Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nigella Lawson. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nigella Lawson. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 marca 2011

A na poniedziałek dwie sałatki do pudełka.


Sobota przemknęła jak błyskawica. Dała miły ból w mięśniach po porannym rozciąganiu. Zapełniła lodówkę ekologicznymi przysmakami z targu nieopodal. Do wieczora płynęła radośnie na rozmowach, grupowym lepieniu falbanek i kieliszeczkach pysznych nalewek.

Niedziela strzeliła jak z bicza trzasnął. Śmignęła po wertepach. Na twarzy zostawiła słoneczny ślad pierwszego wiosennego pikniku. Na kartkach plany na przyszłość.

Biegnie tydzień nowego. Jutro poniedziałek. Nie zapomnijcie przygotować lunchowych pudełek. Joanno oto dwie propozycję do twojego pudełka od niezawodnej Nigelli. Proste i lekkie, w sam raz na nowy czas.

Sałatka jak wietnamska z kurczaka i kapusty

-300g gotowanego lub pieczonego kurczaka podartego na drobne kawałki
-2 czerwone chili
-1 ząbek czosnku
-2 łyżeczki cukru
-3 łyżki octu ryżowego
-3 łyżki soku z cytryny
-1-2 łyżki sosu rybnego
-3 łyżki oleju
-1 czerwona cebula
-pęczek rzodkiewek pokrojonych w ćwiartki
-pieprz
-500-700g kapusty białej lub czerwonej drobno poszatkowanej
-5 łyżek natki kolendry, drobno krojonej

Siekamy drobno chili (bez nasionek i białych błonek), czosnek. Mieszamy w miseczce z octem, cukrem, sokiem z cytryny, sosem rybnym i olejem. Odstawiamy na pięć minut. Siekamy drobno cebulę, na piórka. Dodajemy do miski, mieszamy i zostawiamy na kwadrans. Dodajemy mięso i ponownie zostawiamy na kwadrans. Na koniec mieszamy z poszatkowaną kapustą i rzodkiewkami, dobrze mieszamy i napełniamy pudełka na wynos. Na wierzchu posypujemy obficie kolendrą.

Sałatka z kurczaka z miętą i orzeszkami ziemnymi

sos
-2 łyżki oleju
-3 łyżki niesolonych orzeszków ziemnych
-2 łyżki chińskiej pasty chili z bobu (chili bean paste)
-1 łyżka cukru
-1 łyżka sosu sojowego
-1-2 łyżki chińskiego ciemnego octu
-2 łyżki wody

Orzeszki prażymy w oleju na złoto, ciepłe przekładamy do melaksera i ucieramy na pastę. Dodajemy pozostałe składniki sosu i mieszamy. Sos przekładamy do małego pojemniczka na wynos.

sałatka
-300g kurczaka gotowanego lub pieczonego podartego na małe kawałki
-mała główka sałaty lodowej, posiekana
-spory pęczek natki kolendry, posiekany
-spory pęczek mięty, posiekany
-średni ogórek, usunięte gniazda nasienne, posiekany na półplasterki
-szczypior, pokrojony wzdłuż na trzy, następnie na 5 cm nitki

Wszystkie składniki fantazyjnie układamy w pudełkach. W pracy polewamy sosem.

Orientalne składniki do kupienia tutaj. A zioła na wagę tutaj

środa, 8 grudnia 2010

Gdy brak czasu sięgam po resztki. Sałatka zimowa.


W mojej kuchni nadal króluje On. Powstają wielostopniowe dania robione trzy dni. Mięsiwa pieką się godzinami, co raz przewracane kolejnym widelcem. Nie narzekam. Pomykam w przemoczonych butkach po nieodśnieżonych chodnikach powiatowego miasta. A to zajrzę do starostwa, a to do gminy. Zagrzeję chwilę miejsca w elektrowni. Dowiem się, że brak jednego druku lub że najpierw trzeba mi kolejne pozwolenie mieć. A czas oczekiwania liczyć będę w tygodnie, miesiące. Wracam zła i zmarznięta, ale nie narzekam. Otwieram dziób po jedzenie. Jem ostro i rozgrzewająco. Jem po koreańsku. I ciągle nie narzekam, bo jest pysznie. Choć czasem, by móc podziękować za posiłek muszę wypić duuużo wody. Za to mi zostają resztki. Długo pieczone, aromatyczne mięso. A z resztek to ja potrafię wyczarować lunch. W sam raz do pudełek. Jestem w końcu Gospodarna Narzeczona. A Joanna może to sobie zapakować do pudełka. A Dominika zrobiłaby to w pięć minut, gdyby tylko jadła mięso. A ty?

Sałatka z pieczonej łopatki wieprzowej
gdzieś tam u Nigelli podobna
Pieczona łopatka:
wg Momofuku

-1,5kg łopatki wieprzowej
-1/4 szklanki soli czyli 4 łyżki
-1/4 szklanki cukru

Mięso nacieramy solą i cukrem, co zostanie wyrzucamy. Wkładamy do naczynia w którym będzie się piec, przykrywamy szczelnie folią i wstawiamy do lodówki na 6 do 24 godzin. Piekarnik nagrzewamy do 120 st. C. Wylewamy nadmiar płynu z naczynia z mięsem. Wkładamy naczynie na 6 godzin do piekarnika.Co godzinę polewamy wytopionym tłuszczem i sokiem. Przewracamy co jakiś czas, starając się nie utopić widelca. Tak pieczone mięso zachowuje wilgotność i aromat. Wyciągamy i studzimy.

Sałata:

- pół główki zielonej sałaty
- kilka liści gorzkiej czerwonej sałaty lub cykorii
- kawałek pieczonego mięsa na przykład wieprzowej łopatki, kaczki, jagnięciny lub schabu
-pęczek mięty
-pestki z jednego granatu

Sos:
-2 łyżki sosu rybnego
-1 łyżka galaretki z czarnej porzeczki lub dżemu
-2 łyżki delikatnego octu winnego
-1 łyżka słodkiego sosu sojowego
-1 łyżeczka Tabasco
-1 dymka wraz ze szczypiorkiem posiekana
-1 mały ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę
-2 łyżki oliwy

Mieszamy w miseczce składniki sosu. Wkładamy plastry mięsa i marynujemy 15 minut. Na talerzach rozkładamy sałaty, mięso odsączone z marynaty. Posypujemy miętą i granatem. Polewamy pozostałym sosem. Jemy z domowym chlebem.

sobota, 6 listopada 2010

Leniwa sobota, pudełko dla Joanny i makaronowa sałatka.


Leniwa sobota. I kto by pomyślał! Przyznam, że sama nie mogę w to uwierzyć i już w głowie kiełkują różne: to może zrobię, to nadrobię, powinnam, trzeba, a tam czeka. Nie dam się, będę twarda. Popijam moją ulubioną herbatę na jesienne chłody. Imbir, cytryna, miód i cieszę się, że jestem. Za oknem leje tak, że jedynym stosownym obuwiem wydają się brązowe kalosze. Co z tego, kiedy On zabrał ostatni parasol. Nie wiem jak to się dzieje, ale liczba parasoli po dwóch dniach deszczu zwykle drastycznie spada. Zresztą podobnie dzieje się z rękawiczkami i czapkami zimą. Zagadka. Nie rozwiązuję jej, bo jeszcze znajdę gdzieś schowek z parasolami i będę musiała wyściubić nosa na zewnątrz. A przecież tak mi dobrze. Cieszę się ponurym porankiem. Cieszę się na nadchodzący dzień. Wspominam wczorajsze spotkanie z przyjaciółkami. Joasia ma wreszcie pracę, Dominika nieźle wygląda, czyżby tak służyły jej moje dania w pięć minut ;-), a Maja wszędzie widzi ziejony. A ja? Ja upiekę dziś szarlotkę i chleb i ciastka i ... A dla Joanny mam coś do nowego lunchowego pudełka. Sałatkę. Szybką i smaczną. Która w sumie przypomina chińską sałatkę pewnej blond mamy, która była stałym punktem naszych studenckich imprez. Tu w wersji Nigellowej z moim domowym szlifem. Na pozór wygląda dość dziwnie, ale jest naprawdę pyszna. I nie przerażaj się domowe masło orzechowe jest dziecinnie proste, makaron to tylko kwestia wprawy, a własne kiełki to już mus. Joanno zapakuj do pudełka. A Was moje miłe zapraszam jutro na spóźnione urodziny kruchego spodu. Ma już kruchutek dwa lata!

Azjatycka sałatka makaronowa z amerykańskim szlifem
podobna u Nigelli

sos:
-100g masła orzechowego tu znajdziesz przepis na domowe masło orzechowe
-1 łyżka słodkiego sosu sojowego (gęsty sos do kupienia np. w Kuchniach Świata)
- 1 łyżeczka sosu chilii np. Tabasco
-2 łyżki sosu sojowego
-1 łyżka oleju sezamowego
-2 łyżki oleju
- 1 mały ząbek czosnku zmiażdżony

Wszystkie składniki mieszamy w miseczce na gładki sos.

składniki:
- około 300g makaronu udon najlepiej domowej roboty zobacz tutaj to proste
- szklanka kiełków fasoli mung o kiełkach poczytasz tutaj
- czerwona papryka pokrojona na cieniutkie paseczki
-2 dymki ze szczypiorkiem drobniutko posiekane
-garść siekanej natki kolendry
-2 łyżki prażonych ziaren sezamu*

Kiełki i paprykę blanszujemy tj. wrzucamy do wrzątku na 30 sekund. Wszystkie nasze dalekowschodnie książki zalecają blanszowanie kiełków fasoli i soi. Nie wiem czy chodzi o dalekowschodnie żołądki i ich zdolność przyswajania. Wierzę, że mają rację. Makaron gotujemy w osolonej wodzie jak w przepisie z opakowania tudzież jak podałam w przepisie na domowy makaron. W misce mieszamy wystudzony makaron, kiełki, paprykę, dymkę, natkę, sezam i mieszamy z sosem. Gotowe!

*Nieuprażony sezam jest nietrawiony, ze względu na nieprzyswajalne otoczki. Zwykle prażymy większą ilość sezamu na suchej, żeliwnej patelni i trzymamy w słoiczku. Posypujemy nim różne orientalne dania, sałatki i muesli.

A jeśli szukasz innych pomysłów na zapełnienie swojego pudełka znajdziesz tutaj:
-swoją ulubioną caponatę z plackami cieciorkowymi
-sałatkę z zielonych warzyw
-makaron z wędzoną rybą
- rzecz jasna domowy makaron z domowym pesto
-sałatka z fasoli i tuńczyka
-albo takie pudełko po indyjsku
no dobra tyle, wierzę, że sama wymyślisz tysiąc sposobów na zapełnienie swojego pudełka. Joanno innych dań szukaj też w cyklu Pudełko dla Joanny.

poniedziałek, 27 września 2010

Dziewięćdziesiąt kilometrów, dziewięćdziesiąt minut, On, Ona i proszona kolacja.

W sobotę i niedzielę pogoda jest tak piękna, że On i Ona nie mogą odmówić sobie rowerowej wycieczki. Od świtu niemalże On stoi nad Nią jak spragniony uciech dnia sześciolatek i jęczy: No wstań. No jedźmy już. No chodź zrobiłem ci kawę. W sumie miło jest wstać, gdy dom wypełnia jesienne słońce. Za oknem klon gubi pomarańczowe liście, na stole Jej ulubione latte i pyszne bagietki z serem z wymiany*. Myk, myk prysznic, kanapki do sakwy i już po chwili Ona i On telepią się starym składem za miasto. I znowu cudownie jest Im mknąć na pomarańczowym i czerwonym jednośladzie wśród mazowieckich bezdroży. Zwłaszcza, że przyświeca Im życiowa** misja. Wspaniałe jest Im wgryzać się w bagietkę nadzianą świeżym kimchi z ogórków i długo dojrzewającą szynką. Wracają do domu przed siódmą z miłą dla oka, mniej nieco dla mięśni, dziewięćdziesiątką na liczniku. Tymczasem zostaje Im, o ironio, dziewięćdziesiąt minut do przyjścia znajomych. A Ona i On nie lubią byle czego na stole. Kolacja ma być smaczna i efektowna. Ba! Ona chce zrobić jeszcze zdjęcia!

Jak zrobić proszoną kolację w 90 minut.

Nie oszukujmy się planowanie jest konieczne.

Poprzedniego dnia On robi zakupy, piecze chleb. Zresztą i tak by upiekł. Ona piecze sernik bananowy z najnowszej Nigelli. Dobrze, że jest okazja, tyle tych ciast do wypróbowania. Chleb na pszennym zakwasie nic nie traci ze swojej świeżości, a sernik lubi odczekać swoje w lodówce.

Po wejściu do domu o godzinie 18:45
Oboje myją ręce. Ona rozpakowuje sakwy, wyciera stół i sprząta to i owo, bo psuje jej wygląd całości. On zmywa naczynia ze śniadania, o zgrozo! Ona przeciera i nakrywa stół, niezobowiązująco tak lubi. Wyciera sztućce, szklanki, wyjmuje z lodówki sernik. On włącza piekarnik, niech się nagrzeje do 175 st.C

Godzina 19:00, kurczak jest w piekarniku

Ona idzie pod prysznic. On szykuje kurczaka pieczonego z dwoma cytrynami. Kurczak jest solidny i eko. Danie ma być proste, stąd dobra jakoś składników jest nieodzowna. Naciera, nadziewa, zaszywa, związuje Gdzie położyłaś moją dratwę?! A ta igła żaglowa?! I już po chwili kurczak ląduje w piekarniku. Tymczasem spod prysznica wychodzi Ona. On sprząta po kurczaku nazwanym już Kurą. Ona się ubiera.

19:15-19:30, wykąpani, ubrani, szykują sałatę

On idzie pod prysznic. Ona stawia garnek do gotowania na parze, obiera około kilograma pietruszek zrobi te Truskawkowej Ani, od dawna są w jej codziennym repertuarze, szybkie, zaskakująco dobre. I kto by pomyślał, że to pietruszka! Tylko zamiast mąki używa domowej bułki tartej i mniej soli. Myje dwa rodzaje sałaty i rwie na kawałki, kroi na przezroczyste plasterki ogórka. Spod prysznica wychodzi On.

19:30-19:45, On trze i miażdży, Ona strzepuje pyłki.

Ona szykuje wodę z plasterkami ogórka i listkami przyokiennej mięty, kroi chleb. Utrzyj mi parmezanu i ukręć tego sosu z anchovies do sałaty. Komenderuje. Kręcą się jak frygi i już za chwilę na stole ląduje sałata z kaparowo-sardelowym sosem, chleb, woda. Zapomnieli o winie, ale w tej kwestii można zawsze liczyć na znajomych.
Ona ustawia talerze i szklanki i suszy włosy, błogosławiąc swojego boskiego fryzjera, bo nic a nic nie musi ich układać. Z piekarnika dobywa się oszałamiający zapach cytrynowej Kury.


19:45-20:00 Goście i gospodarze starają się ukryć zziajanie.


Ona podgrzewa karmelowy sos i polewa nim sernik. Spływa, niedobrze. Pokrywa pietruszki posypką, skrapia oliwą i wkłada do piekarnika. On sprząta miejsce pracy. Uff oddychają z ulgą w tym czasie do drzwi dzwonią goście, zanim wejdą na górę, zdążą przekląć ich czwarte, wysokie piętro. Kura potrzebuje jeszcze kwadransa, ale co za problem zabawić gości rozmową albo zlecić im łapanie karmelu, co usiłuje uciec z sernika. I kiedy kolacja jest już zjedzona, Ona przypomina sobie o tych zdjęciach. Cholera! Robi zdjęcia resztkom. Nie może sobie odżałować takich dobrych dań.

Kurczak pieczony z dwoma cytrynami
Marcella Hazan

-dobry kurczak w wadze 1,5-1,7 kg
-sól
-świeżo mielony pieprz
-2 małe cytryny najlepiej niewoskowane

Piekarnik rozgrzewamy do 170-175 st.C
Kurczaka myjemy, Usuwamy sterczące kawałki tłuszczu. Sadzamy go na talerzu na 10 minut, tak by jak najwięcej wody wyciekło. Osuszamy papierowym ręcznikiem. Szczodrze nacieramy solą i pieprzem od zewnątrz i w środku.
Cytryny myjemy zimną wodą, zmiękczamy poprzez rolowanie ich o blat. Nakłuwamy każdą wykałaczką w 20 miejscach. Wkładamy cytryny do wnętrza ptaka. Przy pomocy wykałaczek spinamy otwór w kurczaku albo zaszywamy nicią z naturalnego włókna. Nogi związujemy ze sob, ale tak by zachowały naturalną pozycję. Staramy się nie uszkodzić skóry, Kładziemy kurczaka w formie do pieczenia, piersią do dołu i pieczemy bez dodatku tłuszczu około 20 minut na każde 1/2kg mięsa. Wyjątkowy w swojej prostocie.

Sernik bananowy z sosem toffi
Nigella Lawson Kitchen

Piekłam z 2/3 porcji na małą tortownicę około 20 cm

-250g ciastek digestive***
-75g masła

-4 przejrzałe banany, takie z brązową skórką
-60ml soku z cytryny
-700g kremowego twarogu w temp. pokojowej
-6 jajek
-150g jasnego muscavado

-100g masła
-125ml golden syrup****
-75g jasnego muscavado

-tortownica i forma lub naczynie, do której zmieści się tortownica

Tortownicę od wierzchu i spodu owijamy szczelnie kilkoma warstwami folii aluminiowej.
Piekarnik rozgrzewamy do 170 st. C
Ciastka i masło miksujemy w melakserze, powinna powstać masa, którą wylepiamy dno tortownicy. Wstawiamy do lodówki.
Banany rozgniatamy widelcem lub mikserem na pulpę, mieszamy z sokiem z cytryny.
Miksujemy ser na gładko, dodajemy po jednym jajku i po kilka łyżek cukru, nadal miksując. Gdy maa będzie gładka, dodajemy stopniowo banany.
Tortownicę wyjmujemy z lodówki i umieszczamy w dużej formie lub naczyniu. Wlewamy do tortownicy masę serową. W czajniku gotujemy wodę. Gdy piekarnik się nagrzeje. Wstawiamy naczynie z tortownicę do piekarnika i wlewamy do niego wrzątek, ma sięgać do połowy tortownicy. Pieczemy sernik w kąpieli wodnej przez 70 minut. Gdy jest upieczony, ostry nóż zatopiony w cieście wychodzi czysty. Studzimy, wyciągamy z tortownicy i wkładamy do lodówki.
Z pozostałych składników robimy sos. Rozpuszczamy w rondelku syrop, masło i cukier na gładką masę. Gotujemy przez minutę. Przelewamy do dzbanuszka i studzimy. Nie wkładamy do lodówki. Radzę sos przygotowywać w dniu podania, bo mój się zestalił i musiałam chwilę go pogrzać. Sernik jest bardzo dobry, choć nie ma nic wspólnego z polską klasyka gatunku.

Kimchi z ogórków
David Chang Momofuku

Kimchi to rodzina koreańskich kiszonek i pikli. Klasyczną z kapusty pekińskiej opisałam tutaj. To ekspresowa i bardziej zachodnia propozycja Davida Changa właściciela kilku lokali w NY pod wspólną nazwą Momofuku. Gdybyście kiedyś byli w Wielkim Mieście koniecznie odwiedźcie lokale Davida Changa. A książkę z niektórymi przepisami (menu zmienia się tam co tydzień) można kupić wysyłkowo. Większość przepisów jest niezwykle skomplikowana, ale ten poraża prostotą. W potrawy Changa wierzę jak w nic.

-500g jędrnych ogórków jak do kiszenia, pokrojonych wzdłuż na cienkie paseczki
-2 i 1/2 łyżka cukru
-1 i 1/2 łyżeczki soli
-1 i 1/2 łyżki kochukaru czyli koreańskiej ostrej papryki w proszku do kupienia tu.
-1 i 1/2 łyżki pokrojonego w cienkie paseczki imbiru
-4 ząbki czosnku, pokrojone w cienkie paseczki
-1 łyżka sosu rybnego
-1 łyżka jasnego sosu sojowego
-1/2 łyżeczki solonych krewetek (opcjonalnie)
-1 mała marchewka pokrojona na 5 cm zapałki
-1 dymka pokrojona w cieniutkie piórka ( biała i jasnozielona część)
-1/4 cebuli pokrojona w cienkie plasterki

Ogórki mieszamy z 1 i 1/2 łyżki cukru, 1/4 łyżeczki soli i odstawiamy na 10 minut. Pozostałe składniki mieszamy w misce, dodajemy odsączone z soku, który puszczą ogórki. Mieszamy i odstawiamy na 15 minut. Gotowe. Można przechowywać w lodówki w słoiku do kilku tygodni. Rzecz jasna ogórki nieco się zamarynują.

Pieczone pietruszki
Ania

-1kg ładnych pietruszek podobnego rozmiaru
-4 łyżki bułki tartej
-4 łyżki świeżo startego parmezanu
-1 łyżeczka pieprzu
-1/4 łyżeczki soli
-2 łyżki oliwy

Pietruszki obrałam, niektóre przekroiłam wzdłuż na pół. Gotowałam na parze przez 3 minuty. Ułożyłam w naczyniu do zapiekania. Sypkie składniki wymieszałam, wysypałam na pietruszki, potrząsnęłam naczyniem. Skropiłam oliwą. Zapiekłąm przez 20 minut w temp. 170 st.C

Sałata z kaparowo-saredelowym sosem
Jamie Oliver

- różne rodzaje sałaty, podarte na kawałki, okołom 1,5 główki
- ew. kilka ogórków pokrojonych w cienkie plastry
- 4 filecików anchovies
- garść kaparów
- 9 łyżek oliwy
- 3 łyżki octu winnego

Mieszamy w melakserze lub rozcieramy w moździerzu na gładki sos. Polewamy sałatę.


* My pieczemy chleb na zakwasie, chleb jedzie w góry, w górach pani robi pyszny ser, krowi lub kozi, ten z kolei jedzie do nas.
** A tak szykuje nam się życiowa misja.
*** a ciastka możecie zrobić samemu i to nawet orkiszowe, razowe! Przepis na końcu.
**** Z polskich produktów najbardziej zbliżony jest płynny sztuczny miód, syrop do kupienia z delikatesach i sklepach z żywnością z różnych stron świata

Domowe ciastka digestive
modyfikacja przepisu Doroty

-175g mąki orkiszowej typ 2000
-50g mąki pszennej chlebowej
-50g mieszanki płatków zbożowych (owsiane, jęczmienne, żytnie)
- 4 łyżki skondensowanego mleka
- szczypta soli
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
-75g masła
-3 łyżki jasnego muscavado

Z podanych składników zagniotłam niezbyt atrakcyjne ciasto. Schłodziłam w lodówce. Zimne rozwałkowałam, wykroiłam szklanką ciastka, które nakłułam wykałaczką. Piekłam w 180 st. C przez 12 minut. Studziłam na kratce.

niedziela, 12 września 2010

Nigella na chorobę i Blondie w łóżku.

A więc leżę i choruję. I wiem, nie zaczyna się się zdania od więc, ale jestem chora. Wolno mi! Tak więc leżę obłożona chusteczkami higienicznymi, stosem książek, gazet, kubków po herbacie, z herbatą i laptopem. Z niedowierzaniem myślę o czasach, kiedy nie było laptopów. Chory nadaktywny człowiek miał naprawdę ciężko. Może składał origami? Przerobiłam już wszystkie rodzaje chorobowych herbat. Z imbirem i sokiem z pomarańczy, z rokitnikiem, po indyjsku, klasyczną cynamonową, meksykańską, z różą, z pigwą, z cytryną, lipą i miodem... Z przerażeniem patrzę na słoik z miodem, jest prawie pusty. A nie ma komu uzupełnić zapasów. Szkutnik dotrze dopiero przed północą. Za to przywiezie dynie! Moje własne, wyhodowane. Noooo... to za dużo powiedziane, raczej posiane na pastwę losu, ale spisały się dzielnie. Wczorajszy murzynek Nigelli zniknął bez śladu. Nie patrzcie tak! Nie zjadłam go sama, choć ilość kalorii jaką wydatkuję na kaszel, pewnie równa jest kilku godzinom wyczynowego sportu. A poza tym jestem chora i mogę sobie chyba dogodzić nie? I dziś przeglądając od nowa i nowa Kitchen zapragnęłam czegoś słodkiego. Wybór nie był prosty. Ciasto musiało być niekłopotliwe: w stylu wrzuć i wymieszaj. A wszystkie składniki musiały być w domu. No bo przecież nie wyjdę. Nie to, że nie można w czasie choroby, ale komu by się chciało. Blondie spełniało wymienione wyżej kryteria. Co prawda czytałam przepis ze dwa razy w poszukiwaniu białej czekolady, bo tak kojarzę to ciasto. No, ale skoro wczorajsze czekoladowe było bez czekolady, zaufałam swoim chorobowym zmysłom. Wyszło niezłe. Znowu mało słodkie. Czyżby Nigella się zmieniła? Owsiane, czekoladowe, o delikatnym mlecznym posmaku. Choć może się mylę, pamiętajcie mam zatkany nos, a duża część naszego smaku zależy od zmysłu powonienia. A więc dalej leżę w łóżku. Z Blondie. I nie ma tym nic erotycznego.


Blondies
Nigella Lawson Kitchen

Proporcje na kwadratową foremkę o wymiarach 23 cm lub blaszkę 30x20 cm. Wychodzi 16 kwadratów. Zrobiłam z połowy porcji.

-200g płatków owsianych*
-100g mąki lub mąki bezglutenowej**
-1/2 łyżeczki sody
-150g masła
-100g jasnego cukru muscavado
- 400ml (1 puszka) mleka skondensowanego (niesłodzonego)
-1 duże jajko
-170 g ciemnej czekolady połamanej na malutkie kawałeczki

Piekarnik nagrzać do 180 st. C. Formę wysmarować lub wyłożyć pergaminem. Wymieszać w misce mąkę, płatki i sodę. W drugiej misce utrzeć mikserem masło i cukier na puch. Dodawać stopniowo suche składniki i mleko, wlewając je powoli. Gdy wszystkie składniki się połączę, wbić jajko, dalej miksując. Na koniec wymieszać z czekoladą. Przelać do formy. Uwaga ciasto nie wygląda apetycznie! Piec 35 minut. Wyjąć delikatnie, jest miękkie. Studzić na kratce. pokroić na kwadraty. Jeść i zdrowieć.

To nie jest żadne wybitne ciastko. Taka zdrowa żywność, przez te płatki. Naprawdę mało słodkie, w sam raz do lunchowego pudełka małego szkolniaka i dużego rozrabiaka. A tu moje ulubione owsiane i czekoladowe ciasteczka jeśli pragniecie czegoś słodszego.

* owies jako taki jest bezglutenowy, ale w Polsce i krajach UE jest zwykle zanieczyszczony pszenicą, sąsiadujące uprawy i te same linie produkcyjne. Tylko w USA jest dostępny owies i płatki z zielonym światłem dla bezglutenowych.

** użyłam niechcący mieszanki bezglutenowej z mąki ryżowe, sorgo, proso. Stąd moje rozmyślania o bezglutenowych.

sobota, 11 września 2010

Nigella jak nowa i ciasto czekoladowo-pomarańczowe.

Pisałam Wam kiedyś, że Nigelle polubiłam całkiem niedawno i to głównie za sprawą Ptasi. I jak tylko Ptasia zaćwierkała o nowej książce ciemnowłosej Kucharki, od razu ją zamówiłam. Rzecz jasna Ptasią pocztą. I tak od kilku dni na moim, nie nie stole, łóżku, bo wraz z książką przyniosłam jakąś grypę, mam nadzieję że nie Ptasią. Na moim łóżku obok mnie i pustej filiżanki po herbacie z rokitnika leży sobie grube tomisko. Kitchen Nigelli Lawson to kulinarna, dowcipna opowieść, niepopsuta koszmarnym tłumaczeniem. Mnóstwo przepisów tych szybkich i bardziej pracochłonnych. Dodatek o ulubionych sprzętach i tych wszystkich muszę to mieć. Ciepłe, klimatyczne zdjęcia z jednymi z moich ulubionych garnków ;-). Aaaa i wreszcie ktoś napisał: Przeczytaj uważnie cały przepis zanim zaczniesz gotować! Zawsze mówiłam, że to nie takie oczywiste. Na razie przeglądam, bo utrata węchu i spadek witalnych sił nie pozwalają beztroskie pichcenie. Dla poprawy humoru zrobiłam sobie coś prostego. Ciasto czekoladowo-pomarańczowe. W moim wydaniu z dodatkiem grejpfruta. Lekki, mało słodki, murzynek i pierwsze plamy na książce. Poczułam się jak u mamy. Teraz to na pewno wyzdrowieję.

Ciasto czekoladowe-pomarańczowe
Chocolate orange loaf cake
Nigella Lawson Kitchen

Proporcje na keksówkę 900g

-150g miękkiego masła plus odrobina na wysmarowanie formy
-kapka oleju na wysmarowanie łyżki do odmierzania syropu
-30ml (2 łyżki) golden syrup (nie miałam, więc dałam syropu z agawy)
-175g ciemnego muscavado (przyznaje dałam mniej ok 125g, ale to nie był chyba dobry pomysł)
-150g mąki
-1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
-25g dobrej jakości kakao
-2 jajka
-skórka z 2 pomarańczy i sok z jednej (u mnie pomarańcza i grejpfrut pół na pół i to był dobry pomysł)

Piekarnik rozgrzałam do 170st. C, a właściwie schłodziłam, bo wcześniej siedział w nim chleb. Formę wyłożyłam papierem zamiast smarować.
Masło utarłam mikserem z syropem i cukrem na gładko.
Mąkę wymieszałam z sodą i kakao. I dodałam kilka łyżek do masy maślanej, która cały czas się leniwie mieszała. Wbiłam jajko i wsypałam kilka łyżek mąki. Gdy masa stała się jednolita powtórzyłam operacje z drugim jajkiem i reszta mąki. Dodałam skórkę cytrusową. Na koniec cały czas mieszając wlałam cienką strużką sok.
Ciasto przelałam do formy. Piekłam 45 minut w 170 st. C. Studziłam początkowo w formie, a następnie na kratce. Kroimy na plastry i jemy w łóżku wertując nową książkę.

środa, 28 lipca 2010

O bobie, Nigelli i letniej sałatce.

Jako dziecko lubiłam przysiąść nad garnkiem gotowanego bobu. Wypychałam buzię szarozielonymi fasolami, aż ledwo się domykała. Zwykle zjadałam z łupami, a czasem, o zgrozo wyjadałam łupy po innych. Od małego byłam gospodarna. Nie byłam za to wielbicielką szparagówki. Tej żółtej w ogóle nie tykam, na mamuta nawet nie spojrzę. Mamut, kto to wymyślił. Oczywiście zjem szparagówkę w azjatyckich stir fry, luksemburskiej bouneschlupp czy włoskim omlecie, ale samą po co? Szkoda posiłku na takie kulinarne nudy na pudy. Z tego samego powodu nie siadam już nad garnkiem bobu. Na kolację to ja lubię sobie pokombinować. I tak oba strączkowe, które dobrze sprawdzają się na zimno, lądują w letnich sałatkach. Najprostsze to bób, rzecz jasna bez łup i nie chce wiedzieć co z nimi zrobicie, fasolka, prażone orzechy włoskie, natka, cieniutko pokrojone suszone pomidory, pokruszona feta i jakiś winegret. Można dodać kapary, ulubione zioła i co tam chcecie. Można zjeść od razu albo wziąć w pudełku do pracy na drugie śniadanie. Z bobem dobrze komponuje się prażony boczek i ziemniaki. Fasolka ładnie wygląda w tajskim curry. Z bobu robię też często pastę do chleba. Miksuję go niedokładnie z oliwą, garstką parmezanu, czosnkiem i dużą ilością mięty lub bazylii. Wyjadam łyżkami prosto z miseczki.

Zachwyt kuchnią Nigelli jakoś mnie ominął, może siedziałam nad jakąś miską wpatrzona w dal jak sroka. A może wyklejałam kruchym kolejne formy do tarty. Owszem słyszałam coś tu i tam, ale jako nieposiadająca telewizora, nie mówiąc już o kablu byłam gdzieś na uboczu. Po cichu obejrzałam w necie jakieś filmiki i jedyne co zapamiętałam to chocolate chips wsypywane tonami i ten mikser. Nadal po cichu postanowiłam jednak zgłębić zagadnienie. Nabyłam kilka książek. Swoje trzy grosze miała też blogerka o kocim spojrzeniu i ptasim imieniu. Spojrzałam na Nigellę przychylnym, choć nie kocim okiem. A oto co ma do powiedzenia w temacie bób i fasolka szparagowa. Oryginalnie więcej oliwy i jakaś inna fasola, bób sprawdził się znakomicie. Pieczona cukinia dała dużo aromatu, także nie trzeba było specjalnie się wysilać z przyprawami. Sól, pieprz, zioła z doniczek wystarczyły. Do tego domowe: chleb i lemoniada. Letnia uczta.


Sałatka z bobu, fasolki i cukinii
wg Nigelli L.

-500-750g cukinii żółtej i zielonej
-500g bobu
-250g fasolki szparagowej
-10 gałązek natki pietruszki
-pęczek bazylii np. zwykłej i cytrynowej albo greckiej
-sok z cytryny
-kilka łyżek oliwy
-sól, pieprz

Cukinię pokroiłam w ósemki wzdłuż, każdą ósemkę na trzy lub cztery kawałki. Rozgrzałam piekarnik do 200 st.C Kawałki cukinii rozłożyłam na blasze i skropiłam oliwą ( Nigella polała). Piekłam przez 30 minut na środkowym poziomie. W tym czasie ugotowałam fasolkę i bób. Bób obrałam z łupin. Do miski wrzuciłam cukinię, bób, fasolkę. Posoliłam i zmieliłam nad miską sporo czarnego pieprzu. Skropiłam sokiem z jednej cytryny, dodałam łyżkę oliwy, a niech to. Posypałam posiekaną natką i bazylią.

niedziela, 16 sierpnia 2009

Letnie ciasto. Weekendowe podróże.

To lato spędzam w mieście. W lipcu i sierpniu opustoszałym. Przemierzam ulice rowerem. Do sakw upycham papryki, ogórki, morele, amerykańskie borówki. Do tych ostatnich przekonałam się dopiero niedawno. Pracy mam mniej, więc jest czas na przetwory. Weekendy, te bez pracy, pakuję plecak i jadę do drugiego miasta. Nad morze. Od progu szopy wita mnie uśmiechnięty szkutnik. Łakomie wpatruje się w...we mnie? w ciasto?
Oto kolejna propozycja letniego ciasta, które dobrze wytrzymuje podróż pociągiem. Ostatnio na Durszlaku była dyskusja o formach do tart. Bardzo lubię te ceramiczne, za to jak prezentują na stole, i że nie rysują się podczas krojenia. I za dźwięk, który wydają, gdy stuknąć w nie łyżeczką. Mam jednak jedną starą metalową formę, ze zdartą sillikonnową powłoką. Żadna inna tak dobrze znosi wędrówek. Jeżdzi ze mną nad morze, do mamy, na piknik, na imrezę, by wszyscy mogli cieszyć się smakiem kruchych spodów z nadzieniem.


Tarta z owocami w sosie toffi
wg Nigelli How to eat ze znacznymi modyfikacjami
Ciasto kruche:
Zrobiłam najprościej z 200g mąki, 100g masła, szczypty soli i odrobiny lodowatej wody. Dla dodatkowej kruchości dodałam 20g mąki kukurydzianej (180 g pszennej + 20g kukurydzianej)
Zagniotłam, palcami w gniotłam w formę. Metalowa ma jeszcze tę zaletę, że można ją zimną wstawić do nagrzanego peikarnika. Korzystam z tego nagminne. Formę z ciastem nakłutym widelcem wkładam na kwadrans do zamrażalnika, a potem piekę 5 minut dłużej niż w przepisie.

Nadzienie:
Piekarnik rozgrzałam do 205 st. C. W misce ubijałam 2/3 szklanki jasnego cukru muscavado(można użyć demerrary), 1/4 szklanki mąki, szczypta soli, 2 jajka, 1/4 szklanki śmietanki 36%. Na zimny spód wyrzuciłam mieszankę malin i borówek amerykańskich (około 400g), na owoce wylałam masę. Piekłąm 10 minut, a następnie obniżyłam temp. do 175 st. C i piekłam kolejne 30 minut. Wystudziłam, zjadłam kawałek i zapakowałam.


Tak zapakowana jechała sobie spokojnie na półce w pociągu.


Smacznego!

piątek, 22 maja 2009

Lubię!

Lubię kawiarnie. Najlepiej takie z fotelami i ogródkiem. Albo z widokiem na gwarny bulwar. Lubię obserwować ludzi. Nad szklanką latte wyobrażać sobie o czym rozmawiają, co ich łączy. Mieszając piankę tak siedzieć godzinami. Jedno latte, drugie latte...a do kawy tarta z malinami. Szkoda, że nie podają takiej w żadnej kawiarni.

Tarta z malinami na migdałowym spodzie

Ciasto:
-1 i 1/2 szklanki mąki i odrobina soli
-1/4 szklanki mielonych migdałów
-1/2 szklanki bardzo drobnego cukru lub cukru pudru
-125g masła
-1 żółtko
Nadzienie:
-500g malin najlepiej świeżych, ale mogą być i mrożone
-125g masła
-1 szklanka drobnego cukru ( ja mielę chwilę cukier w blenderze i mam na przykład prawie puder z demerary!)
- 3 łyżki dżemu malinowego ( najlepszy od cioci Marysi)
-szklanka mielonych migdałów
-3 jajka
-2 łyżki płatków migdałowych
Sposób wykonania:
Ręcznie lub mikserem z podanych składników zagniatamy ciasto, tak jak ciasto kruche. Niekiedy trzeba dodać odrobinę wody. Zawijamy w folię i wkładamy do lodówki na kwadrans lub nieco dłużej.
Następnie wyklejamy ciastem okrągłą formę do tarty lub foremki do tarteletek. I ponownie wkładamy do lodówki (uwaga jednak na formy ceramiczne, nie lubię nagłych zmian temperatury)
Roztapiamy masło. Jajka ubijamy z cukrem na białą, sztywna masę. Dodajemy masło, migdały. Na spodzie tarty rozsmarowujemy dżem, a następnie pokrywamy go malinami. Na maliny wylewamy masę jajeczną. Całość posypujemy płatkami migdałowymi. Pieczemy 35-45 minut w piekarniku nagrzanym do 200 st. C
Kroimy wystudzoną.
Ależ to jest pyszne!

Przepis z Nigellowej How to eat

poniedziałek, 5 stycznia 2009

Po jednym na każdy dzień


Oglądałam kiedyś taki film, będąc małą. Nie pamiętam tytułu. Działo się to w czasie Drugiej Wojny Światowej. Mama głównej bohaterki, musiała gdzieś wyjechać. Zostawiała swoją córeczkę samą w mieszkaniu. Przykazała jej nie wychodzić z domu i nikogo nie wpuszczać. Na czas rozłąki usmażyła dziewczynce czternaście pączków. Po jednym na każdy dzień, do czasu jej powrotu.
Batony muesli
Przepis modyfikacja z "Nigella Expresowo"
W dużej misce zmieszałam 250g płatków owsianych, 75g wiórków kokosowych, 100g suszonej żurawiny, garść rodzynek, 100g posiekanych orzechów pecan, szklankę mieszanki ziaren słonecznika, sezamu, maku. W rondelku zagrzałam pół puszki mleka skondensowanego słodzonego z 200ml mleka 2%. Gdy płyny były wrzące zalałam nimi wszystko to co w misce. Zamieszałam i pozwoliłam, by płyn się wchłonął. W tym czasie rozgrzałam piekarnik do 130 st. C. Zawartość miski wyłożyłam na blaszkę i wygładziłam łopatką. Piekłam godzinę. Po wyjęciu z piekarnika odczekałam kwadrans i pokroiłam na kwadraty.

Czekoladowe krówki z pistacjami
przepis z "Nigella expresowo"
W rondlu zagrzałam pół puszki mleka skondensowanego słodzonego, dwie tabliczki gorzkiej czekolady, łyżkę masła i szczyptę soli do momentu otrzymania jednolitej masy. Do ciepłej masy wrzuciłam 90 g siekanych pistacji (niesolonych). Całość wylałam do wysmarowanej tłuszczem płaskiej ceramicznej formy. Wygładziłam powierzchnię. Wystudziłam, a następnie włożyłam na parę godzin do lodówki. Na koniec pokroiłam na prostokąciki. Zniknęły przed wyjazdem.

LinkWithin

Related Posts Widget for Blogs by LinkWithin