W latach 1794-1795 kapitan Collet dorobił się majątku w Nowym Jorku produkując dla mieszkańców tego handlowego miasta lody i sorbety. Zwłaszcza damy nie miały nigdy dość tego przysmaku, tak dla nich nowego; zabawne było patrzeć na ich minki, kiedy raczyły się lodami; nie rozumiały w żaden sposób, jakim cudem mogą być tak zimne przy dwudziestu sześciu stopniach Reaumura.
Anthelme Brillat-Savarin Fizjologia smaku
Minęły wieki całe, a lody nadal budzą zachwyt obu płci i niejedna fortuna na nich stoi. Odkąd pamiętam mogłam jeść je bez przerwy. A ponieważ dorośli zwykle skąpili zimnego przysmaku (że niby cztery kulki gorsze na gardło niż dwie?) chwytałam się różnych sposobów. Byle tylko wydłużyć lodowatą rozkosz. Zdarzyło mi się nawet uciec do kradzieży. O jak wspaniale smakowały Bambino na patyku za dziesiątkę zwiniętą dziadkowi z dużego pokoju. Zwłaszcza, że nikt się nie poznał, a może nie dał po sobie poznać i wieczorem zabrano nas na lody.
Zwykle jednak było do bólu uczciwie. Lody lizałam po prostu wolno. Wolno jak najwolniej. To nic, że ciekło po rękach i nogach, przyjemność zdawała się trwać wiecznie. Niestety tatko słabo wytrzymywał ten popis flejtuchostwa, daj zliże ci i zlizywał mi na płasko. Plamy z loda na mojej twarzy zastępowały potoki łez, zjadłeś mi całego loda! Szybko nauczyłam się protestować i ukrywać mleczne plamy na bucie. Do dziś, gdy widzę dorosłego oblizującego dziecku loda, serce mi się kraje i cała w środku krzyczę robicie mu traumę na całe życie. Pamiętam długie dyskusje z kuzynką nad wyższością lodów z automatu nad tymi w kulce, a może odwrotnie. No i czy kulka jest lepsza od gałki to dopiero był problem. Wspominam czasy salmonellowej paniki i o zgrozo wakacje bez lodów. W pamięci mam zazdrosne spojrzenia rzucane Iwonce R., której rodzice mieli budkę z gałkowymi. Cwaniacką przyjaźń z siostrami P., których tata miał automat z l o d a m i przy parku. Wieczorem, gdy go czyścił, rozdawał czasem duże śmietankowo-kakaowe za darmo!!! Łatwo się domyślić, że zarówno państwo R. jak i P. należeli w miasteczku do finansowej elity.
Potem były czasy Magnum i oszczędzanie na obiadach, żeby tylko poczuć to nieziemskie chrupnięcie. Godziny w Haagen Dazs na miarę tych w Musée d'Orsay i noce nad zimnym wiaderkiem. Przy lodach zdawałam egzaminy, w lodowy pojemnik lałam łzy nad nieodwzajemnioną miłością. Do dziś jak mi źle i szaro, kupuję kubek zamrażacza emocji. Albo robię je sama.
Oto dwie super szybkie propozycje na, trochę udawane, lody. Nie są tak gładkie i kremowe jak prawdziwe, ale za to wymagają minimum wysiłku. I nie potrzeba do nich maszyny.
Zwykle jednak było do bólu uczciwie. Lody lizałam po prostu wolno. Wolno jak najwolniej. To nic, że ciekło po rękach i nogach, przyjemność zdawała się trwać wiecznie. Niestety tatko słabo wytrzymywał ten popis flejtuchostwa, daj zliże ci i zlizywał mi na płasko. Plamy z loda na mojej twarzy zastępowały potoki łez, zjadłeś mi całego loda! Szybko nauczyłam się protestować i ukrywać mleczne plamy na bucie. Do dziś, gdy widzę dorosłego oblizującego dziecku loda, serce mi się kraje i cała w środku krzyczę robicie mu traumę na całe życie. Pamiętam długie dyskusje z kuzynką nad wyższością lodów z automatu nad tymi w kulce, a może odwrotnie. No i czy kulka jest lepsza od gałki to dopiero był problem. Wspominam czasy salmonellowej paniki i o zgrozo wakacje bez lodów. W pamięci mam zazdrosne spojrzenia rzucane Iwonce R., której rodzice mieli budkę z gałkowymi. Cwaniacką przyjaźń z siostrami P., których tata miał automat z l o d a m i przy parku. Wieczorem, gdy go czyścił, rozdawał czasem duże śmietankowo-kakaowe za darmo!!! Łatwo się domyślić, że zarówno państwo R. jak i P. należeli w miasteczku do finansowej elity.
Potem były czasy Magnum i oszczędzanie na obiadach, żeby tylko poczuć to nieziemskie chrupnięcie. Godziny w Haagen Dazs na miarę tych w Musée d'Orsay i noce nad zimnym wiaderkiem. Przy lodach zdawałam egzaminy, w lodowy pojemnik lałam łzy nad nieodwzajemnioną miłością. Do dziś jak mi źle i szaro, kupuję kubek zamrażacza emocji. Albo robię je sama.
Oto dwie super szybkie propozycje na, trochę udawane, lody. Nie są tak gładkie i kremowe jak prawdziwe, ale za to wymagają minimum wysiłku. I nie potrzeba do nich maszyny.
-500g truskawek
-mały pęczek mięty
-1/2 szklanki wody
-1/2 szklanki cukru
-kieliszek wódki
Truskawki miksujemy z miętą na gładko. Wodę zagotowujemy z cukrem na syrop. Studzimy i mieszamy z masą truskawkową. Dodajemy wódki. Wstawiamy do zamrażarki. Co godzinę wyjmujemy i miksujemy dokładnie. Robimy tak dopóki masa nie będzie przypominać gładkiego śniegu.
-500g gęstego jogurtu
-limonkowo-imbirowy krem z tego przepisu (można użyć też kupnego lemon curd, wtedy będą to lody cytrynowe, ale polecam ten domowy, łatwy i pyszny)
-kieliszek rumu
-ew. łyżka cukru pudru
To przepis na ekspresowe lody.Wystarczy zmieszać wszystkie składniki. I zamrozić jak wyżej, wyciągając i miksując do godzinę. Niebo w gębie i dobrze komponuje się z tym poprzednim.
Jest w tym troche prawdy, ze lody lecza rany. Nic tak nie osusza lez, jak wiaderko pysznych, zimnych lodow - nawet samotny wieczor w domu staje sie jakos mniej straszny. Twoje domowe falszywe lody sa fantastyczne, trudno byloby mi wybrac miedzy tymi dwoma smakami.
OdpowiedzUsuńMoże i oszukane lody, ale takie sorbety bardziej mi smakują niż lody na patyku typu Big Milk :)
OdpowiedzUsuńKasiu, ja też kocham lody.Jem je okrągły rok bez względu na pogodę.Codziennie.
OdpowiedzUsuńNie mam maszyny do lodów i nie uważam,że te kręcone ręcznie są gorsze od maszynkowych.
A Twoje smaki tak bardzo mi odpowiadają.
Miłego weekendu!
co z tego że fałszywe :D ważne że pysznie wyglądają
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam ten cały, trochę przydługi wpis i nie dowiedziałam się dlaczego te lody są fałszywe?:(
OdpowiedzUsuńWpis wcale nie jest przydługi imho. Lubię jak piszesz.
OdpowiedzUsuńA ja przy tym opisie, który mi bliski ze znanych mnie powodów, szszerze się usmiałam i odświeżylam pamięć. Superlody te domowe!!!
OdpowiedzUsuńFajne lody, obydwie propozycje:) A truskawkowe mają obłędny kolor.
OdpowiedzUsuńPozdrowienia:)
bardzo ciekawie zestawiłaś ze sobą smaki ;]
OdpowiedzUsuńz ogromną chęcią skosztowałabym takich niecodziennych lodów.
i to na pewno nie skończyłoby sie na jednej gałce xd
Doskonale ujęłaś to, że dzieci, którym rodzice oblizują lody, żeby nie kapały, mają traumę do końca życia!
OdpowiedzUsuńWłaśnie do mnie dotarło, że od czasów, kiedy byłam mała i przechodziłam przez to samo - NIKT NIGDY NIE POLIŻE MOJEGO LODA! Nigdy się nim nie podzielę, w obawie, że ktoś zachłannie poliże więcej niż pozwoliłam, lub (co gorsza) ugryzie kawałek i tym zepsuje idealny obły kształt kulki... :P
Właaaaasnie, Magnum, drogie jak piorun i tak bosko chrupiące przy pierwszym kęsie...
OdpowiedzUsuńMaggie: bo najlepiej jeść je razem!
OdpowiedzUsuńBurczymiwbrzuchu: No pewnie!
Amber: Ja jednak marzę o maszynie, ale póki co kręcę ręcznie.
Zauberi: i smakują niczego sobie.
Anonimowy1: to pytanie czy pretensja? Pierwsze proponuje zadać inaczej, drugie to już chyba do mamy.
Magg: Oj ty ty, obrońco uciśnionych.
Anonimowy2: Super super, kręć!
Majana: to prawda, niezły.
Karmelitko: lody lubią smakowe eksperymenty.
Wcinajło: NIKT I JUŻ NIGDY! I ZAMÓWIĘ SIEDEM KULEK!!!
Ania: ale to było dawno, ale teraz to już nie jadam. Hmmm, domowe Magnum?
"Zamawiam lody"
OdpowiedzUsuńZamawiam ogromne lody waniliowo truskawkowo porzeczkowe
Z owocami tropikalnymi i z bardzo mocno bitą śmietaną
Do tego koktajl bananowo-anananasowy z parasolką
Ze słomką rurką kolorową plastikową łyżeczką
Oprócz tego kawę espresso lungo albo najlepiej doppio
To ostatnie bardzo proszę na samym początku
Chciałbym się obudzić zanim wejdę w ten ekstrawagancki sen
Zanim rozpuszczę się w słodyczy muszę być całkiem przytomny
Idą ciężkie dni i ciężkie noce tygodnie miesiące i lata
Nie mogę przespać przeoczyć przegapić
Tej odrobiny słodyczy która jest w zasięgu mojego portfela
Michał Zabłocki
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń