Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasta. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 listopada 2013

Korzenny tydzień i Lekach do kwadratu.

Dni mijają, tygodnie i ciągle mnie tu nie ma. W takt obrotu kółek spacerówki przez głowę przelatują nowe posty, by zniknąć potem na zawsze pomiędzy karmieniami , a składaniem małych ubranek. Dni wypełnia pierwsze mama. Coraz trudniej znaleźć chwilę by skupić się na tym co dawniej.
Za to kuchnia i owszem, otwarta każdego dnia, zyskała nowego pomocnika. Małe nóżki w kolorowych rajstopkach już od rana kręcą się wokół koszy z warzywami i pojemnika na mąkę. Tych ostatnich na szczęście nie potrafią otwierać. Mój pomocnik  testuje wszystko: jabłka, surowe cebule, obłoconą marchewkę na zmianę z skórkami chleba i pomarańczy (eko). Ja zyskuję czas na krojenie, mieszanie i wkładanie do piekarnika, ten niestety budzi ogromną ciekawość. 
W tym roku wyjątkowo mam ochotę na świąteczne smaki. Własna przyprawa piernikowa bogata w pieprz, ziele angielskie i kardamon już dawno utłuczona. Na strychu dojrzewa ciasto na piernik staropolski i pierniczki, które, co zauważyłam dopiero w tym roku, są tym samym ciastem. A ja popijam kolejne piernikowo-miodowe latte, kroję pomarańczowe skórki do smażenia w syropie i biorę  udział w Korzennym Tygodniu Ptasi.
Wiem, że ciasto jest propozycją banalną i nawet miałam inny pomysł, który pewnie też zrealizuję. Co nie oznacza, że doczeka się posta. Tymczasem ciasta w pudełku czekają, Ptasi obiecałam. Oto moje propozycje na jej Tydzień.
Lekach to żydowskie ciasto na miodzie z przyprawami, które przypomina nasz rodzinny piernik. Nie wymaga podgrzewania składników, ani długiego dojrzewania w chłodzie. Pieczono je na święto Rosh Hashanah czyli żydowski Nowy Rok. oba przepisy zawierają orzechy, ale tradycyjnie żydowskie rodziny pomijały ten składnik piekąc ciasto na święto. Jedzenie orzechów podczas świąt było niezalecane.

Pierwsze ciasto pochodzi z książki Clarissy Hyman, a znalazłam je dawno temu u Liski. Pamiętałam, że jest proste i pysznie miodowe. Można je podjadać przez cały tydzień i bardziej smakowało mi, niż Jemu, ale to u nas dość powszechne zjawisko.I tym razem było podobnie. Za tłuste, usłyszałam na wstępie. Od siebie dodałam sporą garść skórki pomarańczowej smażonej w syropie. I chociaż po latach jestem bardziej wymagająca co do ciast, to nadal je lubię, niech mówi co chce.


Ciasto miodowe od Liski
Moje proporcje na kilogramową keksówkę
-1/2 szklanki cukru
-1/2 szklanki wody
-1/2 szklanki oleju
-1 szklanka i 4 łyżki mąki
-1/2 łyżeczki sody
-1/2 łyżeczki domowej przyprawy do piernika
-1/2 szklanki miodu lipowego
-2 małe jajka
-garść orzechów włoskich podprażonych
-garść paseczków skórki pomarańczowej z syropu

Wszystkie składniki wymieszałam w misce na dość rzadkie, gładkie ciasto. Wlać do posmarowanej olejem i wyłożonej papierem do pieczenia keksówki. Piec godzinę w temperaturze 175-180 st.C. Patyczek włożony w ciasto powinien być czysty. Dobrze wystudzić. Zawinąć w pergamin i folię aluminiową i dać mu odpocząć przynajmniej przez noc. Przechowywać zawinięte.

Drugie ciasto znalazłam w mojej ukochanej Maggie Glazer i to był strzał w dziesiątkę. Ciasto zawiera mniej oleju w stosunku do mąki, a dodatek kandyzowanego imbiru sprawia, że chciałoby się je jeść bez końca.Nawet On nie powiedział nic złego.


Lekach
Old-fashioned 

Proporcje na małą 500-gramową keksówkę
Uwaga: ciasto przygotowuje się na dzień przed pieczeniem.

-280g mąki pszennej chlebowej
-1/2 łyżeczki mielonego cynamonu
-3 utłuczone w moźdzeżu goździki
-1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
-1/2 łyżeczki sody
-1/2 szklanki jasnego cukru muscavado
-1/4 szklanki oleju
-1/4 szklanki miodu
-50ml mocnej, gorącej kawy
-2 małe jajka
-1/2 szklanki orzechów włoskich
-100g drobno pokrojonego kandyzowanego imbiru

W misce ubijamy cukier, olej, miód i kawę. Dodajemy jajka i mieszamy. Dodajemy suche składniki i na końcu orzechy oraz imbir. Przekładamy do keksówki przygotowanej jak poprzednio. Wkładamy do zamykanej torby foliowej i odstawiamy na 12-24 godziny do lodówki. Następnego dnia pieczemy w 170 st.C przez godzinę. Można w połowie czasu pieczenia obrócić formę o 180 stopni. Studzimy w foremce. Zawijamy jak wyżej i przechowujemy. Autorka mówi, żeby w lodówce, ale to chyba amerykański zwyczaj. Najchętniej wszystko przechowywaliby w lodówce.

A moje poprzednie wypieki Korzenno Tygodniowe można znaleźć tutaj i tutaj. Fotki żałobne, bo jakiś taki klimat dziś.

środa, 18 kwietnia 2012

Na kruchym spodzie: tarta pomarańczowa dla Lu.

No to jestem, chociaż tak do końca nie wiem gdzie. Blogger zrobił mi psikusa zmieniając moje konto nie do poznania. Nie lubię niespodzianek. Trudno mi poczuć się tu siebie. Ale jestem, powoli wyzieram zza góry książek i wskazań,  stert artykułów z zaleceniami, papierów pełnych kryteriów i receptorów. Oddycham ostrym wiosennym powietrzem i pytam gdzie podział się pierwszy kwartał tego roku? Dumnie wystawiam twarz do słońca i staram się nie pamiętać, że ktoś poczuł się zachęcony nieobecnością na tyle, by skorzystać z mojej nazwy. Słów na świecie jest wiele, ale mogę się podzielić. Proszę. A z wami dzielę się pyszną tartą pomarańczową. Ostatnim ciastem, które upiekłam zanim zapadłam w kulinarno-towarzyski sen mieniący się jaskrawymi kolorami markerów do zakreślania. Słodkie, pomarańczowe nadzienie z chrupką warstewką brûlée. Najlepsze, gdy przygotowane z eko pomarańczy od pani Justyny i jedzone w miłym towarzystwie. Lu specjalnie dla Ciebie.

Tarta pomarańczowa ze karmelizowaną skorupką
Le Cordon Bleu i moje trzy grosze

Ciasto kruche:

-200g mąki
-szczypta soli
-100g masła
-30g cukru pudru
-2 żółtka
-2 łyżki lodowatej wody
-ew. ziarenka z połowy laski wanilii 

Masło, sól, cukier i wanilię już słyszę Lu jak mówi: a na ... mi ta wanilia mieszamy w misce, aż całość zacznie przypominać okruchy. Dodajemy żółtka i wodę i szybko zagniatamy gładkie ciasto. W oryginale ciasto było słodsze i na całym 1 jajku, ale według mnie na żółtkach jest delikatniejsze, a cukier spokojnie można zredukować, słodycz nadzienia nam to wynagrodzi. Ciasto wkładamy do lodówki. A następnie wałkujemy i wylepiamy nim foremkę do tarty średnicy 23-25 cm. Można też od razu wylepić ciastem formę i dopiero z formą włożyć do lodówki. W tym przypadku, jednak rezygnujemy z wałkowania. Ciasto w formie nakłuwamy widelcem i ponownie wkładamy do lodówki lub nawet zamrażarki. Piekarnik rozgrzewamy do 200 st. C. Lodowate ciasto wyklejam zwykle folią aluminiową, po to by nie skurczyło się podczas pieczenia. Robię to zamiast tej całej procedury z fasolkami, którymi zwykle byłam się parzyć. Po 15 minutach zdejmujemy folię i pieczemy ciasto jeszcze 5-7 minut.

Masa pomarańczowa:

-200g masła
-starta skórka z małej pomarańczy
-300g cukru pudru
-4 jajka
-6 żółtek
-30g mąki kukurydzianej
-150ml soku wyciśniętego z pomarańczy

Masło topimy w garnku, dodajemy skórkę. Zdejmujemy z ognia. W misce ucieramy cukier z jajkami i żółtkami do białości. Delikatnie mieszamy z mąką kukurydziana. Na koniec wlewamy do masy jajecznej sok. Łączymy masę z masłem i stawiamy na małym ogniu. Ciągle mieszając doprowadzamy do wrzenia. Natychmiast zdejmujemy z ognia, przelewamy do płaskiego naczynia i przykrywamy folią spożywczą to zapobiega tworzeniu się kożucha, no chyba że lubimy kożuchy. Studzimy i wstawiamy na kilka godzin do lodówki.

Do podania:
-łyżka cukru kryształu
-2-3 pomarańcze

Rozgrzewamy piekarnik do wysokiej temperatury w opcji grill, chyba, że dysponujemy palnikiem lub lutlampą  właściwie to dlaczego ja jeszcze nie mam palnika? No pytam się ? Zimną  masę wykładamy na upieczony spód. Wygładzamy powierzchnię. Posypujemy warstewką cukru i wstawiamy na chwile pod gorący grill lub topimy cukier palnikiem. Wstawiamy ponownie do lodówki. Pomarańcze obieramy ostrym, tak by usunąć białe błonki. Spomiędzy błonek wykrawamy pomarańczowe cząstki. Kawałki ciasta podajemy przyozdobione dwoma cząstkami pomarańczy.

A jeśli lubicie tarty z pomarańczą polecam Wam też tę.
Hiszpańska tarta pomarańczowa

A jeśli chcecie możecie też polubić Kruchy Spód na FB. Tylko Kruchy Spód nie wie jak to zamieścić na boku.

niedziela, 20 listopada 2011

Szybko, ciasto bananowe i znikam.

I cała ja. Nawet jak mnie nie ma to na pół gwizdka. Tak więc szybko. Ciasto bananowe z najnowszej książki Dana Leparda "Short & Sweet". Książka jest w porządku, choć żadna to sztuka cukiernicza, raczej księga domowych ciast. Ciasto bananowe pyszne, choć bardzo słodkie (mimo redukcji cukru), ładnie się starzeje i zarząd wziął przepis. Szczerze polecam i znikam. Serio!


Banana Blondie

-300g cukru (wzięłam 150g jasnego muscavado i 100g cukru)
-2 łyżki wody
-75g siekanych orzechów brazylijskich
-łyżeczka oleju
-100g masła
-200g białej czekolady
-1 jajko
-2 dojrzałe banany
-2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
-225 mąki ( u mnie orkiszowa 700)
-1/4 łyżeczki proszku do pieczenia

Do rondla o grubym dnie wrzucamy 75g białego cukru i wodę. Podgrzewamy na brązowy karmel. Wrzucamy orzechy, mieszamy i wylewamy na posmarowaną olejem blaszkę. Studzimy i siekamy na dość drobno. Masło, czekoladę i cukier muscavado (jeśli używamy) rozpuszczamy w miseczce na jednolitą masę nad garnkiem z gotującą się wodą. Jajko ubijamy z cukrem, dodajemy do masy czekoladowej, dodajemy mąkę i proszek, posiekane banany, wanilie i karmelowe orzechy. Wylewamy do foremki i pieczemy w 190st.C przez 35 minut.

środa, 28 września 2011

Dzień Jabłka 2011 i znowu Julia Child.


Jak to się dzieje? Niektóre na pozór ważkie wydarzenia umykają naszej pamięci. Inne całkiem błahe zostają na dłużej. A w nas rośnie chęć ich powtarzania. Czy tak rodzi się tradycja? I kto określa, że to właśnie już?

Już od początku września czułam, że się zbliża. Wyczekiwałam go, choć nie do końca pamiętałam kiedy jest. Dzień Jabłka. Kulinarne święto kuszącego owocu organizowane już po raz piąty przez Tatter. Z obawy, że Tatter się nie odezwie, napisałam nawet do Poli. Ale blogowa telepatia działa, w tym samym czasie pojawił się wpis u Tatter. Po raz kolejny dziękuję i przystępuję do dzieła. Przeglądając swoje poprzednie wpisy zauważyłam, że i ja mam swoją maleńką tradycję. Moje jabłkowe wpisy mają francuski sznyt ( tutaj i tutaj). W tym roku nie może, być inaczej. Zapraszam na Jabłkową Tartę Julii Child i mały, niezwykle udany, akcent do słoika. A gdyby wydało wam się mało i prozaicznie, na pocieszenie jeszcze jedna tarta jabłkowa, tym razem hiszpańska i z moim ulubionym rozmarynem. A miało być z umiarem i elegancko. Dodatkowo uczciliśmy to święto zamawiając jabłonie do naszego przyszłego sadu. Trzymajcie kciuki za Szkutnika-Sadownika. A ja w piątek zapraszam was na chleb dla zapracowanych.


Galaretka jabłkowa z miętą
Seasonal Preserves

-1kg kwaskowatych jabłek
-garść listków świeżej mięty
-600ml łagodnego octu jabłkowego
-350g cukru na każde 500ml soku

Jabłka grubo kroimy, ze skórką i wrzucamy do garnka. Dolewamy 600 ml wody i gotujemy pod przykryciem około 30 minut. Wlewamy ocet i gotujemy jeszcze 5 minut. Całość wylewamy na sito wyłożone gazą i zostawiamy na noc, aby sok ściekł. Mierzymy objętość soku i dodajemy odpowiednią ilość cukru, jeśli damy go mniej, aby uzyskać galaretkę będziemy musieli dłużej gotować. Delikatnie pogrzewamy, aż cukier się rozpuści, dorzucamy połowę mięty i gotujemy około 30 minut. Oszumowujemy, wyjmujemy rozgotowaną miętę. Odstawiamy na 15 minut. Po tym czasie wlewamy do wyparzonych słoiczków, do każdego wrzucamy po kilka małych listków mięty. Zakręcamy i odstawiamy do góry nogami, aby słoik się zassał. Można też pasteryzować w piekarniku przez 15 minut w temp. 150 st.C, pamiętając, żeby nie wypełniać słoika po brzeg, a zostawić około 2-3 cm.

Galaretka z założenia ma być dodatkiem do mięs, ale mimo sporej zawartości octu nadaje się też do jedzenia na słodkie śniadanie. Tak samo można zrobić galaretkę z rozmarynem.

Normandzka tarta jabłkowa Julii Child
DFSK i moje modyfikacje

Ciasto jest delikatne w smaku, takie trochę babciowe. Podpiekłabym jabłka może nieco dłużej i dodała więcej alkoholu.

Ciasto:
-1 i 1/3 szklanki mąki
-2 łyżki cukru
-1/4 łyżeczki soli
-8 łyżek masła
-2 łyżki smalcu*
-3 łyżki lodowatej wody



Mieszamy wszystkie składniki oprócz wody w misce, aż całość zacznie przypominać okruchy, dodajemy wodę i szybko zagniatamy ciasto. Zawijamy w folię i wstawiamy do lodówki. Zimne wałkujemy i wykładamy nim formę do tarty 25 cm. Nakłuwamy widelcem i wstawiamy do zamrażarki, by w tym czasie nagrzać piekarnik do 200 st.C. Pieczemy 20 minut, przy czym pierwsze 10 można nakryć folią aluminiową ( zamiast tego całego wysypywania fasolą).

Nadzienie:
-500g twardych słodko-winnych jabłek
-1/3+1/3 szklanki cukru
-1/2 łyżeczki cynamonu
-1 jajko
-4 łyżki mąki
-1/2 szklanki śmietanki 30%
-3 łyżki Calvadosu (lub brandy)
-cukier puder do posypania

Jabłka obieramy, dzielimy na ćwiartki i pozbawiamy gniazd nasiennych. Kroimy wzdłuż na plastry grubości 5 mm. Delikatnie mieszamy je w misce z 1/3 szklanki cukru i cynamonem. I układamy na upieczonym spodzie. Pieczemy przez 20 minut na górnej półce piekarnika w temp. 170 st.C.
Jajko ubijamy z cukrem do białości. Dodajemy mąkę, a na koniec śmietankę i alkohol. Wylewamy delikatnie na upieczone ciasto i wstawiamy do piekarnika na środkową półkę na 10 minut. Posypujemy cukrem pudrem i ponownie zapiekamy przez 20 minut. Podajemy na ciepło, choć na zimno też jest niczego sobie. Można odgrzać ją w piekarniku.

Hiszpańska tarta orzechowo-jabłkowa na rozmarynowym spodzie
Tarta de manzana perfumada con romero
Xavier Canal
Do tego przepisu podeszłam sceptycznie. Rozmaryn z jabłkiem uwielbiam, ale migdały, orzechy, kakao, myślałam, że co za dużo to niezdrowo. Tymczasem ciasto jest bardzo dobre. Pewnie je powtórzę i chętnie z włoskimi. A jesli chodzi o orzechy i jabłka kiedyś pokazywałam już taką tartę ( zresztą tamta nazywała się o ironio babuni)

Spód:
-1 i 1/4 szklanki mąki
-1/2 szklanki cukru pudru
-1 łyżeczka utartego świeżego rozmarynu
-125 g masła
-3-4 łyżki zimnej wody

Z podanych składników zagniatamy ciasto metodą jak w poprzednim przepisie. Można zrobić na 2 dni przed pieczeniem i przechować w lodówce, w szczelnym pudełku wielorazowym
Ciasto wałkujemy, można skorzystać z metody między dwoma warstwami papieru, ale zwykle to zbędne. Wyklejamy formę do tarty 25 cm i wkładamy na 20 minut do zamrażarki. Pieczemy jak wyżej.

Nadzienie:
-2 jajka
-1/2+1/3 szklanki cukru
-1/2 szklanki lekko podprażonych pinioli
-1/4 szklanki lekko podprażonych migdałów, a najlepiej płatków migdałowych
-3 łyżki mąki
-125 g masła
-2 solidne gałązki rozmarynu
-4 jabłka pokrojone w kostkę ( bez skórek)
-kakao do posypania

Piekarnik nagrzewamy do 170 st.C. Jajka ubijamy z 1/4 szklanki cukru. Orzechy i migdały mielimy w melakserze, dodajemy mąkę i 1/4 szklanki cukru i dalej mielimy. Dodajemy 3/4 całego masła i dalej mieszamy. Powoli, cały czas mieszając dodajemy ubite jajka. Wylewamy na podpieczone ciasto i pieczemy około 30 minut.
W tym czasie na patelni rozpuszczamy 1/3 szklanki cukru z 1/2 szklanki wody i podgrzewamy z posiekanym rozmarynem. Odstawiamy syrop na 30 minut.
Rozgrzewamy na patelni pozostałe masło. Dodajemy jabłka i dusimy 3 minuty. Dodajemy syrop rozmarynowy, zmniejszamy ogień i dusimy pod przykryciem 5 minut. Zdejmujemy pokrywkę i odparowujemy kolejne 5 minut.
Wyciągamy ciasto z piekarnika, studzimy. Na wierzch wykładamy też wystudzone jabłka i posypujemy kakao.
*Nie burzcie się na ten smalec, zawiera mniej cholesterolu niż masło, a nadaje ciastu niesamowitej kruchości. Można użyć oczywiście utwardzonego tłuszczu roślinnego, ale wolę smalec niż nikiel. Zresztą robię go sama, właśnie na takie okazje, z eko słoniny.

piątek, 16 września 2011

Deser na sobotę: brownie orkiszowe i sorbet


Przy sobocie po robocie usiądziemy sobie. Panowie i ja. Zmęczeni pracą, jakiej żaden z nich dotychczas nie robił. Miesiące lektury i przygotowań, nie złagodzą lęku przed popękaną formą. Z betonem. No, ale fundamentem dobrego domu jest najedzony robotnik. Domowa bułka z pełnego orkiszu i ostry jak diabeł hamburger ukoi ból ramion. A na deser dam im cieple ciasto i lodowym akcentem. Tak, tak będzie. a teraz wezmę dokładkę sobie. No przecież muszę popróbować!

A wszystko za sprawą nowej książki, którą dostałam drogą pomyłki, a właściwie męskiej przypadłości zwanej A wiesz, nie słuchałem cię uważnie. Na szczęście książka okazała się całkiem udana, choć mało odkrywcza czy nowatorska, za to okraszona ciekawymi uwagami dla przyszłych samowystarczalnych mieszkańców mazowieckiej wioski. Lecę formować bułki, a Wam życzę udanego weekendu. A jaka to książka? Następnym razem.

Orkiszowe brownie z burakiem

Pomysł znany wszystkim. Wzbogaciłam go o cukier jasny muscavado, mąkę orkiszową typ 700. jak zwykle w moich brownie o dodatkowe kakao. Z dobrym skutkiem. Upiekłam w pojedynczych formach na kwadratowe babeczki. Nasmarowane masłem wnętrze, zapobiegło przywieraniu. Papilotki okazały się zbędne.

Proporcje na 12-15 babeczek

-125g masła
-125g dobrej czekolady 70%
-3 małe jajka
-125 cukru jasnego muscavado
-2 łyżki dobrego kakao
-szczypta soli
-150g upieczonego buraka startego na tarce
-75g mąki orkiszowej typ 700

Czekoladę, kakao i masło rozpuszczam w nagrzewającym się piekarniku. Jajka ubiłam z cukrem na białą, sztywną masę. Dodałam cienką strużką, lekko przestudzoną czekoladę. Następnie mąkę i buraki. Przełożyłam do foremek. Piekłam 20 minut w temp. 190 st.C


Sorbet z pieczonych śliwek

Ostatnio odkryłam świetne połączenie melasy ze śliwkami. Owoce te mają na tyle wyrazisty smak, że melasa go nie dominuje, a dodaje ciekawej nutki. Hmm żadne to odkrycie, po prostu mój Pan i Budowniczy nie je cukru, melasę toleruje ( mam nadzieję, że to chwilowe).

-1kg śliwek
-100g melasy trzcinowej
-2 laski wanilii
-200 ml wody
-dodatkowo czubata łyżka melasy i wody

Śliwki pozbawiłam pestek i przekroiłam na pół. Ułożyłam w brytfance, dodałam melasę, wodę i wyskrobane ziarenka wanilii oraz pokrojone laski. Piekłam 30 minut w temp. 200 st.C. Gdy ostygły wyjęłam laski i przetarłam przez sito. Puree wystudziałam i wstawiłam do zamrażalnika, co godzinę miksowałam trzy razy i jeszcze raz następnego dnia. Po ostatnim miksowaniu do całości dodałam gęstą masę ugotowaną z pozostałej melasy i wody, przerywaną strużką, tak by tworzyła melasowe kawałeczki.

niedziela, 19 czerwca 2011

Na jagody! Pierwsze ciasto jagodowe.

Obudziłam się bladym świtem i natychmiast zerwałam z łóżka. Dziś jest ten dzień. Nad polami unosiła się delikatna mgła. Pierwsze ptaki ośmielały się świergolić zza płota. Poza tym okolicę spowijała cisza nie przerywana żadnym ludzkim głosem. A i owady drzemały w zaroślach zmęczone wczorajszym upałem. Wsunęłam nieśmiertelne kaloszki, chwyciłam kanki i niezauważona przez nikogo wymknęłam się przez tylną furtkę do lasu. Na jagody!

Pomarzyć dobra rzecz jak mówiła mama, ale nieśmiertelne kalosze podarowała.
Dawno już po pierwszym kogucie przyjechałam na swoją połać. Wbiegłam przez wyrwę w prowizorycznym parkanie, kiedyś będzie tu stał dom, obiegłam grządki jak spragniony spaceru pies i opryskana z każdej strony N,N-dietyl-meta-toluamidem pobiegłam na jagody.

Będąc osobą zachłanną z natury, myślałam, że chodzenie na jagody o świcie ma na celu ubiegnięcie ewentualnej konkurencji. Tymczasem późnym rankiem w lesie nie było żywej, wróć! ludzkiej duszy, a na krzaczkach dyndoliło mnóstwo granatowych kulek. Ta pani leniwe są te ludzie dzisiaj, powiedziałby wuj. Niestety żywych, choć nieludzkich dusz w lesie było mnóstwo, ba roiło się od nich nawet. Muszki, meszki, komary i inne stworzenia latające atakowały mnie od góry, a trzy rodzaje mrówek zjadały mnie od dołu. Na nic warstwa N,N-dietyl-meta-toluamidu, rozpuszczająca słoneczne okulary. Wytrzymałam godzinę. Pogryziona od stóp do głów z półtoralitrową kanką jagód pomknęłam na ziemską połać. Na przyszły raz idę na jagody bladym świtem. Muszę zdążyć przed owadami.

Pierwsze tegoroczne jagody wylądowały w słoikach a la ciotka Helka czyli zapasteryzowane z odrobiną cukru. Ponoć takie najlepsze są na brzuch. Z reszty zrobiłam szybkie ciasto ucierane. Niestety w za dużej blaszce. Ale i tak wyszło pyszne. Takie ciasto to idealna opcja dla zabieganych i tych co nie potrafią piec ciast. Są jeszcze tacy? Ciasto jest miękkie, wilgotne. Smakowało nawet jemu. Więcej ultra prostych ciast owocowych znajdziecie tutaj.

Jagody a la ciotka Helka
rodzinna receptura, najlepsze na bolący brzuch ;-)

Słoiki umyć i mokre włożyć do piekarnika nagrzanego do 120 st.C. Piec przez 15 minut. Do gorących nakładać łyżeczką umytych jagód i warstwami przesypywać cukrem, niedużo. Zakręcić, nakrętki wcześniej wyparzyć we wrzątku. Włożyć ponownie do piekarnika na 20 minut. Kurczą się niemiłosiernie, ale nigdy nie mam serca ich upychać. Nie otwierać pochopnie.

Proste ciasto cytrynowe z jagodami

-szklanka jagód
-110g brązowego cukru
-60g masła
-50ml maślanki lub kefiru
-120g mąki
-szczypta soli
-1 łyżeczka proszku do pieczenia
-2 jajka
-skórka otarta z cytryny
-1 łyżka soku z cytryny


Masło roztopić. Wysmarować nim blaszkę na 500g keks, wysypać mąką. Jajka ubić z cukrem, dodać skórkę i sok z cytryny. Dolać kefir, ubić. Stopniowo wsypać mąkę wymieszaną z proszkiem i solą. Wmieszać delikatnie jagody. Piec 45 minut w temp. 170-175 st.C Studzić 10 minut w blaszce, a potem na kratce.

poniedziałek, 30 maja 2011

Phyllophil i wiosenne łodygi.

Dziś w nocy miałam sen. Śniło mi się, że nasz rabarbar wykiełkował. Z całej na 4,60m długiej grządki sterczały zielono-różowe łodygi. Z drugiej strzeliście prężyły się szparagi, choć nie przypomina sobie bym je sadziła. Mało tego w miejscu przyszłego domu jak oddział wojska stały dalsze szeregi różowych i zielonych pędów. Ale miałam sen, szturchnęłam tuż po przebudzeniu tego co obok, posłuchaj. Łodygi powiadasz, daję głowę, że przez jaźń przemknęła mu freudowska interpretacja. A ja już wiedziałam jak wykorzystam rolkę filo z zamrażarki i nie znaczy to wcale, że porzuciłam myśl o łodygach.
Nasz rabarbar naprawdę wykiełkował. Na plony trzeba będzie poczekać ze dwa lata. Póki co zadowolę się tym ze straganów. Wezmę też szparagi. Od dawna, nie boję się, że źle wybiorę. I na tu opisy, praktyka czyni mistrza. A nawet jak? Jutro kupię następne, taki ten maj. Ciasto filio mogłabym zrobić sama, ale czy ja jestem On? A On zajęty kopaniem, odmierzaniem i wbijaniem, wybaczy, że sięgam po sklepowe. Powie dobry obiad zrobiłaś a to komplement najwyższy w jego ustach. I nawet przyznam mu się, że to z Jamiego. Niezłe przypomina ruskie pierogi mlaśnie. Nie wierzę, że nie znacie tej tarty.
Tarta ze szparagami na cieście filo
obok Jamie O.
-1/2 kg ziemniaków
-pęczek zielonych szparagów
-sól
-biały pieprz świeżo tłuczony
-gałka muszkatołowa
-ciasto filo prostokąt (15-20 płatków) większy od waszej formy o 10 cm z każdej strony
-stopione masło do smarowania ciasta
-200ml śmietany 18%
-100gtartego sera cheddar
-3 jajka

Ziemniaki gotujemy w mundurkach, studzimy, obieramy, przepuszczamy przez praskę lub tłuczemy widelcem. Szparagi pozbawiamy twardych, zdrewniałych końców i gotujemy w osolonej wodzie przez 5 minut. Odcedzamy studzimy. Formę do tarty smarujemy masłem przy pomocy pędzelka. Kładziemy płat filo, smarujemy masłem i tak aż do wyczerpania składników. W misce mieszamy ziemniaki, śmietanę, jajka przyprawy, na koniec straty ser. Masę wylewamy na spód z płatków filo. Na wierzchu układamy szparagi. Brzegi ciasta zaginamy do wewnątrz i smarujemy masłem. Pieczemy 20 minut w temp. 190 st.C

Rabarbarowe tarteletki z ciasta filo

-500g rabarbaru pokrojonego w plastry około 1 cm grubości
-1 łyżka skrobi (kukurydzianej lub ziemniaczanej)
-5 łyżek cukru
- roztopione masło do smarowania ciasta
-prostokąt filo 40x20 cm

Ciasto tniemy na cztery prostokąty 20x10. Na blasze układamy płatki filo jeden na drugim jak gwiazdę-kwiat, każdy smarujemy roztopionym masłem. Piekarnik rozgrzewamy do 190 st.C. Rabarbar mieszamy z cukrem i skrobią i wykładamy na środek gwiazdy z filo, brzegi marszczymy by otrzymać coś na kształt koszyczków. Smarujemy wierzch masłem. Pieczemy na złoto około 20 minut. Przed podaniem można posypać cynamonowym cukrem pudrem.

A moje zeszłoroczne propozycje na szparagi znajdziecie poniżej po włosku, po chińsku i z użyciem grzebienia.




A to moje ulubione ciasto z rabarbarem:

piątek, 4 lutego 2011

Jogurt domowy i co dalej.


Ostatnio wpadliśmy w wir robienia domowego jogurtu. Na naszym bazarze pojawił się automat z mlekiem prosto od krowy. Co prawda cena na miarę złotej kury, za to zawartość tłuszczu niespotykana w polskich warunkach. Z lubością wspominam czasy, gdy różne ciotki wjeżdżały mi pod wielkomiejski nos z kubkiem ciepłego ciepłem krowich wymion mleka. Uh zatykałam co mogłam, by nie czuć zapachu pastwiska. Wiadomo z Warszawy. A nie daj boże zobaczyłam jakiś paproch, lądowałam z głową w krzakach. Wiejskie wychodki to nie dla mnie. A teraz proszę, płacę słono i napełniam wielorazową butelkę 4-procentowym białym płynem, lecę szczęśliwa do domu i robię jogurt. Domowy jogurt jest pyszny w smaku. Co prawda trochę podchodzi wodą, ale za to nie znajdziecie w nim żadnych dodatków: mączek, skrobi i innych sproszkowanych kości. Na początek potrzebny jest nam ten sklepowy jako starter, ale przy częstej produkcji, podobnie jak zakwasem stajemy się niezależni od przemysłowych kultur. Wystarczy pasteryzowane mleko, termometr (a nawet nie) i już. Oczywiście On zaopatrzył się czym prędzej w stosowną książeczkę, tak więc naszych mleczarskich poczynań to dopiero początek. Bo od jogurtu niedaleka już droga do sera. I tak mamy chleb, ser. Gdyby tak jeszcze jajo znieść...
Domowy jogurt

-litr mleka pasteryzowanego lub nie (w żadnym razie nie UHT)
-1 łyżka jogurtu organicznego bez dodatków (żywe kultury)

Mleka podgrzewamy wolno do prawie wrzenia (96 st. C). Wyłączamy i studzimy do 41-42 st. C. teraz odlewamy trochę mleka do miski i mieszamy z łyżką jogurtu. Pozostałe mleko studzimy do 25-30 stopni i wtedy dodajemy mleko z jogurtem. Wlewamy: On do słoja, ja do pojemniczka ładnego. Mieszamy i odstawiamy w ciepłe miejsce na noc. Najlepsza temperatura to 18-21 stopni. Jeśli chcemy uzyskać gęsty jogurt grecki, rano wylewamy nasz jogurt na sito wyłożone poczwórnie złożoną gazą. Odstawiamy do odcieknięcia, a najlepiej wieszamy. Po jednym dniu uzyskamy gęsty jogurt, po dwóch ser, który można lepić w kuleczki. Gęsty jogurt dobrze wyjadać łyżeczką na przykład w towarzystwie miodu lub tej pigwy.

Albo...

Jogurtowe kulki w aromatycznej oliwie
J. Farrow Seasonal preserves

-750g greckiego jogurtu
-1/2 łyżeczki solo
-1-2 łyżeczki kolorowego pieprzu, zmiażdżonego w moździerzu
- garść świeżego tymianku lub tymianku cytrynowego lub oregano ( u mnie mieszanka i kilka wiórków skórki cytryny)
-4 listki laurowe
- 2 ząbki czosnku pokrojone w cieniutkie plasterki
-około szklanka oliwy

Jogurt do tego przepisu powinien ociekać 2 doby, gdy jest ciepło to raczej w lodówce. Świeży, rzadki jogurt mieszamy z solą i pieprzem i wlewamy na sito. Po dwóch dniach lepimy z masy jogurtowej kulki wielkości orzecha włoskiego. Umieszczamy w wypasteryzowanym słoju przełożone ziołami, czosnkiem i liśćmi wawrzynu, zalewamy oliwą i gotowe. Trzymamy w lodówce do miesiąca. Dobry dodatek do sałatek i jako imprezowa przekąska. Oliwą można zużyć do sałaty.

...albo...
Tureckie ciasto jogurtowe
Sultana's Kitchen Ozcan Ozan

Piekłam ciasto z połowy porcji, wyszła blaszka 15x25 cm

Syrop
-2 i 1/2 szklanki wody
-3 szklanki cukru
-2 łyżki soku z cytryny

Robiłam z połowy porcji i było, aż nadto. Mieszamy wodę z cukrem w garnku, doprowadzamy do wrzenia i gotujemy przez 3 minuty. Zmieszamy ogień na bardzo malutki i dalej gotujemy przez 15 minut. Dodajemy sok z cytryny i studzimy.

Ciasto
-8 jajek w temp. pokojowej
-1/2 szklanki cukru
-2 łyżeczki skórki z cytryny
-1 szklanka miałkiej semoliny ( roztarłam semolinę w moździerzu)
-3/4 szklanki mąki
-3 łyżeczki proszku do pieczenia
-2 szklanki gęstego jogurtu ( takiego, który odciekał 24 godziny)
-szczypta soli
-1/4 szklanki siekanych pistacji

Żółtka oddzielamy od białek. Formę smarujemy masłem i wkładamy do lodówki. Piekarnik nagrzewamy do 170 st.C. Żółtka ubijamy z cukrem do białości, dodajemy skórkę cytryny. Powoli dodajemy semoline, mąkę i proszek. Następnie jogurt. Na koniec ubijamy białka na sztywno i łączymy z jogurtową masą. Wlewamy do formy i pieczemy 45 minut. Studzimy w foremce, kroimy na kwadraty. Podajemy suto polane syropem i posypane pistacjami.

...albo...


Tarta jogurtowa ze szpinakiem na spodzie z karmelizowaną cebulą

Ciasto:
-200g mąki
-100g masła
-szczypta soli
-1 cebula
-3 łyżki lodowatej wody

Cebulę posiekałam na drobniutko i przysmażyłam na brązowo. Wystudziłam, zmieszałam z mąką i solą. Dodałam posiekane masło i wymieszałam, tak by całość przypominała kruszonkę. Dodałam wodę i szybko zagniotłam gładkie ciasto. Ciastem wylepiłam formę o średnicy 22 cm. Chłodziłam w zamrażarce dopóki piekarnik nie nagrzał się do 200 st. C. Podpiekłam spód 20 minut. Wcześniej nakłułam widelcem.

-2 szklanki gęstego jogurtu ( odciekał 2 dni)
-2 garście blanszowanego szpinaku
-szczypiorek, natka
-pieprz, sól i gałka
-1 ząbek czosnku
-2 jajka
-twardy owczy ser po posypania lub parmezan

W misce wymieszałam jogurt, jaja, szpinak, natkę, szczypior, przepuszczony przez praskę czosnek i przyprawy. Wyłożyłam na spód. Posypałam po wierzchu serem i ozdobiłam resztką ciasta ;-) Piekłam 45 minut w temp. 150 st. C



sobota, 4 grudnia 2010

W temacie korzennym: piernik i sos żurawinowo-pomarańczowy

okropne zdjęcie, ale ten kolor sosu

Zimno, zimniej, najzimniej, lód...


Idę po łydki w śniegu. Twarz ukryłam w czerwonych zwojach szalika. W ręku termiczny kubek z imbirową herbatą. Parzy usta, ale na wszelki wypadek jest. Jak długo przyjdzie mi czekać dziś na tramwaj? Tego nie wie nikt. W autobusie grzeje tłum. Od góry. Od dołu nie. Tuptam w miejscu, bo nie łatwo rozgrzać mi stopy. Spóźniam się, choć nie czeka na mnie nikt. Więc ja zamiast pracować czekam. Ktoś nie dojechał, ktoś nie odpalił, ktoś utknął zasypany, inny zmarzł na kość.

Ciepło, cieplej, gorąco, parzy...


Wchodzę do domu, strzepuję małe sopelki z rzęs. Wtulam lodowaty nos w tego co ma zawsze pół stopnia więcej. Błogosławię testosteron, ale mi mało. Włączam piekarnik niech grzeje. Rozgrzewam ciało domowym miso i ciągle mi mało. Robię błyskawiczny piernik z pomarańczowo-żurawinowym sosem. I jest w sam raz.


Piernik z Guinnessem i mascarpone
Nigella "Kitchen"

To ciasto z nowej Nigelli, więc nic odkrywczego. Za to z czystym sercem polecam, bo jest pyszne i długo zachowuje świeżość. Zamiast śmietany w oryginale dodałam mascarpone. Bo było. Bo nie chciało mi się iść po śmietanę. Bo tak wyszło przepysznie. Za to sos zrobiłam sama i bardzo mi smakuje, na ciepło na zimno. I ten kolor, jak moje rękawiczki.

Robiłam z połowy porcji i tak podaję proporcje i wystarczyło na sześć małych, około 10 cm średnicy aluminiowych foremek, bardzo wygodnych dom podania i transportowania.

-75g masła
-100g golden syrup
-100g ciemnego cukru muscavado
-125ml Guinessa
-1 łyżeczka mielonego imbiru
-1 łyżeczka mielonego cynamonu
-1/8 mielonego goździków
-150g mąki
-1 łyżeczka sody
-150g sera mascarpone
-1 jajko

Piekarnik nagrzałam do 170 st.C. I wysmarowałam cieniutko moje foremki masłem.
Masło, syrop, cukier, piwo i przyprawy korzenne podgrzewałam w garnku, aż do połączenia składników. Zdjęłam z ognia i wmieszałam do masy kolejno mąkę, sodę. Ubijałam trzepaczką, by pozbyć wszelkich grudek. Wbijałam jajko i ser. Dobrze wymieszałam. Wlałam do przygotowanych foremek i piekłam 35 minut. Jadłam zimny z gorącym sosem owocowym.

Sos żurawinowo-pomarańczowy

-1 szklanka żurawin świeżych lub mrożonych ( świeże po nocy na balkonie stają się mrożone)
-1/2 szklanki soku z pomarańczy
-kilka łyżek miodu do smaku
-1 goździk
-2 pomarańcze obrane z usuniętym albedo

Żurawiny zagotować z wodą, przetrzeć przez sito. Puree gotować dalej z miodem i goździkiem, gdy zgęstnieje dodać pomarańcze i gotować około 5-10 minut. Polewać zimny piernik.

a wszystko to bo jeszcze trwa


środa, 1 grudnia 2010

Korzenny jabłecznik, Ptasiowy Tydzień i ciastka.


Ostatnio omijają mnie wszystkie blogowe święta i festiwale. W sumie przeszło mi koło nosa dyniowe, orzechowe, a nawet cytrusowe. W sumie to sama sobie przechodzę koło nosa, bo gdy wracam wieczorem to padam prosto na ryj. Dobrze, że ma mi kto robić legowisko. No ale Ptasiowego tygodnia korzeni to już ominąć nie mogłam, no nie mogłam i już. Bo Ptasia to kiedyś była moja sąsiadka prawie. Bo Ptaś Ptasiny to mój dawny ziom. Bo tak.
Korzenie obecne są u nas przez okrągły rok. Szuflady z przyprawami mamy trzy, co stanowi duży procent naszych szuflad w ogóle. I ciągle brakuje nam miejsca. Dodaję je do wszystkiego, przyprawy, nie szuflady rzecz jasna. Z imbirem to się prawie nie rozstaje. Zawsze przecież mogę zmarznąć, a nic mnie tak nie rozgrzewa jak imbirowa herbata. Zresztą imbir działa dobrze i na inne przypadłości ludzkiego ciała. Gdybym miała wybrać mój top ten przypraw to byłyby to właśnie imbir i imbir. Ale też gałka. Uwielbiam jej połączenie ze szpinakiem. Kumin po meksykańsku, po arabsku, po indyjsku. Wanilia za to, że jest. Kozieradka, kolendra, kardamon, goździki, pieprz, pieprzu to dużo, koper włoski, kurkuma, no tak łatwo przekroczyć dziesiątkę.
Z okazji Korzennego Tygodnia moje korzenne pewniaki. Może nie są Miss Obiektywu, ale za to można zrobić je od niechcenia i nie ma obawy, że coś nie wyjdzie. Jabłecznik i ciastka. Za oknem trzaskający mróz. Imbirowa herbata i coś pachnąco-słodkiego na pewno dobrze Wam zrobi. I tak po prawdzie z tymi ciastkami, to już nie wiem, które były, które. Ale polecam wam oba rodzaje. Zapraszam.

Korzenny jabłecznik na Święto Dziękczynienia

W ostatni czwartek Moja Amerykańska Rodzina obchodziła swoje Święto. Z tej okazji zrobiłam korzenny Amerykański Apple Pie. Aby dodać mu Thanksgivingowego charakteru na wierzchu wycięłam małe indory. Konia z rzędem temu albo kawał ciasta, kto je dostrzeże! Ciasto jest bardzo kruche i ma dużo, dużo jabłek. Raczej z takich do wyjadania łyżką niż do serwowania frymuśnych kawałków na porcelanie. On twierdzi, że za dużo cytryny, mi pasuje.


Składniki na kruche ciasto:
-1 i 1/2 szklanki mąki
-szczypta łyżeczka soli
-2 łyżeczki cukru
-100g masła
-2-3 łyżki lodowatej wody

Mieszamy w misce masło, mąkę, sól i cukier, aż otrzymamy okruchy. Dodajemy wodę i szybko zagniatamy gładkie ciasto. Dzielimy na pół, formujemy kule i wkładamy do minimum godzinę do lodówki. Ciasto można przechować jeden dzień w lodówce lub zamrożone nawet miesiąc.

Nadzienie:
-2 łyżki mąki
-1 kg jabłek Granny Smith lub innych twardych i słodkich
-1/2 łyżki drobno startej skórki z cytryny
-1 łyżka soku z cytryny
-1/4 szklanki brązowego cukru muscavado
-2 łyżki cukru
- szczypta łyżeczka soli
-1/2 łyżeczki mielonego cynamonu
-1/2 łyżeczki świeżo startej gałki muszkatołowej
-1-2 łyżki zimnego masła porwanego na kawałeczki
-1 małe żółtko
-1 łyżka śmietany lub mleka
-cukier puder do posypania

Na stolnicy wałkujemy jedną kulę ciasta na grubość około 0,5 cm i wykładamy nim formę do tarty, w tym przepisie lepiej sprawdzają się te głębsze formy. Wykańczamy brzegi i wstawiamy na godzinę do lodówki. Pozostałą część ciasta wakujemy na koło średnicy formy ( nieco większe by zlepić brzegi). Układamy na blaszce lub desce i chłodzimy przez 30 minut.
Jabłka obieramy, usuwamy gniazda nasienne i kroimy: połowę na cienkie, podłużne plastry, a drugą w grubą kostkę. Mieszamy w misce z przyprawi, skórką i sokiem z cytryny, cukrem, mąką, solą. Wykładamy jabłka na zimne ciasto, nieco dociskamy łyżkę i ewentualnie robimy górkę. Jabłek musi być naprawdę dużo. Na wierzchu koło z ciasta, zlepiamy brzegi i robimy dziurki widelcem, można wcześniej wyciąć duże dziury o dowolnym kształcie. Ubijamy jajka ze śmietaną lub mlekiem. Smarujemy jajkiem i posypujemy cukrem. Chłodzimy przez godzinę. Pieczemy w temperaturze 190 st.C przez 25 minut, a potem w 160-170 st.C przez godzinę. Jeśli wierzch robi się zbyt szybko brązowy wsuwamy blaszkę pod górną grzałkę lub przykrywamy ciasto folią aluminiową. Studzimy na kratce, pod warunkiem, że uda nam się wyciągnąć ciasto z formy przez zjedzeniem. Mu jedliśmy prosto z formy. Łyżką a co!

Imbirowe ciastka z melasą
z Michel Suas

proporcje na dwie puszki ciastek

-80g masła
-1 małe jajko
-140g cukru brązowego
-50-55g melasy
-200g mąki
-5g sody oczyszczonej
-2g soli
-2g mielonych goździków
-2-3g mielonego cynamonu
-3g mielonego imbiru
-1-2g mielonej gałki muszkatołowej
-1g mielonego ziela angielskiego

Masło utrzeć mikserem z cukrem na puch. Dodać jajko, potem melasę. Utrzeć na gładko. Potem stopniowo dodawać suche składniki. Z ciasta uformować walec lub prostokąt. Chłodzić kilka godzin. Zimne ciasto kroić na plasterki ( krążki lub prostokąty). Układać w odstępach na blasze wyłożonej pergaminem. Piec 12-15 minut w 160-170 st. C. Studzić na kratce.


Ciastka imbirowe
Gingersnap
Michel Suas

-140g masła
-1 jajko
-140g cukru
-60 melasy
-200g mąki chlebowej
-7g sody oczyszczonej
-2g soli
-1/4 łyżeczki mielonych goździków
-1/2 łyżeczki cynamonu
-1-1,5 łyżeczki mielonego imbiru

Masło utrzeć mikserem z cukrem na puch. Dodać jajko, potem melasę. Utrzeć na gładko. Potem stopniowo dodawać suche składniki. Z ciasta uformować walec lub prostokąt. Chłodzić kilka godzin. Zimne ciasto kroić na plasterki ( krążki lub prostokąty). Układać w odstępach na blasze wyłożonej pergaminem. Piec 15-17 minut w 145-150 st. C. Studzić na kratce.

niedziela, 7 listopada 2010

Urodziny bloga i urodzinowa szarlotka.

Nie cierpię przekładania urodzin. Pojawiłam się na świecie w najbardziej zaspany dzień roku i moje urodziny zawsze obchodzone są na doczepkę, z opóźnieniem lub pomiędzy ziewnięciami. I proszę, co robię? Sama przekładam urodziny swojego bloga.

A więc Kruchy ma dwa lata. A właściwie miał, drugiego listopada. I kto by pomyślał?

To był kulinarnie bardzo udany rok. Upiekliśmy dużo ponad sto chlebów. Chociaż Narzeczony nadal wnosi oczy ku Niebu: Czy ty musisz popełniać takie błędy? Czemu pieczesz jakieś dziwa zamiast przerobić porządnie jeden rozdział z książki?
Poznałam kilka świetnych, kuchenne zakręconych kobiet. Zjadłam mnóstwo nieziemskich potraw. Zatopiłam się w wielu kulinarnych tomiskach. I wiecie co? Nadal mam wielki apetyt na gotowanie!

A dziś z okazji urodzin banalnie. Domowa szarlotka Mamy Ewy. Po prawdzie nie jest to oryginalny przepis mamy. U nas w rodzinie wszyscy wszystko robią na oko. Nie ma zapisków, tajemnych zeszytów z przepisami, szeptanych na ucho receptur. Robimy według uznania. Sama przez długi czas tak gotowałam. Fascynację książkami kulinarnymi przeżywam dopiero od niedawna. Na początku drwiłam sobie ze skrupulatnego Narzeczonego i jego wielogodzinnych przygotowań do obiadu. Teraz doceniam wierność oryginałowi. Szukałam po książkach przepisu na szarlotkę bliską tej Mamy Ewy. I tak znalazłam jedną z pierwszych swoich kulinarnych książek. Pamiętam jak czekałam, kiedy wreszcie trafi do księgarń, zresztą jak na wszystkie książki tej autorki. Łasuch kulinarny Małgorzaty Musierowicz był moją ulubioną lekturą. Przy byle okazji namiętnie trzaskałam Murzynka Gabrysi i po raz enty czytałam o miłosnych rozterkach czterech różnowłosych sióstr i długonogiej Anieli.

A oto szarlotka. Nie będę Was przekonywać, że jest najlepsza, jest po prostu moja. Też pewnie taką macie. Na przykład: Mama Ania kroi jabłka i nie trze na wierzch ciasta- powiedział On - no i ja wolę mniej cynamonu. Ale teraz Ty pieczesz dla mnie szarlotki, więc pewnie za kilka lat ta będzie moja ulubiona.

Szarlotka Mamy Ewy/Mamy Borejko

proporcje na małą kwadratową lub prostokątną blaszkę

ciasto:
-250g mąki
-100g masła
-2-8 łyżki śmietany 18%
-żółtko
-1 łyżka cukru
-1 łyżeczka wanilii
-1 łyżeczka proszku do pieczenia
-1-2 łyżeczki soku z cytryny

nadzienie:
-4 jabłka renety
-1 łyżka masła
-2 łyżki cukru trzcinowego
-skórka z pomarańczy odrobina
cynamon według uznania

Wszystkie składniki wrzucamy do miski i wyrabiamy jednolite ciasto. Można zrobić przy pomocy miksera. Połową ciasta wyklejamy wyłożoną pergaminem formę. Druga połową wkładamy do zamrażalnika.
Jabłka obieramy, ścieramy na grubej tarce. Dusimy w garnku z masłem i cukrem. Doprawiamy cynamonem i skórką. Studzimy. Chłodne jabłka wykładamy na ciasto. Na wierzch ścieramy drugą część ciasta. Pieczemy 40 minut w temp. 185-190 st. C. Podajemy posypane cukrem pudrem z odrobiną wanilii.

LinkWithin

Related Posts Widget for Blogs by LinkWithin