Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czekoladowy weekend. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czekoladowy weekend. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 lutego 2013

Czekoladowy weekend i szybkie lody

 

Przez ostatnie lata kulinarna blogosfera zmieniła się nie do poznania. I nie jestem pewna czy zawsze były to zmiany na lepsze. Wiele dobrego zniknęło i przyznaję, że sama też się do tego przyczyniłam. Patrz: Weekendowa Piekarnia. Wiele innych powstało, choć przyznam, że nie nadążam, by je wszystkie śledzić. Z przykrością? Nie wiem. Na szczęście jest też kilka niezmiennych. Wiem, że w każdym miesiącu dowiem się co lubi Ania. W poniedziałki zajrzę do Basi (o ile się nie mylę ostatnio we wtorki, ale to na pewno tylko chwilowe przesunięcie). W październiku objem się dynią w towarzystwie Bei, potem zanurzę w korzenne aromaty wraz z Ptasią. Brakuje mi Dnia Jabłka, na pocieszenie popatrzę co znów razem upiekły, a przecież każda w swojej kuchni, Majana i Anita. Przepisów na pierniki i faworki pójdę szukać do Ali. Nie zgodzę się z Polką. Powygłupiam z Okiem. I tradycyjnie wezmę udział w Weekendzie Czekolady.

Udział będzie skromny, wręcz symboliczny, gdyż moja kuchenna działalność ma miejsce jedynie w krótkich przerwach pomiędzy niespełna trzygodzinnymi cyklami, bo ktoś ma zegareczek w pupce ( nadal nie lubię zdrobnień, ale gdybyście widzieli te już i tak podwojone rozmiary...). Udział skromny, acz nie pozbawiony kalorii i zupełnie nieodpowiedni na zimę. Ponadto zawiera wszystkie te składniki, których karmiąca samica człowieka powinna unikać (dajcie mi naukowy artykuł, gdzie jest to napisane) i powiem wam to jest pyszne. Przepis nie przepis przewija się przez różne książki Nigelli, a ostatnio pojawił się w wersji kawowej u Ani. Dobra alternatywa dla tych, którzy nie mają specjalnych maszyn. Trudno w to uwierzyć, ale powstały w myśl zasady Nie marnuję jedzenia, ostatnio tak pięknie opisanej u Bei. L. robiąc pączki stwierdził, że otwarta przez niego półlitrowa śmietanka jest jakaś dziwna i poszedł po następną, niestety też półlitrową. I tak zostałam z 750ml śmietanki do wykorzystania w najbliższym czasie.
Lody czekoladowe z nutą pomarańczy

-150ml słodzonego mleka skondensowanego
-350 ml śmietanki
-75-100g gorzkiej czekolady roztopionej w kąpieli wodnej
- 2-3 łyżki Cointreau lub innego likieru pomarańczowego

Wszystkie składniki miksujemy na gęstniejącą masę i wstawiamy na noc do zamrażalnika. Proste nie?

Przy okazji i w związku z dużą ilością śmietanki zrobiłam też wersję z tahini: zamiast czekolady i likieru dodałam 1/2 szklanki tahini i 2 łyżki rumu. I wiecie co? Nie wiem, które lepsze.

Atino dziękuję za kultywowanie tradycji. A tu znajdziecie moje wpisy z poprzednich lat. Ciekawe, że też są lody. Inny pomysł na niekłopotliwe i lżejsze lody znajdziecie tutaj i tutaj.

niedziela, 20 lutego 2011

Czekoladowy Weekend 2011 - lody wieloczekoladowe

Post miał być o tym jak bardzo lubię zjeść zimą lody. Czuję się wtedy bardziej dorosła. Choć w tym wieku to już bardziej chyba czuć się nie można. Dzieciom to mama nie pozwalała na takie zimowo-lodowe szaleństwa. Gardło się mogło przeziębić. I klasówka z fizyki przepaść. Zresztą idąc za głosem mamy, sklepy nie sprzedawały mrożonych specjałów w zimowe miesiące. Nie licząc wieloowocowych Hortexów w pudełku jak po paście BHP.

I tak miało być o wielkiej przyjemności jedzenia lodów zimą. Wyjadaniu wielką łychą z pojemnika. Zamarzniętych paluszkach rozgrzewanych na wrzącej filiżance mocnego espresso. Nogach pod kocem i nosie w lodowej masie.

Nic z tego nie będzie, brr. Zmarzłam na psią kość na zimowym spacerze. Nie pomogło wino i kanapka z grillowanym sercem wołu (pycha!). Nie pomógł architektoniczny trucht: O tu będzie nasz dom. A tu salon. A tu piec. Pije herbatę, za herbatą nie mogąc rozgrzać gnatków. Ale Wy może lubicie zimowe lody. Te są naprawdę pyszne, wieloczekoladowe. I co ciekawe powstały całkiem przypadkiem. W zasadzie przez nieuwagę. Ot zrobiłam raz za rzadki mus czekoladowy. Wstawiłam do zamrażarki i proszę.

Paski nie są idealnie równe, ale może to i lepiej. Kto by mi wtedy uwierzył, że sama je robiłam.

Lody czekoladowe na czekoladowym spodzie
modyfikowana M. Stewart

Spód jest mało słodki. Oba musy słodkie i ciężkie, ale jako lody znakomite. Proporcje na 8 porcji o średnicy 8 cm. Są to duże porcje! Robiłam z połowy. Przepis szklankowy jak to w Ameryce ;-)

Spód:
-2/3 szklanki mąki
-1/3 kakao
-2/3 szklanki cukru
-3/4 łyżeczki sody
-1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
-szczypta soli
-1 jajko
-1/4 szklanki mleka
-3 łyżki oleju z pestek winogron( neutralnego w smaku)
-1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
-1/4 szklanki wody

Piekarnik nagrzewamy do 170 st.C. Mieszamy w misce mąkę, kakao, cukier, proszek, sodę, sól. Dodajemy jajko, mleko, wanilię, wodę i ubijamy na gładką masę. Wylewamy na płaską prostokątną blaszkę ( ciasto powinno mieć około 1 -2 cm grubości) i pieczemy przez 20 minut. Studzimy i okrągłą foremką wycinamy krążki. Resztę suszymy na bajaderki.

Lody z ciemnej i mlecznej czekolady:
-3 i 1/3 szklanki śmietany 30%
-8 żółtek
-1/2 szklanki cukru
-4 łyżki jasnego syropu kukurydzianego ( eko-eko)
-4 łyżki wody
-200g gorzkiej czekolady
-200g mlecznej czekolady
-szczypta soli
-2 łyżeczki ekstraktu z wanilii

Potrzebne nam będę dwie miski. Mikserem ubijamy lekko całą śmietanę. Powinna być ubita, ale nie sztywna tak zwane soft peaks. Dzielimy na pół i przekładamy do misek. Wkładamy do lodówki na 2 godzinę. Miskę miksera dokładnie myjemy, suszymy.

Teraz będziemy robić wszystko z połowy składników: dla każdych lodów osobno.Potem powtórzymy całą czynność dla drugich lodów.

Ciemnej czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. W czystej ubijamy 4 żółtka na biało. W tym samym czasie w garnku podgrzewamy na dużym ogniu połowę cukru z połową syropu kukurydzianego, 2 łyżkami wody. Gotujemy 1 minutę. Gorący syrop wlewamy strużką do miski z żółtkami podczas gdy mikser pracuje na średnio wolnych obrotach. Ubijamy, aż całość nieco zgęstnieje. Dodajemy roztopioną czekoladę, odrobinę soli, połowę wanilii. Z lodówki wyjmujemy śmietanę, dodajemy do niej połowę masy czekoladowej, delikatnie mieszamy i dodajemy pozostałą bitą śmietanę. Ewentualnie przepuszczamy przez sito, jeśli mamy grudki zastygłego syropu. Chłodzimy zanim wypełnimy worek cukierniczy.

Tak samo postępujemy z lodami z mlecznej czekolady: Rozpuszczamy mleczną czekoladę w kąpieli wodnej...(jak wyżej)

Składanie deseru:
Z pergaminu wycinamy wysokie paski . Każdy krążek ciasta owijamy paskiem i zszywamy zszywaczem lub spinamy spinaczem. Tak by powstały wysokie na 10-15 cm rurki-kołnierze. Przy pomocy szprycy wyciskamy do każdego kołnierza warstwę ciemnego musu, wyrównujemy. Wkładamy na 30 minut o zamrażarki. Wyjmujemy wyciskamy jasny mus, wyrównujemy, mrozimy. Przed podaniem na talerzu kładziemy łyżkę, posypujemy kakao, zdejmujemy łyżkę, tak by powstał po niej biały ślad. lody odwijamy delikatnie z pergaminu i układamy na talerzu.Gwarantuje wam że teściowa westchnie z zachwytu i jeszcze zgani syna, że się czepia.

A tu będzie stał mój dom ;-) Nawet pies się cieszy!

Ostatnia już propozycja na tegoroczny Czekoladowy Weekend:



Beo i Atino dziękuję i melduję się za rok. A tu inne czekoladowo-weekendowe propozycje 2010 i 2011:
Deser z Momofuku:


Chińskie pączki:


Cukierki czekoladowe z zielem angielskim:

sobota, 19 lutego 2011

Czekoladowy weekend 2011 - deser z Momofuku

Cieszę się, że czekoladowy weekend jest zimą. O żadnej porze roku czekolada nie smakuje mi tak jak teraz. Ba! Jej nadmierne spożycie jest usprawiedliwione. Bo mróz, bo zawierucha, bo termoregulacja siada. I nie mam na myśli kaloryferów! Tak więc jedna fałdka więcej nie zaszkodzi. Zapraszam na deser. Przepis pochodzi z książki Momofuku. Momofuku to zarazem restauracyjne przedsięwzięcie Davida Changa, Koreańczyka z Nowego Jorku, który tą nazwą firmuje kilka swoich lokali. Kilka lat temu odniósł spory gastronomiczny sukces otwierając Noodle Bar w East Village, jednej z moich ulubionych dzielnic NY. W niewielkim lokaliku serwował tradycyjne koreańskie dania z zachodnim szlifem. Postawił na tak modny wówczas, zresztą słusznie, local food. I tak zamiast dashi wykoncypował bulion z bekonu rodem z New Jersey. I wierzcie mi wyszło mu to wspaniale. Dzięki popularności jaką zyskał jego pierwszy local, otwierał następne. Każdy kolejny lokal był bardziej ekskluzywny, co za tym idzie droższy. Przy tym te z niższej półki nadal świetnie prosperują, także każdy może znaleźć coś dla siebie w Momofuku. Odwiedziliśmy Noodle Bar, Saam Bar i Milk Bar, nie byliśmy tylko w Ko. Umówmy się, że powodem był brak rezerwacji. W każdym razie szczerze Wam lokale Changa polecam, ma ciekawe pomysły. Dania są świeże, lekkie i zaskakujące. Atmosfera niezobowiązująca. W najdroższym Ko nie ma kelnerów, po to by więcej szło dla kucharza, a klient nie musiał wychodzić spłukany ( mówimy o nowojorskiej klasie średnio- średniej). Oto deser z książki Davida Changa z przepisami z jego lokali. Może trochę przewaga formy nad treścią, ale fajna zabawa. Efekt ciekawy. Tylko jak to przetłumaczyć na polski?

Zrobienie deseru zajęło mi tydzień. Pewnie tyle czasu nie jest wymagane, ale ponieważ składał się z wielu elementów, robiłam go etapami, żeby się nie pogubić. Z całości polecam szczególnie praline paste, przygotowuje ją też niezależnie i wyjadam z moim L. łyżkami.

Mleczno-kukurydziany custard z czekoladowo-orzechowym krążkiem, karmelizowanymi płatkami kukurydzianymi i purée z awokado
David Chang

Proponuje następującą kolejność przygotowania:
-pasta pralinkowa
-karmelizowane płatki kukurydziane
-czekoladowo-orzechowe krążki
-mleczno-kukurydziany pudding
-purée z awokado

Pasta pralinkowa:
-70g orzechów laskowych
-100g cukru
-szczypta soli

Orzechy prażymy na blasze w 200 st. C przez 10-15 minut. Studzimy. Wsypujemy do miski blendera wraz ze szczyptą soli. Cukier wsypujemy do garnka o grubym dnie i podgrzewamy na średnim ogniu, dopóki nie zacznie karmelizować po brzegach. Wtedy mieszamy drewnianą łyżką, aż całkiem się nie rozpuści. Kiedy nabierze ciemno bursztynowego koloru, zdejmujemy z ognia i wlewamy cienką strużką do miski blendera, gdzie siedzą orzechy z solą i miksujemy przez 3-5 minut, aż masa będzie jednolita. Wymaga to pewnej wprawy, ale warto. Otrzymana pasta jest pysznie orzechowa i chrzęści w zębach. Można ją przechowywać w słoiku w lodówce podobno przez wiele tygodni. Pyszności!

Karmelizowane płatki kukurydziane:
-60g płatków (najlepiej takich bez zbędnych dodatków)
-3 łyżki odtłuszczonego mleka w proszku
-1 łyżka cukru
-szczypta soli
-45g masła

Piekarnik nagrzewamy do 130-140 st.C. Płatki wrzucamy do miski i nieco rozgniatamy. Mają powstać małe kawałeczki, a nie proszek. Mieszamy mleko, sól, cukier. Masło roztapiamy i mieszamy z płatkami, następnie dodajemy proszki i mieszamy. Wykładamy na blachę i prażymy przez 20 minut w piekarniku. Studzimy. Trzymamy w szczelnym pojemniczku do tygodnia.

Czekoladowo-orzechowe krążki:
-4 łyżki pasty pralinkowej
-4 łyżki pasty gianduja ( pasty czekoladowej - przepis na pyszną u Eli tutaj)
- 1/4 łyżeczki oleju roslinnego o neutralnym smaku
-szczypta soli
-1og gorzkiej czekolady
-1/2 łyżeczki syropu kukurydzianego
-2 łyżki karmelizowanych płatków kukurydzianych

Do miski wrzucamy obie pasty, olej, czekoladę, syrop kukurydziany, sól i rozpuszczamy nad garnkiem z gotującą się wodą. Masę wylewamy na blachę i rozsmarowujemy szpatułką na 4 mm równą warstwę. Po wierzchu posypujemy płatkami. Wkładamy do zamrażarki, aż stężeje. Wycinamy ausztychem kółka różnej wielkości. Przechowujemy w szczelnym pojemniku. Można trochę podjeść.

Mleczno-kukurydziany custard:
-265g płatków kukurydzianych
-3 szklanki mleka 3.2%
-2 szklanki śmietanki 30-36%
-30g cukru brązowego jasnego
-2g soli
-4g żelatyny

Piekarnik rozgrzewamy do 160 st. C. Płatki wysypujemy na blachę równą warstwą i pieczemy przez 12 minut. Studzimy trochę. Mleko mieszamy w misce ze śmietanką i zalewamy ciepłe płatki. Zostawiamy na 40-45 minut. Nie dłużej, bo za dużo skrobi z płatków przejdzie do mleka. Odcedzamy mleko, lekko odciskamy, by wycisnąć z płatków jak najwięcej cieczy. Płatki wyrzucamy sic! lub zjadamy z owocami na śniadanie. Melko ponownie przecedzamy przez szmatkę. Do mleka dodajemy cukier, sól i delikatnie je podgrzewamy. Dodajemy do niego żelatynę rozpuszczoną w odrobinie wrzątku. Mieszamy i rozlewamy do foremek, które wstawimy do lodówki.

Purée z awokado:
-ładne, dojrzałe awokado
-szczypta kwasku cytrynowego
-szczypta cukru
-szczypta soli

Robimy tuż przed podaniem. Awokado musi się dobrze schłodzić w lodówce, minimum 5 godzin. Obieramy je i usuwamy pestkę. wszystkie składniki wrzucamy do blendera i miksujemy na gładka masę.

Całość:

Na talerzu kładziemy sporą łyżkę purée, robimy maziaj. Na maziaj wyrzucamy z foremki custard. Można na chwilę zanurzyć foremkę we wrzątku. Kładziemy fantazyjnie kilka krążków czekoladowo-orzechowych i posypujemy płatkami. Wołamy: Kochanie deser!


Wiesz co? Mi to smakowało wszystko! - powiedział On. A to ci dopiero! Oto moja propozycja na Czekoladowy weekend:

niedziela, 21 lutego 2010

Czekoladowy weekend. Tydzień bez zakupów.


Jeszcze jeden przepis na czekoladowy deser z tego co w szafkach. Chińskie ryżowe pączki w sezamowej skorupce z płynnym czekoladowym wnętrzem. Zaskakująca konsystencja, lekko ciągnąca i gumiasta. Chrupka, pysznie sezamowa skorupka. Doskonale okrągły kształt i ta wypływająca czekolada. Zjadam jednego i biegnę cieszyć się słońcem. Goście w drodze. Mam nadzieję, że coś dla nich zostanie. Zanim wąsaty nos zje wszystkie. A ja już myślę jak smakowałyby takie z cierpkimi owocami...


Chińskie pączki z czekoladą
12 kulek na 4 osoby
Ching-He Huang

-250g mąki z kleistego słodkiego ryżu
-65g cukru demerrara
-100ml wrzątku
-100ml zimnej wody
-80g ziaren jasnego sezamu
-100g połamanej dobrej, ciemnej czekolady
-olej do głębokiego smażenia

Cukier rozpuściłam we wrzątku. Mąkę wsypałam do miski, wlałam powoli gorący syrop, dolałam zimnej wody. Zmieszałam na gładką masę. Przez 5 minut wyrabiałam białe ciasto. Było elastyczne i miękkie. Z ciasta uformowałam 12 kulek, po 43g każda. W kulce robiłam wgłębienie, w które wtykałam kostkę czekolady, a nawet dwie. Zaklejałam i ponownie formowałam kulkę, kŧórą obtaczałam w sezamie. Smażył On na złoto. Podczas smażenia kulki pęcznieją i nabierają idealnego kształtu. Po rozkrojeniu ciepłej czekolada pięknie wypływa na talerz.

I jeszcze na szybko środek. Mniam! I to by było na tyle w ten Czekoladowy weekend. Beo w przyszłym roku w lutym...

sobota, 20 lutego 2010

Tydzień bez zakupów. Czekoladowy weekend.



O czekoladowym weekendzie rozmyślałam od dawna. Uwielbiam czekoladę. Inaczej tego nazwać nie można. A najbardziej tę w tabliczkach. Pamiętam jeszcze czasy prawdziwego kryzysu, kiedy to babcia wystawała dla nas w kolejce po sezamki i czekoladopodobny wyrób. Wtedy słowo tabliczka czekolady wywoływało we mnie przyjemny dreszcz. Gotowa byłam wpaść w sidła Baby Jagi, byleby choć przez chwilę móc cieszyć się smakiem okiennic, dachówek z owych tabliczek. Nic więc dziwnego, że kiedy pierwszy raz pojechałam do Belgii zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Malutkie sklepiki pełne czekoladowych pyszności: pralinek, tabliczek, fikuśnych figurek, obtaczanych w czekoladzie skórek cytrusów. Ulice całe, gdzie unosił się zapach czekolady. Można się spierać nad wyższością szwajcarskiej czy belgijskiej. Dla mnie ta z Beneluxu nie ma sobie równych. Kocham pyszne Neuhausy, szczególnie po tym jak odkryłam fabrykę i całkiem tani outlet. Lubię Gallera i jego małe wielosmakowe tabliczki (jednej jeszcze nie jadłam!) oraz nieśmiertelne kocie języki. Godziny mogę spędzać w pięknych sklepach Marcoliniego czy Wittamera i oglądać czekoladowe cudeńka. Nie pogardzę nawet Leonidasem. Tymczasem obok leciwych czekoladowych gigantów zakwitają w Brukseli nowe firmy, wnosząc powiew świeżości do czekoladowego światka.

Niedaleko osławionej Avenue Louise jest w Brukseli sklepik fabryczka, gdzie powstają czekoladowe niespodzianki. Twórcy Zaabaru podeszli do czekolady w niecodzienny sposób. I tak obok prozaicznych czekolad z cynamonem, chili, pistacjami mamy te z zielem angielskim, pieprzem syczuańskim, kolendrą. Połączenia tyleż zaskakujące, co pyszne. Na miejscu można skosztować wszystkiego, napić się gorącej czekolady i zaopatrzyć się pachnące tabliczki oraz przyprawy. Obejrzeć film o czekoladzie i wziąć udział w czekoladowych warsztatach. A nade wszystko patrzeć i patrzeć godzinami na obracające się koło z pysznie pachnącą masą.

Tydzień bez zakupów nie pozwolił mi na czekoladowe szaleństwo. Za to uruchomił czekoladową pomysłowość. Jak zrobić dobry i efektowny czekoladowy posiłek bez wizyty w sklepie. I oto są karmelki albo jak wolicie toffi. Z zielem angielskim to jedno z połączeń, które mnie urzekło.


Czekoladowe toffi z zielem angielskim
Pierre Hermes Desserts

Robiłam z połowy porcji

-280g glukozy (miałam tylko fruktozę i się nadała)
-280g cukru pudru
-440ml płynnej śmietanki kremówki
-120g dobrej gorzkiej czekolady
-40g masła
-utarte w moździerzu ziele angielskie (własny wymysł)

Czekoladę pokroiłam na wiórki. W rondelku podgrzewałam powoli śmietanę. W garnku z grubym dnem podgrzałam cukier prosty, do rozpuszczonego wsypałam cukier i podgrzewałam, aż powstał ciemnobursztynowy karmel. Do karmelu dodałam masło, zamieszałam. Wlałam powoli, uwaga buzuje, śmietankę. Wsypałam czekoladę. Mieszałam i podgrzewałam, aż masa miała 115-116 st. C (trwało to około 7 minut) Gorącą masę wylałam do prostokątnej formy dla całej porcji o wymiarach około 15x22. Formę proponuje wyłożyć papierem do pieczenia, bo inaczej trudno wyjąć zastygnięty prostokąt. Posypałam mielonym zielem i czekałam, aż zastygnie. Można wstawić do lodówki. Stężałe pokroiłam na prostokąty i zawinęłam w celofan jak cukierki.
Mam nadzieję, że gościom będzie smakować.


sobota, 21 lutego 2009

Za oknem biało- czekoladowy weekend ciąg dalszy


Świat spowiła śniegowa kołderka. Biało, biało, biało. Zza okna dobiega chrzęst odśnieżania. A ja się wyleguję, wygrzewam i mam ochotę na kawałek czegoś bardzo białego. Oto brownie w wersji blondie na spóźnione walentynki.
Blondie z białym ganache
Nad garnkiem z gotującą się wodą rozpuściłam w misce 100g masła i 100g białej czekolady na płynną masę (uwaga białej czekolady nie można trzymać za długo). W drugiej misce ubiłam cztery jajka i 150g cukru oraz kilka kropel ekstraktu z wanilii. Dodałam do kogla mogla 50g mąki, a na końcu wmieszałam lekko przestudzoną masę czekoladową.
Piekłam 20 minut w piekarniku nagrzanym do 190st. C.
W garnku doprowadziłam do wrzenia 200ml śmietanki 36% i wrzącą zalałam połamaną tabliczkę białej czekolady. Masę wymieszałam, aż do rozpuszczenia czekolady. Wystudziłam i włożyłam do zamrażarki. Co jakiś czas wyjmowałam ją i ubijałam trzepaczką, aż z masy powstał gęsty krem.
Krem wyłożyłam na wystudzone ciasto. Udekorowałam marcepanem.
Zwykle ciasto to robię jako warstwę do tortu czekoladowego. Krem z białej czekolady jest pyszny. Ciasto nieco mdłe, ale w kompozycji z brownie pychota. Myślę, że dobre by było ciasto z ciemnej czekolady pod białym kremem. To nastepnym razem.

piątek, 20 lutego 2009

Czekoladowy weekend

O czekoladzie napisano już mnóstwo. To chyba królowa słodyczy. Lubię ją niemalże w każdej postaci, im mniej dodatków tym lepiej. Prawdziwa królowa nie potrzebuje klejnotów. To zestawienie białej i kardamonu jest jednak powalające. Królowo padam do stóp i proszę o kolejny kawałek.

Tarta z białą czekoladą i kardamonem
Zagniatamy ciasto jak w tym przepisie, ale bez cukru (nadzienie będzie wystarczająco słodkie) i pieczemy około 30 minut. Wyjmujemy z piekarnika i studzimy.
Nadzienie: w małej miseczce moczymy przez 5 minut 8g żelatyny w niewielkiej ilości zimnej wody. W garnku doprowadzamy do wrzenia wodę i wstawiamy do niego miseczkę z żelatyną. Mieszamy, aż się nie rozpuści. W moździerzu rozbijamy na proszek ziarna z ośmiu strączków kardamonu. W innym rondlu podgrzewamy 390ml śmietany kremówki niemal do wrzenia i gorącą zalewamy połamane 3 i pół tabliczki białej czekolady. Mieszamy trzepaczka na gładką masę, dodajemy kardamon i żelatynę. Studzimy od czasu do czasu mieszając, by nie powstał kożuch. Wylewamy na upieczone ciasto i wstawiamy do lodówki, aż stężeje.
Gotowe ciasto posypujemy kakao i ozdabiamy wiórkami białej czekolady.

Ciasto jest przepyszne, nawet dla tych co nie przepadają za białą czekoladą. Ale uwaga to bomba kaloryczna, tylko na specjalne okazje!

LinkWithin

Related Posts Widget for Blogs by LinkWithin