chwili. Zmęczona i mokra wracam do domu na kawałek drożdżowego placka.

Drożdżowy zaplataniec z czekoladą i orzechami
czyli Kranz cake z Dan Lepard "Exeptional cakes:

Ciasto z tej książki musiało się udać. Jak wszystkie dotychczas. Pyszne, dość ciężkie, nie przesadnie czekoladowe. Zapraszam. Jak zwykle piekłam z połowy porcji. Starczyło na formę do keksa 25 cm.

Składniki:
-7g drożdży instant lub 21g świeżych
-500g mąki pszennej chlebowej lub wysokobiałkowej białej
-1 łyżka ciepłej wody źródlanej
-150g serka śmietankowego lub Philadelphia
-150g kwaśnej śmietany
-150g drobnego cukru
-150g roztopionego masła
-4 żółtka

Nadzienie:
-100g orzechów włoskich
-100g drobnego cukru
-100g dobrej gorzkiej czekolady

W miseczce mieszamy drożdże z dwoma łyżkami mąki i wodą, na gładkie ciasto. Przykrywamy folią i odstawiamy na dwie godziny, powinno ładnie urosnąć.
W dużej misce mieszamy ser, śmietanę, cukier, masło i żółtka na gładką masę. Mieszając dodajemy zaczyn i pozostałą mąkę. Wyrabiamy gładkie ciasto. Dodajemy sól. dalej wyrabiamy, aż ciasto zacznie odstawać od ręki lub od ścianek miski miksera. Ti tłuste ciasto, stąd trwa to dość długo. Wkładamy do miski, przykrywamy folią i wstawiamy na 8-12 godzin do lodówki. Na pół godziny przed planowany formowaniem wyciągamy z lodówki. Wszystkie składniki nadzienia mieszamy w melakserze, najpierw orzechy i cukier na drobno, potem czekoladę, tak by zostały większe kawałki. Na oprószonej mąką stolnicy wałkujemy ciasto na prostokąt dwa razy dłuższy niż foremka. Ja przed wałkowaniem uformowałam kulę, której dałam odpocząć kwadrans. Rozwałkowane ciasto posypujemy równomiernie nadzieniem i zwijamy jak makowiec. Następnie ostrym nożem rozcinamy wałek z ciasta wzdłuż i zaplatamy jak sznurki. Wkładamy niedbale do formy, wysmarowanej tłuszczem. Odstawiamy do wyrastania na 2 godziny. Pieczemy w 15 minut w temperaturze 180 st. C, a następnie 25-30 minut w temperaturze 160 st. C. studzimy przez kwadrans w foremce, a następnie na kratce. Kroimy całkowicie wystudzone.

Ewentualnie: żółtko z mlekiem do posmarowanie i woda z cukrem do posmarowania upieczonego ciasta. Posmarowałam mlekiem z cukrem tuż po wyjęciu z piekarnika.

piątek, 18 grudnia 2009

Ślimaki i róże -Weekendowa piekarnia #55


Wspomnienie jednego popołudnia. Dwie miłośniczki pieczywa. Kuchnia doskonała. Składniki dzielone na pół. Radość zagniatania. Cynamonem pachnące dwie pary rąk. Magia wspólnego pieczenia. Ślimaki i róże. Nasze Kannelbullar

Kannelbullar
Szwedzkie bułeczki cynamonowe zaproponowane przez Polkę w ramach przedostatniej weekendowej piekarni.
Piekły ramię w ramię Tili i ja. Tili dodała nieco imbiru. Zrezygnowałyśmy z cukru do posypywania. Marcepanu starłyśmy ot troszkę. Moje przypominały bardziej ślimaki, Tili róże. jedne i drugie były pyszne. Podzieliłyśmy je sprawiedliwie.


Z przepisu wychodzi ok 60 bułek!

Ciasto

50g świeżych drożdży
1/2 litra mleka "ciepłego na palec"
150-200g niesolonego masła o pokojowej temperaturze
1 decylitr cukru (100-120g)
malutka łyżeczka soli (na złamanie smaku)
1-2 łyżeczki mielonego lub utłuczonego w moździerzu kardamonu
14 decylitrow pszennej mąki dobrego gatunku (800-850g)

Nadzienie

200-300g masła (patrz wyżej)
1,5 decylitra cukru (150g)
4-6 łyżek cynamonu

Jeśli chcemy mieć wersję troszkę bardziej luksusową to można zetrzeć trochę masy migdałowej na to nadzienie.

Do posmarowania

jajka rozbełtane (zaczynam od 2, jak trzeba "dobijam")
perłowy cukier (taki gruby)
ew. lukier coby było bardziej świątecznie (przyp. Polki)

Rozpuścić drożdże w mleku z roztopionym masłem, dodać cukier, sól, kardamon i prawie całą mąkę - na wyczucie...
Wyrobić ciasto, aż się będzie błyszczało i będzie elastyczne.
Zostawić do wyrośnięcia na około 30-60 min (czasem mi się "zapomni" i ono sobie tak rośnie i rośnie.... )
Po wyrośnięciu delikatnie wyrobić, podzielić na dwie części, uformować w duże buły i dać im odpocząć minutkę lub dwie.

W międzyczasie wymieszać nadzienie.

Każdy kawałek ciasta rozwałkować na prostokąty z raczej prostymi brzegami :-)) (c:a 60X25 cm). Podnieść ciasto od czasu do czasu i podsypać mąką -nie będzie się kleiło do stołu.
Rozprowadzić nadzienie - po prostu posmarować każdy prostokąt tą cynamonową masą (im jej więcej tym lepsze buły).
Każdy z rulonów podzielić na 30 kawałków - czyli jak zwiniemy z tej długiej strony to około 2cm każdy kawałek powinien mieć.
Niech sobie teraz buły rosną pół godziny...
Piekarnik nagrzać do temp. 250 st.C.
Można "macnąć" bułę, jak się ciasto szybko podnosi to wyrosło dostatecznie.
Posmarować rozbełtanym jajem i posypać perłowym cukrem.
Piec około 5-8 min, ale zerkać na ciasto!Niech sobie ciut przestygną pod ściereczką...

A potem to już można je jeść. Najlepiej z kimś, bo jest ich co niemiara.

Przepis w ramach WP # 55

I bardzo dziękuję Tili za wspólne pieczenie. Bardzo, bardzo.

LinkWithin

Related Posts Widget for Blogs by LinkWithin