Banał pierwszy.
Latem nie chce się ślęczeć godzinami w kuchni. Gorąco wygania w plener.
Banał drugi.
Latem ma być prosto, szybko i musi się udać. Nie ma czasu na poprawki.
Banał trzeci.
Na deser musi być ciasto.
Banał czwarty.
Ciasto z owocami.
Nie są wykwitnie jak francuskie, puszyste jak drożdżowe, malownicze jak kruche tarty. Ciasta ucierane są najłatwiejsze. Od dziecka piekę je w owocowym sezonie. Przepisy zmieniają się, bo nie mam zwyczaju prowadzenia kulinarnego dzienniczka. Moje karteluszki z notatkami mają tendencje zawieruszania się na amen. Czasem robię je z głowy z proporcji pół szklanki, szklanka, dwie szklanki i jajka. Innym razem trafiam na jakiś przepis. Zakuwam go na pamięć i przerabiam ze wszystkimi dostępnymi owocami. Miękkie, wilgotnawe, szybko znikają prosto z blaszki. Zapakowane znoszą dobrze wielogodzinny pobyt w pociągu i wycieczkę na rowerze. Przepis poniżej pochodzi z książki Dana Leparda. I oryginalnie jest to ciasto z morelami, których połówki należy poukładać na wierzchu przecięciem w górę. Ja daję jeszcze listki tymianku. Podczas pieczenia owoce opadają zwykle na dno ( ciężkie) lub chowają się pod powierzchnią (wiśnie, czereśnie, porzeczki). Ilość cukru zredukowałam o 1/4, ale można nawet o 1/3. I znowu z tym wpisem ubiegła mnie pani Kręglicka, o tylko potwierdza jaki to banał. O ciastach owocowych w jej wydaniu możecie przeczytać w ostatnim numerze tygodnika.
Ciasto z owocami
wg Dana Leparda
wg Dana Leparda
Proporcje na ciasto średnicy 23 cm. Moim zdaniem takie ciasto wyjdzie z formy, w nawiasach moje proporcje.
-200g (150g) miękkiego masła
-360g (260g) drobnego cukru (zwykle rozdrabniam w blenderze cukier trzcinowy i dodaję 180-200g)
-3 jajka (2 nieduże)
-150g (110g) kwaśnej śmietany (wystarczy 12%, może być też jogurt naturalny, tylko sprawdźcie czy to tylko jogurt)
-225g(175g) mąki self-raising (w Polsce do nabycia w wiadomej sieci brytyjskich sklepów z odzieżą lub na półtorej szklanki mąki typ 500 półtorej łyżeczki proszku do pieczenia i pół łyżeczki soli, w zmniejszonych proporcjach to 170g tj szklanka mąki, łyżeczka proszku i większa szczypta soli)
-ew. cukier kryształ do posypania
-200g (150g) miękkiego masła
-360g (260g) drobnego cukru (zwykle rozdrabniam w blenderze cukier trzcinowy i dodaję 180-200g)
-3 jajka (2 nieduże)
-150g (110g) kwaśnej śmietany (wystarczy 12%, może być też jogurt naturalny, tylko sprawdźcie czy to tylko jogurt)
-225g(175g) mąki self-raising (w Polsce do nabycia w wiadomej sieci brytyjskich sklepów z odzieżą lub na półtorej szklanki mąki typ 500 półtorej łyżeczki proszku do pieczenia i pół łyżeczki soli, w zmniejszonych proporcjach to 170g tj szklanka mąki, łyżeczka proszku i większa szczypta soli)
-ew. cukier kryształ do posypania
Piekarnik nagrzałam do 170 st. C. Formę do pieczenia wyłożyłam papierem. Autor każe wysmarować masłem i wysypać mąką, moim zdaniem zbędne zawracanie głowy.
Masło utarłam z cukrem mikserem na puch. Dodałam jajka po jednym! Gdy ciasto było puszyste, dodawałam na przemian po kilka łyżek mąki ( wcześniej wymieszanej z proszkiem i solą, jeśli robimy sami) i łyżeczkę śmietany. Na koniec dodałam przyprawy, czytaj niżej. Wylałam do formy, poukładałam owoce. Na wierzchu można wysypać odrobiną cukru kryształy, ładnie karmelizuje po wierzchu, dając pewną chrupkość, co jest ważne, gdy mieszka się z wielbicielem chrupkiego. Piekłam 50 minut. Patyczek po wyciągnięciu z ciasta powinien być suchy.
Masło utarłam z cukrem mikserem na puch. Dodałam jajka po jednym! Gdy ciasto było puszyste, dodawałam na przemian po kilka łyżek mąki ( wcześniej wymieszanej z proszkiem i solą, jeśli robimy sami) i łyżeczkę śmietany. Na koniec dodałam przyprawy, czytaj niżej. Wylałam do formy, poukładałam owoce. Na wierzchu można wysypać odrobiną cukru kryształy, ładnie karmelizuje po wierzchu, dając pewną chrupkość, co jest ważne, gdy mieszka się z wielbicielem chrupkiego. Piekłam 50 minut. Patyczek po wyciągnięciu z ciasta powinien być suchy.
Wersja z wiśniami:
-kilka kropel organicznego olejku z migdałów
-kawałek startego na tarce marcepanu
-ok.500g drylowanych wiśni
Olejek i marcepan dodajemy do ciasta pod koniec ucierania. Wylewamy do formy. Pokrywamy wierzch warstwą drylowanych wiśni albo wylewamy połowę ciasta, układamy połowę wiśni, wylewamy pozostałe ciasto i kładziemy pozostałe wiśnie.
Wersja z rabarbarem:
-cynamon według uznania
-kawałki rabarbaru
Cynamon dodajemy do ciasta pod koniec ucierania. Ciasto wylewamy do przygotowanej foremki i na wierzchu układamy warstwę rabarbaru.
A na koniec piosenka, którą nucę sobie zwykle podczas ucierania ciasta. Dawniej nad makutrą, dziś zagłuszana mikserem. I co ciekawe, nigdy nie zrobiłam ciasta według tego przepisu. Piosenkę i ciasto dedykuję tacie na urodziny:
Wszystkiego najlepszego Tato Bolku.
A ja, nieważna, że w tym roku te upały, gorąc, etc. miałam nieodpartą chęć pieczenia. Ale fakt, że najlepiej w lecie smakują ciasta z owocami, mnie nie zniechęca i dwa tyg. temu wstawiłam ciasto na piernik, teraz sobie dojrzewa ;))
OdpowiedzUsuńCiasta z owocami sa najlepsze właśnie latem :) Najprostsze i najpyszniejsze,wilgotne, miękkie.
OdpowiedzUsuńBardzo lubię i chętnie piekę. Nawet w upały. Jakoś mam cały czas powera,że szok ;))
Wszystkiego najlepszego dla Taty!:))
macie racje ciasto z owocami to najlepszy pomysł na lato, tyle możliwości, wszystkie proste, a smak.. poezja.
OdpowiedzUsuńPięknie Ci wyszło, pozdrowienia
Kasiu to moja najulubieńsza piosenka! :)
OdpowiedzUsuńI moje najukochańsze ciasto - tu pałeczkę oddaje mojej starszej Siostrze :)
Miłego poniedziałku!
ooch, wygląda jak moje puerwsze w życiu ciasto! pamiętam, jaka byłam z niego dumna. :)
OdpowiedzUsuńchociaż wiesz co, mnie akurat gorąco trzyma w domu. ;)
super ciasto! i zapewne pyszniutkie:) o tej porze roku ciasta z owocami to podstawa:)
OdpowiedzUsuńwow , no nie tak się nie robi , ja jeszcze tego morelowego nie zrobiłam a tu następne i to wersjach kilku , wow
OdpowiedzUsuńo tak lato to czas owocowych ciast , ja realizuje to w nadmiarze wręcz
W tym roku już ich upiekłam z dwa tuziny najmniej w tym np 3 ciasta z agrestem :P
A ja nie umiem robić ciast ucieranych :| Prawie zawsze wychodzi mi zakalec... Masakra jakaś.
OdpowiedzUsuńTwoje wygląda pięknie :)
Dla Taty wszystkiego naj :)
jak ja lubię takie ciasto.
OdpowiedzUsuńw dzieciństwie potrafiłam pochłonąć całą brytfankę;)
Ucierane z owocami są the best. Ja zawsze robię to samo, szklankowe z GP, i zawsze wychodzi. Naprawdę najłatwiejsze w świecie. Jak się rozczuliłam oglądając ten teledysk... ta kuchnia ;))) Od razu mi się przypomniało, jak robiłyśmy z koleżankami iryski i ponieważ nam nie wyszły, wylałyśmy za okno - z 6 piętra...
OdpowiedzUsuńCzasem z owocami warto pokombinować. Ale najlepsze są właśnie po prostu. W takim cieście. Cudnie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Mania: No to nieźle.
OdpowiedzUsuńEj Majana to wpadnij do mnie, ja ci zaraz jakieś zajęcie znajdę.
Pozdrowienia.dla wszystkich miłośniczek owocowych ciast.
Polka; poniedziałek to my mamy ulewny. czy miły?
Margot: przepraszam.
Ptasia: My rzucałyśmy ciastem na pierogi o ścianę.Taki Bertinet w sumie.
podpisuję się pod tymi "banałami"
OdpowiedzUsuńciasto jest super
Ciasto z tego przepisu robił mój sąsiad. Pamiętam, że smakowało. Właśnie wyjęłam ucierane ze śliwkami i jabłkami z piekarnika - czyli banały jak najbardziej.
OdpowiedzUsuńTakie ciasta to moje smaki z dzieciństwa. I urzekł mnie fioletowy talerzyk :)
OdpowiedzUsuń